Władysławowo oblężone, na plaży setki parawanów. „Wyglądają jak jakieś starożytne pismo”

Wypoczynek nad polskim morzem cieszy się niesłabnącą popularnością. Dobrze widać to na zdjęciu projektu Bałtyk zrobionym we Władysławowie. Parawany oglądane z góry układają się w interesujące kształty.

Zdjęcie zostało wykonane we Władysławowie przez Agatę i Wojtka z projektu Bałtyk. Do jego zrobienia para użyła drona, który wzbił się na wysokość 150 metrów. Z tej perspektywy doskonale widać wyraźną granicę pomiędzy plażą a morzem.

Ale nie tylko to przykuwa uwagę, gdy patrzy się na zdjęcie. To przede wszystkim dziesiątki kolorowych parawanów, które plażowicze rozstawili bardzo blisko siebie. Kiedy patrzy się na nie z góry, wyglądają, jakby wyznaczały granice działek różnych rozmiarów i kształtów: okrągłych, prostokątnych czy kwadratowych.

View this post on Instagram

Władysławowo / 2018

A post shared by B a ł t y k (@b_a_l_t_y_k) on

Pod zdjęciem, zarówno na fanpage’u projektu Bałtyk, jak i na Instagramie, pojawiło się mnóstwo komentarzy. Wiele osób przyznało, że choć wygląda ono pięknie, taki ścisk odstrasza i musi być męczący:

 

Piękne foto, ale co za przyjemność z takiego plażingu?

 

Zdjęcie piękne, ale ja czekam, aż sezon minie. Wtedy jest jeszcze piękniej

 

Wow, dobre oblężenie!

Jeden z komentujących porównał z kolei parawany do starożytnego pisma. Rzeczywiście można by powiedzieć, że układają się w coś na kształt liter.

„Odgradzamy się, żeby poczuć się na swoim”

Parawany to w Polsce nieodłączny element letniego, nadmorskiego krajobrazu. Zjawisko zostało już nawet określone mianem „parawaningu”. Choć stało się ono obiektem żartów, da się je wyjaśnić z psychologicznego punktu widzenia.

– To przejaw mentalności polegającej na tym, że jak już coś zajmę, zdobędę, wygram wyścig po moje, to nikomu nie ustąpię – komentuje psycholog dr Hanna Brycz, prof. Uniwersytetu Gdańskiego w rozmowie z trójmiejską Gazetą Wyborczą.

Psycholog dodaje, że nie jest to zjawisko typowe tylko dla Polaków. Takie odgradzanie się i wydzielanie własnej przestrzeni to wynik tzw. zachowań proksemicznych. Wynikają one bowiem z kultury, w której się wychowaliśmy, ale też z cech indywidualnych – każdy ma inne potrzeby związane z zachowaniem dystansu pomiędzy ludźmi.
Dla krajów azjatyckich typowa jest kultura kolektywistyczna, zaś dla Europy i USA – indywidualistyczna. Wyraża się ona m.in. w przekonaniach, że można liczyć tylko na siebie i że każdy jest kowalem własnego losu. W Polsce dochodzi do tego jeszcze obciążenie czasami PRL-u, gdy nie było własności prywatnej. – Jako naród wychowany w kulcie indywidualizmu, tworzymy enklawy „prywatności” na gęsto zaludnionej plaży, odgradzamy się, żeby poczuć się na „swoim” – tłumaczy Brycz.

Profesor dodaje jednak, że tego typu zachowanie jest w gruncie rzeczy bardzo ludzkie, a rozstawiania parawanów nie należy demonizować. Jeśli komuś nie odpowiada taka forma wypoczynku, może pojechać gdzieś dalej, gdzie plaże są mniej zatłoczone lub prawie bezludne.

Źródło:podroze.gazeta.pl