Zbigniew Wodecki, mimo iż odszedł od nas już prawie 1,5 roku temu, wciąż pozostaje postacią, o której dużo się mówi. Jego przyjemna aparycja, rozwiany włos i fenomenalna twórczość to coś, za co pokochały go miliony. Nie jest jednak tak, że po artyście pozostały jedynie jego piosenki. Jest coś jeszcze.

Zbigniew Wodecki pochodził z niezwykle umuzykalnionej rodziny. Każdy grał na jakimś instrumencie, a mały Zbyszek miał zaledwie 4 lata, gdy zaczął uczyć się grać na skrzypcach. Jego droga do kariery nie była jednak usłana różami. Jego ojciec ganił go za najmniejsze potknięcie, o czym artysta wielokrotnie wspominał nawet w dorosłym już życiu.

Zbigniew Wodecki pozostawił coś po sobie

Muzyk nie zabrał swoich dobrych genów do grobu. Jego wnuk, Leo Stubbs, poszedł w ślady dziadka i jako swój sposób na życie postanowił wybrać artystyczną ścieżkę. Chłopiec ma zaledwie 14 lat, a już zagrał jedną z głównych ról w filmie „Dzień czekolady”, który ukazał się na festiwalu w Gdyni, a wiosną ukaże się w kinach.

Film pod tytułem „Dzień czekolady” nie jest jednak debiutem wnuczka Zbigniewa Wodeckiego. Leo zagrał już wcześniej w wielu spektaklach teatralnych, między innymi w samej Operze Krakowskiej. Talentem chłopca zachwycał się jego dziadek, który niespełna 3 lata temu podziwiał jego kunszt aktorski. Podczas oglądania spektaklu polały się nawet łzy.

– Leo uwielbia to robić. Widziałem go na scenie i jest bardzo fajny. Czuję, że on pójdzie w tym kierunku. Chyba urodził się do tego, bo wchodzi na plan i nie trzeba go ustawiać. Jest skromny, cichy i małomówny – opowiadał dumny dziadek.

Same pochwały

Leo jest doceniany przez wiele osób ze świata sztuki. O jego talencie wypowiadał się nawet Henryk Schoen, który pełni funkcję dyrektora krakowskiego Teatru Bagatela.

– To niezwykły chłopiec. Ma dorosłą, artystyczną duszę. Mam przeczucie, że drzemie w nim ogromny potencjał – ocenił mężczyzna.

Głos w sprawie młodocianego aktora zabrał również reżyser „Tajemniczego ogrodu”, Janusz Szydłowski:

– Jest fantastyczny, łapie uwagi niczym dorosły – docenił.

Jak zdradził znajomy rodziny, matka chłopca nie chce, aby Leo czuł na sobie jakiekolwiek naciski. Dobór ról odbywa się z niezwykłą starannością.

–  Cieszy się, że Leo idzie w ślady dziadka, ale chce, by jego kariera rozwijała się bez żadnych nacisków. Dlatego starannie wybiera propozycje, a tych z pewnością będzie teraz coraz więcej. Przede wszystkim jednak jako kochająca matka chce, żeby jej syn nie utracił nic z dzieciństwa. Wie, że jej tata właśnie tego by sobie życzył… – opowiedział anonimowy informator w rozmowie z „Rewią”.