Wiesława Kwiatek (65 l.) jest właścicielką chyba najpiękniejszego uśmiechu w „Sanatorium miłości”. Zachwyca pogodą ducha, ale w jej życiu nie zawsze było do śmiechu. Zwłaszcza wtedy, kiedy przyszło jej żegnać ukochanego męża.

Wiesława Kwiatek

– To była miłość mojego życia. Dzięki niemu wiem, jakie fantastyczne mogą być relacje między małżonkami – zapewnia ze łzami w oczach.

Pani Wiesława pochodzi z Dolnego Śląska. Miała czworo rodzeństwa, jednak zawsze wyróżniała się temperamentem. Chciała być baletnicą, ale rodziców nie było stać na wysłanie jej do szkół artystycznych. Spełniała się więc w sporcie, świetnie grała w siatkówkę. Po maturze znalazła się w Warszawie i bez problemu dostała się na ekonomię. Tu poznała miłość życia.

Wyszła za mąż, gdy miała zaledwie 21 lat. Zajęła się domem i urodziła syna. Razem z mężem byli wzorową parą, kochali górskie wędrówki, dalekie podróże – zwiedzili pół świata! Małżeńskie szczęście legło w gruzach z powodu choroby męża. Odszedł, kiedy miał zaledwie 50 lat!

W czasie jego choroby pani Wiesława czuwała przy nim dzień i noc. Dodawała mu otuchy i żyła nadzieją, że wyzdrowieje. Niestety, stało się inaczej. – Przyrzekłam sobie, że nie oddam mojego Jurasa. Opiekowałam się nim do końca. Zmarł w domu – wspomina.

To był dla niej trudny czas. Gdy rany zaczęły się zabliźniać, związała się z kimś na kilka lat, ale jej partner okazał się niewolnikiem nałogu. Dlatego Wiesława Kwiatek pełna nadziei zgłosiła się do programu „Sanatorium miłości”. Chciała przeżyć przygodę, ale przyszło jej łykać gorzkie łzy.

Wiesława Kwiatek z przyjaciółmi z „Sanatorium miłości”

– Mój optymizm stopniał po pierwszym wyemitowanym odcinku. Z mediów społecznościowych wylało się na mnie bagno pomyj! – opowiada z żalem. Atakowano ją za to, że ponoć jest aktorką. Rzeczywiście zagrała niewielkie epizody w serialach: „Na dobre i na złe”, „Samo życie”, „Gliniarze” oraz w filmach „Serce na dłoni” i „Królik po berlińsku”.

Za namową koleżanek, w ten właśnie sposób dorabiała sobie do skromnej emerytury! Nie mogła sobie poradzić z krytyką i wulgarnymi złośliwościami. Uciekła na Dolny Śląsk do brata. Tam przeczekała trudne chwile. Gdy doszła do siebie i wróciła do Warszawy, wtedy dowiedziała się o… śmierci Cezarego Mocka (†66 l.).

– Popłakałam się niesamowicie. Darzyłam go ogromną sympatią. Mieliśmy wspólne plany… – łzy wciąż płyną z jej oczu.

Mieli razem jechać nad Dunajec i nad Solinę. Los jednak chciał inaczej, zostały SMS-y pełne poezji. Jej łzy wysychają dopiero, gdy widzi ukochaną wnuczkę Antosię (9 l.). Zaczęły też przychodzić zawodowe propozycje. Codziennie otrzymuje listy od wielbicieli, nawet z zagranicy!

– Wreszcie mam to, czego chciałam. Jestem sama, ale nie samotna – mówi Wiesława Kwiatek. – Jeśli spotkam prawdziwą miłość, to chętnie wyjdę jeszcze raz za mąż!

Samotność jest dla niej najbardziej dokuczliwa. Dlatego co jakiś czas gaśnie jej promienisty uśmiech. Nie znosi być sama w czterech ścianach. Dusi się w ciszy w swoim mieszkaniu na warszawskich Bielanach. Każdy dźwięk telefonu jest dla niej zbawieniem. Wtedy może się oderwać od codzienności i cieszyć się, że nie wszyscy o niej zapomnieli.

– Czekam na kontakt z drugim człowiekiem. A że jestem gadułą, to gadam aż rozładuje się telefon…

Wiesława Kwiatek

Wiesława Kwiatek

źródło: pomponik.pl