„To, co dostajemy of NFZ to jałmużna” – mówią pracownicy szpitala. Koszmarne upały wycieńczają chorych w szpitalach

– W nowych budynkach nie ma kłopotu, ale w starszych jest dramat – lekarze i władze szpitali tak komentują panujące u nich upały. Temperatura przekraczająca ponad 25 stopni w salach operacyjnych i pooperacyjnych oraz pomieszczeniach, gdzie są leki, może zagrażać zdrowiu pacjentów.

Najprostszym rozwiązaniem jest klimatyzacja. Niestety, w wielu placówkach to niemożliwe do realizacji marzenie. Powód? Brak pieniędzy. – To, co dostajemy of NFZ to jałmużna – mówią nam pracownicy szpitala w Szczecinie.

Dlatego szpitale same organizują zbiórki pieniędzy albo liczą na dobrą wolę rodzin pacjentów.

Tak było w szpitalu w Kłodzku. Rodzina pacjenta, który był na oddziale neurologicznym, postanowiła kupić klimatyzator do sali, gdzie był ich bliski.

– Rodzina pana, który leżał u nas na oddziale neurologicznym zadeklarowała, że chce pomóc i kupi klimatyzator – powiedziała nam dyrektorka Zakładu Opieki Zdrowotnej Jadwiga Radziejewska. Przyznała, że upały są bardzo uciążliwe dla pacjentów i dla personelu.

– Mamy stare obiekty szpitalne, część pochodzi z końca XIX wieku. Nie mamy klimatyzacji centralnej, więc radzimy sobie, jak możemy. Jesteśmy po termomodernizacji wszystkich budynków i dzięki temu jest choć trochę lepiej. Staramy się wstawiać klimatyzatory, ale pomieszczeń mamy bardzo dużo, a możliwości finansowe są żadne – ubolewa szefowa kłodzkiego szpitala.

Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za leczenie, ale i te środki są raczej symboliczne. – To jałmużna. Więc na co możemy liczyć? Są sale, gdzie wstawiamy wiatraki. Przy 38 st. C, jak mamy 2-3 pacjentów na sali, to włączamy wiatraki albo wentylatory, żeby był jakikolwiek ruch powietrza – podkreśla Radziejewska.

Wcześniej na Twitterze pojawiło się zdjęcie z informacją, że szpital w Kłodzku uruchomił zbiórkę na montaż klimatyzacji.
„Oddział Neurologii w Kłodzku na naszą prośbę uruchomił zbiórkę pieniędzy na montaż klimatyzacji w salach udarowych. Proszę o wpłatę.”

Dyrektorka szpitala podkreśla w rozmowie z WP, że było to nieporozumienie i sprawę wyjaśniła z lekarzami, którzy pracują na oddziale neurologicznym. – Nie prowadziliśmy żadnej zbiórki społecznej na klimatyzatory – wyjaśniła.

„Rany trudniej się zabliźniają, zakażenie jest bardziej prawdopodobne”
Brak klimatyzacji dotyczy placówek w całej Polsce. Jest niebezpieczny dla zdrowia i życia pacjentów. Rany trudniej się goją, łatwo o zakażenie, a leki w nieodpowiednich warunkach po prostu się psują.

– Jest więcej zakażeń. Rozwijają się też choroby typowo krążeniowe, oddechowe, sercowe. Pacjenci łatwo się odwadniają i objawy chorób są bardziej dotkliwe – wymienia Jakub Kosikowski, lekarz rezydent onkologii klinicznej z Lublina.

Nasz rozmówca przyznaje, że największe kłopoty są wtedy, gdy klimatyzacja nie działa w momencie podawania kroplówek. Tak jest na salach operacyjnych i zabiegowych.

– Rozumiem dyrekcje szpitali. Ledwie wystarcza im na leki, zadłużają im. Więc skąd wziąć pieniądze na klimatyzator na każdej sali? To nie tylko urządzenie, ale potem koszty filtrów, codziennego użytkowania, to naprawdę spore wydatki, na które służba zdrowia nie jest gotowa – wymienia nasz rozmówca.

To nie jedyny sprzęt, który powinien znaleźć się w szpitalach. Każda placówka powinna być wyposażona w specjalne szafy i chłodnie do przechowywania leków. W przypadku tych substancji nieprawidłowe przechowywanie, czyli zbyt wysoka temperatura w pomieszczeniu sprawi, że nie będzie można ich podać. A to już bezpośrednie zagrożenie dla życia.

Szpital Kliniczny w Szczecinie ma trzy lokalizacje. W tych najstarszych budynkach leki są przenoszone do pomieszczeń, gdzie jest niższa temperatura. – Wszędzie mamy termometry i hydrometry. Kiedy lekarze widzą, że temperatura przekracza 25 st. C natychmiast przenoszą leki do północnej części budynku, które nie są nasłonecznione. Mamy też specjalne folie w oknach, które w jakimś stopniu zabezpieczają – mówi.

Wrześniewska nie ukrywa, że leki są bardzo ważne, bo ratują zdrowi i życie, ale to też ogromne pieniądze. – Gdyby się zepsuły byłyby to olbrzymie straty finansowe dla szpitala – przyznaje.

„Nikt nic nie robi”
Pierwsze dni lipca mają dać odpoczynek od ekstremalnie wysokich temperatur. Jednak problem z pewnością wróci z kolejną falą gorąca. Już na początku czerwca o niebezpiecznych warunkach alarmowali m.in. lekarze z krakowskiego Szpitala Klinicznego.

Anestezjolog Grzegorz Siwek zrobił zdjęcie, na którym termometr wskazuje 28 st. C i napisał: „Przełożeni o tym wiedzą, nikt nic nie robi. Pielęgniarka na przerwy między zabiegami musi wynosić leki z tego pomieszczenia, bo się rozkładają.”

źródło: wiadomosci.wp.pl