Czy pamiętasz podobną historię 18 lat temu? Niestety, takie tragedie miały miejsce wcześniej. Nieszczęśliwe aniołki

Morderstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin głęboko poruszyło nie tylko okolicznych mieszkańców, ale także całą Polskę. Do tego stopnia, że w czasie zatrzymania 22-letniego mordercy niemal doszło do linczu. Nie jest to jednak jedyna historia kompletnie nieuzasadnionego, brutalnego mordu. Podobne przypadki niestety już się wcześniej zdarzały

10-letnia Kristina w czwartek (13 czerwca) nie dotarła na lekcję śpiewu do pobliskiego Żarowa. Jeszcze tego samego dnia po południu znaleziono ciało dziewczynki. W lesie pod Pożarzyskiem w odległości około 6 km od domu leżały zmasakrowane i obnażone zwłoki dziecka. Oprawca zadał jej wiele ciosów w klatkę piersiową i szyję. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że 22-letni Jakub był zakochany w matce Kristiny, a 10-latka była temu zdecydowanie przeciwna.

Niestety, zamordowana Kristina z Mrowin nie jest jedyną, którą spotkało coś tak potwornego. Co jakiś czas Polską wstrząsa kolejna wiadomość o nieludzkiej zbrodni. Bardzo często ofiarami padają właśnie dzieci.

Nauczycielka zamordowała ucznia

W kwietniu 2001 r. w szkolnym gabinecie lekarskim 38-letnia nauczycielka zabiła 11-letniego ucznia. Śledczy ustalili, że w ten sposób Mariola M. chciała zemścić się na jego ojcu, a swoim kochanku. Do zbrodni doszło w szkole podstawowej w 10-tysięcznej miejscowości Czarna Białostocka (woj. podlaskie).

W 1997 r. nauczycielka z kilkunastoletnim stażem związała się z Jerzym P., szanowanym lokalnym przedsiębiorcą, przewodniczącym rady rodziców, a prywatnie żonatym ojcem trojga dzieci. Jego najmłodszy syn, 7-letni Piotr, uczęszczał wtedy do pierwszej klasy. Choć w pewnym momencie romans wyszedł na jaw i kobieta zaczęła być szykanowana, nadal trwała w tym związku.

Kochanek przekonywał nauczycielkę, że jest nieszczęśliwy w małżeństwie i zamierza się rozwieść. Tak się jednak nie stało i po 4 latach romansu zerwał z Mariolą.Kobieta wpadła w depresję. Dwa razy próbowała się zabić, aż w końcu wymyśliła sposób na wyładowanie wściekłości. 25 kwietnia 2001 r. w pustym gabinecie szkolnej pielęgniarki zamordowała ukochanego 11-letniego syna Jerzego P. Piotruś wiedział o romansie ojca i stanowczo mu się sprzeciwiał.

W pewnej chwili nauczycielka wyciągnęła introligatorski nóż i zaczęła zadawać Piotrusiowi ciosy. Chłopiec próbował się bronić, ale nie miał żadnych szans. Kobieta zadała całą serię ciosów głównie w głowę i szyję chłopca. Strugi krwi wypływające spod drzwi gabinetu lekarskiego zauważyły nauczycielki przechodzące korytarzem. Nie zdołały jednak uratować chłopca. Zanim przyjechała karetka, wykrwawił się.

Przez dwa dni Mariola M. ukrywała się na terenie Puszczy Knyszyńskiej. Potem dotarła do zakonu w Markach pod Warszawą, skąd zadzwoniła do siostry. Została zatrzymana przez agentów Centralnego Biura Śledczego w nocy z 26 na 27 kwietnia. Przyznała się, ale w czasie procesu nie okazywała emocji. Skazano ją na 25 lat więzienia.

Udusiły dzieci z zemsty na mężach

Te dwie historie są podobne jak dwie krople wody, choć ciężko zrozumieć, jak coś takiego w ogóle mogło się wydarzyć. Obie z zemsty na mężach bezlitośnie zamordowały własne dzieci.

Pierwsza tragedia rozegrała się 10 maja 2010 r. w jednym z bydgoskich mieszkań. Karolina S. odreagowywała rozpad małżeństwa zaglądając często do kieliszka, przez co sąd ograniczył jej prawa rodzicielskie. Tamtego dnia 2,5-letnia Amelka była pod opieką matki. Kiedy ojciec dziecka przyszedł je odwiedzić, nie wpuściła go. Mężczyzna zadzwonił na policję i zaczął wspinać się po balkonie, by wejść przez okno. Nie udało mu się jednak.

Po chwili Karolina wyskoczyła z okna. Przeżyła i trafiła do szpitala. Policjanci po wyważeniu drzwi znaleźli ciałko uduszonej Amelki. Kobieta przyznała się do zabójstwa. W liście pożegnalnym wyznała, że to miała być zemsta na byłym mężu. Zemstą była też prawdopodobnie zbrodnia z 2012 r., choć sprawczyni nie chciała tego ujawnić.

21-letnia Wioletta K. z Sieradza (woj. łódzkie) sama zadzwoniła na policję i powiedziała, że udusiła 3-letnią Nikolę szalikiem. Była córką jej i 21-letniego Roberta K. Zdaniem znajomych pary do rozwodu doprowadziło zachowanie matki kobiety, która coraz bardziej wtrącała się w życie małżeństwa i wychowanie ich dziecka.

Po rozwodzie Wioletta zamieszkała z matką i zamknęła się w sobie. Dzieckiem częściej zajmowała się babcia. Kiedy dowiedziała się, co zrobiła jej córka, dostała zawału. Szok przeżył również Robert, który wyjechał z Sieradza za chlebem.

Emilka pocieszała mamę, gdy ta ją mordowała

Kolejna podobna zbrodnia wydarzyła się w styczniu 2018 r. w mieszkaniu przy ul. Ceglanej w Lubinie (woj. dolnośląskie). Gdy kobieta została sama z córeczkami: 12-letnią Emilią i 3-miesięczną Laurą, poszła po nóż do kuchni, a po chwili zaczęła je brutalnie mordować.

Najpierw zabiła starszą Emilkę. Zadała jej 50 ciosów nożem! – Dziewczynka uspokajała matkę, gdy ta ją dźgała. W tym czasie ta mordowała swoją córkę z zimną krwią patrząc się jej w oczy – relacjonował okrutne szczegóły zbrodni prokurator Marek Ratajczyk. W końcu zakrwawiona dziewczynka upadła nieprzytomna na podłogę i wykrwawiła się.

Wtedy morderczyni podeszła do łóżeczka w którym spała 13-miesięczna Laura. Zakrwawionym nożem zaczęła w opętańczym szale dźgać bezbronne dziecko. Gdy upewniła się, że je nie żyje, próbowała popełnić samobójstwo. Krwawą masakrę w domu odkrył partner kobiety, który wrócił z pracy nad ranem. Ratownicy reanimowali starszą z dziewczynek, ale bezskutecznie.

Do zbrodni pchnęły ją narastające frustracja, żal i złość. Partner przestał ją adorować, wypominał że to on utrzymuje rodzinę i groził że odbierze jej dzieci. Kobieta już dłuższy czas przed morderstwem stała się nerwowa, napięta i nieufna. Została skazana na 25 lat więzienia. W czasie ogłoszenia wyroku płakała.

źródło: fakt.pl