Badania popularnych produktów przeznaczonych do odświeżania i aromatyzowania powietrza wykazały, że są one równie toksyczne jak smog!

Produkty pochłaniające zapachy i aromatyzujące powietrze mogą zawierać substancje rakotwórcze i silne alergeny

Naukowcy alarmują! Powszechnie używane produkty mające pochłaniać brzydkie zapachy i aromatyzować powietrze zawierają substancje rakotwórcze i silne alergeny.

Mogą wywoływać bóle i zawroty głowy, przewlekły katar, problemy z zatokami, duszności, zaburzenia uwagi oraz podrażnienia oczu, gardła i skóry. W składzie niektórych odświeżaczy znaleziono też substancje uszkadzające układ nerwowy (przyczyniające się m.in. do rozwoju choroby Parkinsona).

A producenci nie mają obowiązku podawania dokładnego składu tych produktów, więc niewiele osób jest świadomych zagrożenia dla zdrowia!

W składzie przebadanych produktów znaleziono m.in.:

Benzen: wycofany ze stosowania w przemyśle jako rozpuszczalnik (bo szkodził robotnikom). Długotrwały kontakt z nim obniża poziom białych ciałek we krwi i uszkadza szpik kostny.

1,4-dichlorobenzen: ma potwierdzone działanie hepatotoksyczne, czyli uszkadzające wątrobę.

Formaldehyd: może powodować kołatanie serca, duszności, a nawet skurcz oskrzeli. Występuje głównie w odświeżaczach elektrycznych. UWAGA! Szczególnie niebezpieczny dla astmatyków.

Toluen: działa, drażniąco na skórę, powoduje zawroty głowy.

Co zawierają samochodowe odświeżacze powietrza?

Do pomieszczeń

Najczęściej używamy pochłaniaczy i aromatyzerów w toaletach, łazienkach i sypialniach.

W ofercie są m.in. spraye, olejki z patyczkami, wkładki do kontaktów, flakoniki.

Na opakowaniach znajdziemy m.in. takie ostrzeżenia „nie wdychać rozpylonej cieczy”. Oznacza to, że nie powinniśmy przebywać w domu, aż zapach się ulotni!

Nasza rada: Czyste i zdrowe powietrze w mieszkaniu może zapewnić nam oczyszczacz powietrza (ceny: od 200 zł).

Do odkurzacza

Po odkurzaniu często pozostaje charakterystyczny zapach. Aby go zamaskować, coraz więcej osób stosuje wkłady zapachowe.

Do wyboru są pastylki, olejki oraz specjalne pałeczki. Na opakowaniu często zamieszczana jest informacja „zawiera naturalne składniki”. To chwyt marketingowy: jeden czy dwa naturalne składniki nie zneutralizują pozostałych chemicznych substancji.

Nasza rada: Zamiast wkładów zapachowych warto kupić do odkurzacza zestaw filtrów dobrej jakości.

Do lodówki, zmywarki i szafy

Wkłady do lodówek i zmywarek nie są klasyfikowane jako przeznaczone do bezpośredniego kontaktu z żywnością. Dlatego również w ich przypadku producenci nie muszą wymieniać na opakowaniach wszystkich składników. Tak samo jest w przypadku wkładek zapachowych do szaf i szafek.

Dostępne są estetyczne kolorowe kuleczki, zawieszki, plastikowe pudełeczka oraz pojemniki z żelami. Producenci podają na opakowaniach tylko ogólne informacje o produkcie, np. że zawiera żel lub minerały. To nie nie wystarczy, byśmy miały pewność, że są wolne od toksycznych substancji! A przecież mają kontakt z żywnością, naczyniami i ubraniami.

Nasza rada: W kuchni nie stosujmy gotowych pochłaniaczy. Lepiej zrobić je samodzielnie. Wtedy na pewno będą bezpieczne.

W kuchni najlepiej stosować naturalne odświeżacze zapachu

Naturalne pochłaniacze zapachów

Do lodówki: mały pojemniczek na cukier puder z sitkiem (do kupienia w marketach, cena ok. 10 zł) napełniamy sodą. Dla aromatu można dodać suszone zioła lub kwiaty np. lawendy, rumianku. Sodę wymieniamy co 2 miesiące.

Do zmywarki: obieramy owoc cytrusowy (cytrynę, limonkę, pomarańczę), aby powstała ze skórki spiralka. Traktujemy ją jak „zawieszkę”. Wymieniamy co trzy – cztery cykle mycia.

Do szafy: wkładamy rozpakowane mydełka o miłym zapachu lub szyjemy małe saszetki, wypełniamy je ziołami i wieszamy.
jak sprawdzić, czy skład jest bezpieczny?

Choć producenci chemii domowej nie mają obowiązku podawać pełnego składu, to produkty niebezpieczne dla zdrowia muszą oznaczać tzw. piktogramami (takimi jak na rysunkach obok). Zdarzają się też rysunki na pomarańczowym tle. One także oznaczają, że produkt może być toksyczny lub niebezpieczny dla zdrowia.

źródło: interia.pl