Wystarczą trzy lub cztery doby, by niektóre gotowane pokarmy zamieniły się w bakteryjną bombę.

Dobra gospodyni nie wyrzuca resztek. Z nadmiaru ugotowanych do zupy klusek wyczaruje sałatkę lub zapiekankę. I nie ma w tym nic złego! Śmiało możesz tak robić – pod warunkiem, że będziesz właściwie przechowywać jedzenie.

Wszyscy wiemy, że nie wolno zostawiać mięsa poza lodówką

Zwłaszcza surowego. To samo dotyczy także ryb. Ale makaron czy ryż? Nawet kilkudniowych nikt się raczej nie obawia. To błąd!

W obu tych pokarmach może się kryć bakteria Bacillus cereus. Bytuje w ziemi, na roślinach – i stamtąd trafia do żywności. Kiedy znajdzie coś, czym może się pożywić, zaczyna się mnożyć. A karmi się właśnie ryżem, makaronem, nabiałem, warzywami czy suszonymi owocami.

Większość odmian Bacillus cereus jest niegroźna

Ale są i takie, które po rozmnożeniu mogą wywoływać zatrucia pokarmowe, czasem nawet śmierć! A mnożą się właśnie w źle przechowywanym pożywieniu. Załóżmy, że robisz w piątek sałatkę makaronową na sobotni piknik. To, czego nie zjedzono, przynosisz do kuchni. Gdy skończysz sprzątanie, wkładasz sałatkę do lodówki.

W niedzielę nie ma na nią chętnych, ale na poniedziałkową kolację je ją cała rodzina i… wszyscy mają wymioty i biegunkę. Zdarza się uszkodzenie wątroby. Silny organizm poradzi sobie lepiej, słabszy – gorzej. Bakteria jest najgroźniejsza dla małych dzieci, kobiet w ciąży, ludzi o obniżonej odporności i osób po 60. roku życia.

Jak się obronić przed tą bakterią?

Zarodniki Bacillus cereus czają się w ryżu lub makaronie. Dopóki pokarmy te są surowe i suche, pozostają w formie nieaktywnej. Niestety, bez trudu przeżywają gotowanie! I kiedy wilgotny makaron lub ryż trochę przestygnie, budzą się i zaczynają mnożyć. Jeżeli więc podamy jedzenie od razu po ugotowaniu, jesteśmy bezpieczni – bakteria nie miała jeszcze kiedy zwiększyć swej liczebności.

Uda się jej to, jeśli odstawimy danie w temperaturze pokojowej na kilka godzin lub, co gorsza – dni. Im dłużej stoi, tym bardziej robi się groźne!

„Przetrzymane” w temperaturze pokojowej jedzenie trzeba wyrzucić

Nawet, kiedy dobrze pachnie i smakuje. Mnożąca się bakteria wytwarza toksyny. Jeśli daliśmy jej czas na działanie, pożywienie nawet po przegotowaniu nie jest bezpieczne! Należy chować resztki do lodówki zaraz po posiłku. Gdy ma regulację, nastaw ją na 3-5 stopni (bakterie zaczynają się mnożyć w temp. ponad 5 stopni C). Jeszcze lepiej resztki z obiadu zamrozić, a wyjąć i rozmrozić dopiero przed spożyciem.

Potrawy podgrzewaj jak najrzadziej

Za każdym razem, gdy jedzenie z zimnego robi się znów ciepłe, bakterie się mnożą! Jeśli musisz je podgrzewać, weź tylko taką ilość, jaką zjesz od razu. Doprowadź do wrzenia – przynajmniej przez 5 minut musi bulgotać.

Nie tylko Bacillus cereus

Zagrożenie z wędlin

Na nasze żołądki czyhają bakterie Listeria i Staphylococcus aureus. Mogą się kryć m.in. w hot-dogach, szynce, boczku, salcesonie, pasztecie, kurczaku, indyku. Częściej zdarzają się w wędlinach i mięsach krojonych w sklepie, rzadziej w paczkowanych fabrycznie. Hot-dogi, mięso mielone, parówki czy bekon należy przed spożyciem porządnie zagotować (wysmażyć) i zjeść natychmiast po przyrządzeniu. Żadnego odgrzewania!

Niepasteryzowane mleko

Pasteryzacja polega na podgrzewaniu do temperatury, która zabija zarazki. Bez tego może się w nim kryć sporo bakterii: Salmonella, Brucella, Listeria, E. coli czy Campylobacter. Mleko „od rolnika” pijmy po przegotowaniu.

źródło: kobieta.interia.pl