Kobiety kochają diamenty… To wiadomo nie od dziś. Powstał o tym niejeden film i niejedna książka. Ale kto by się spodziewał, że kierowniczka lubelskiego sklepu z biżuterią tak je pokocha, że będzie podmieniała kamienie w pierścionkach! Joanna D. (42 l.) pracowała w sieci salonów jubilerskich. W trakcie śledztwa przyznała się do winy.

– Była cenionym i uczciwym pracownikiem. Znałam jej rodzinę, miałam do niej ogromne zaufanie – mówi o swojej pracownicy Małgorzata Ś., współwłaścicielka firmy.

W końcu została szefową jednego ze sklepów. Ale sielanka nie trwała długo. Joanna D. zmieniła się odkąd związała się z kolegą z pracy Marcinem F. (33 l.). Ukrywali swój romans i lewe interesy.

– Zaczęłam podejrzewać, że coś jest nie tak, kiedy Marcin próbował sprzedawać za pośrednictwem naszej firmy jakieś swoje zegarki. To jest u nas niedopuszczalne – mówiła przed sądem Małgorzata Ś.

Szefowa rozpoczęła śledztwo. I odkryła, że jej wzorowa pracownica zaczęła prowadzić z kochankiem nieczyste biznesy. W ofercie sklepu pojawiła się nieznana, wyglądająca na używaną, biżuteria. Zamienniki zastąpiły oryginalne wyroby. Zegarki miały nieprawidłowe ceny.

Największy szok wywołały jednak pierścionki z brylantami. W dziewięciu z nich zamiast drogocennych kamieni były… cyrkonie. Kto nie zna się na kamieniach szlachetnych nie ma szans rozpoznać, czy to brylant, czy cyrkonia. Specjaliści wiedzą, że cyrkonia jest bardziej miękka – da się zarysować diamentem

Joanna D. została zatrzymana, przyznała się do winy. Jej wspólnik Marcin F. Wszystkiemu zaprzecza. Proces pary jubilerskich oszustów powinien zakończyć się jeszcze w tym roku.

Joanna D. doprowadziła firmę zdaniem prokuratury do ponad 330 tysięcy zł strat. Podobno żadna z podróbek nie trafiła do klientów. Ale co będzie jeśli kiedyś okaże się, że to nieprawda?

źródło: fakt.pl