Weterynarz chciał podmienić próbki krwi. Zamiast do rolnika zadzwonił do… dziennikarza

„Podłożyć od kogoś, czy będziemy się szarpać?” – takie pytanie lekarz weterynarii z Parczewa chciał zadać miejscowemu rolnikowi, którego zwierzęta miał zbadać na obecność afrykańskiego pomoru świń (ASF). Przez pomyłkę jednak zadzwonił do dziennikarza o tym samym nazwisku.

O sprawie poinformował portal „Wspólnota Parczewska”, dla którego pracuje wspomniany redaktor. Dziesiątego września około godziny 15.00 red. Andrzej Dejneka odebrał telefon. „Mamy uwalnianie gminy w tej chwili z tej zapowietrzonej strefy i mam u pana krew pobrać. Podłożyć od kogoś, czy będziemy się szarpać?” – usłyszał w słuchawce. Ponieważ nie zrozumiał, rozmówca doprecyzował: „No wezmę od kogoś i podam jako próbkę od pańskiej świni. Czy przyjeżdżać i pobierać krew?”.

Szybko się okazało, że weterynarz szukał innej osoby o tym samym nazwisku i nieopatrznie pomylił osoby. Jak informuje redakcja „Wspólnoty Parczewskiej”, lekarz miał numer do dziennikarza, ponieważ ten zajmuje się problematyką ASF i utrzymuje kontakt ze służbami weterynaryjnymi oraz rolnikami. Tak się złożyło, że w momencie przeprowadzania rzeczonej rozmowy, był w terenie, więc z przyzwyczajenia zaczął ją nagrywać.

Sprawa w prokuraturze

– Rolnicy we wsi, której dotyczy sprawa, skarżyli się na służby weterynaryjne już wcześniej. Wojewoda lubelski na spotkaniu z nimi w sierpniu prosił, aby dawali mu znać o wszelkich niepokojących sygnałach. Wysłałem mu więc to nagranie z prośbą o komentarz – tłumaczy red. Andrzej Dejneka. Wojewoda skontaktował się z Wojewódzkim Lekarzem Weterynarii, a ten – z Powiatowym, który powiadomił policję. Na podstawie materiału prasowego oraz zawiadomienia Powiatowego Lekarza Weterynarii w Parczewie sprawą zajęła się prokuratura. – Wszczęliśmy śledztwo w kierunku niedopełnienia obowiązków przez lekarza weterynarii – mówi Grażyna Rudko, zastępca Prokuratora Rejonowego w Parczewie, dla „Dziennika Wschodniego”.

Powiadomiony o sprawie został również rzecznik odpowiedzialności zawodowej. Wobec lekarza prowadzone będzie postępowanie dyscyplinarne, grozi mu nawet wydalenie z zawodu.

O tym, czy próbki krwi od zwierząt, które badał nieuczciwy weterynarz, zostaną pobrane raz jeszcze, zdecyduje powiatowy lekarz weterynarii w Parczewie. Niestety, do tej pory nie udało nam się z nim skontaktować.

źródło: wiadomosci.gazeta.pl