Ziemia postrzegana jest przez nich nie jako matka natura, a kochanka. O co w tym chodzi

Od ludzi, którzy w górach najlepiej czują się nago, do osób „współżyjących” z naturą – ekoseksualizm to ruch, który już od 20 lat zyskuje na popularności. Ziemia postrzegana jest przez nich nie jako matka natura, a kochanka. O co w tym chodzi?

Podczas LiveWorks Festival w Sydney można było obejrzeć interaktywną instalację „Ecosexual Bathhouse” autorstwa Loren Kronemyer i Iana Sinclaira, która ma namawiać do porzucenia miejskiego zgiełku i obcowania z naturą. Zwiedzający mogli m.in. poodtykać mchu czy zobaczyć człowieka głaszczącego roślinę.

Instalacja jest częścią ruchu ekoseksualnego, który na całym świecie cieszy się coraz większym zainteresowaniem. „Staramy się przełamać bariery pomiędzy gatunkami (ludźmi i elementami natury) przed nadchodzącą katastrofą” – tłumaczą autorzy pracy. Mówiąc o katastrofie, mają na myśli zmiany klimatyczne o których pisał niedawno Radek Teklak.

Jennifer Reed, doktorantka socjologii na Uniwersytecie w Nevadzie, przeprowadziła trwające ponad pół roku badania z których wynika, że liczba osób, które uważają się za „ekoseksualne” wzrosła w przeciągu dwóch ostatnich lat niemal dwukrotnie. Jej wnioski potwierdzają również dane z wyszukiwarki Google w której coraz częściej pojawiają się zapytania o idee ruchu osób ekoseksualnych.

Podobnym projektem, który jako jeden z pierwszy promował w mainstreamie idee ekoseksualizmu, był głośny film pt. „Fuck for Forest” z 2012 roku. Opowiada o tytułowej grupie berlińskich aktywistów, którzy głosząc hasła wyzwolenia seksualnego, chcą uratować świat. Pieniądze zarobione dzięki sprzedaży w sieci własnych, amatorskich filmów porno, przeznaczają na ochronę amazońskich lasów.

Czym tak naprawdę jest ekoseksualizm?

Amanda Morgan, wykładowczyni na UNLV School of Community Health Sciences, uważa się za osobę ekoseksualną. Twierdzi, że na nowy ruch nie ma stałej definicji. „Z jednej strony są to ludzie, którzy w seksie używają produktów przyjaznych środowisku i tacy, którzy czerpią przyjemność z nagich spacerów po górach. Z drugiej mogą być to osoby, które tarzając się w błocie, są w stanie osiągnąć orgazm” – tłumaczy. „Niektórzy współżyją nawet z drzewami albo masturbują się pod wodospadami”.

Ruch ekoseksualny dużo zawdzięcza Annie Sprinkle i Elizabeth Stephens, parze artystek i aktywistek dla których stał się on sposobem na życie. Na ich stronie został opublikowany „ecosex manifest”, a same nagrały już kilka filmów o tym jak blisko z naturą może funkcjonować człowiek. Jako pierwsze zaczęły również udzielać ślubów podczas, których można wyznać miłość nie tylko matce ziemi, ale również Księżycowi, czy np. ulubionej choince.

Obie panie uważają ekoseksualizm za kolejną formę seksualnej tożsamości. Podczas zeszłorocznej Parady Równości w Toronto, udało im się zebrać ponad 100 ekoseksualnych osób i razem domagali się, aby do akronimu LGBTQI została dodana litera E. W ostatnim wywiadzie z magazynem „Outside”, Stephens stwierdziła, że na całym świecie jest już ponad 100,000 ludzi, którzy uważają się za osoby ekoseksualne.

Źródło:noizz.pl

Share