Tak wygląda wspólne życie Małgosi i Marka z „Sanatorium miłości”

Małgorzata Zimmer (62 l.) i Marek Jarosz (65 l.) poznali się dzięki udziałowi w „Sanatorium miłości”. Po programie kontynuują zawartą znajomość. Przykre jest dla nich jedno – w dalszym ciągu nie mieszkają razem i wspólne życie prowadzą… na odległość.

Małgorzata Zimmer z poznanym w „Sanatorium miłości” Markiem

Oficjalnie ze sobą jeszcze nie mieszkają. Ale kiedy dziennikarze „Rewii” zadzwonili do Małgorzaty Zimmer, lekko ścisza głos. – Marek leży obok mnie i ogląda mecz – mówi, bo nie chce przeszkadzać ukochanemu. – Z każdym dniem moje serce bije mocniej – zapewnia w przerwie meczu Marek Jarosz. – Najchętniej bym się nie rozstawał z Małgorzatą ani na chwilę.

O wspólnej przyszłości nie chcą na razie mówić. Najbliższe plany mają na kilka tygodni do przodu. Chcą się jeszcze poznawać.

Marek do „Sanatorium miłości” przyjechał jako wdowiec. Małgorzata jest w trakcie rozwodu. – Trochę mamy podobne doświadczenia – zwierza się tygodnikowi Małgorzata. – Mamy się czym dzielić i z czego wyciągać wnioski na dalszą część życia.

Przyznają, że los zadecydował za nich. Oczywiście pomogli przeznaczeniu, decydując się na udział w „Sanatorium miłości”. Małgorzata zgłosiła się do programu, mimo sprzeciwu jednej z córek. – Olivia uważała, że to nie wypada starszej pani – mówi 62-latka.

Marek natomiast miał pełne poparcie córek Karoliny (42 l.) i Katarzyny (38 l.). Oboje mieszkają na obrzeżach Warszawy. Ona w Nadarzynie, a on w Józefowie.

Producenci programu kupili im bilety na ten sam pociąg z Warszawy do Ustronia. Pierwszy w przedziale pojawił się on i zajął miejsce przy oknie. Kilka minut później zjawiła się ona. Jak przystało na dżentelmena pomógł jej włożyć na półki bagaże. Przez ponad godzinę siedzieli w milczeniu. Na początku nie zdradzali dokąd i po co jadą.

– Marek okazał się gadułą – opowiada Małgorzata. – W końcu nie wytrzymał i zaczął mnie podpytywać o cel podróży.

Zauroczenie Marka Małgosią rosło z minuty na minutę, ale po dojechaniu na miejsce ona poszła do innej taksówki. Spotkali się dopiero następnego dnia.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by MARTA 🌷 MANOWSKA TO JA (@martamanowska) on

Na początku Małgosia miała trochę wątpliwości. Być może dlatego, że wszystko działo się tak szybko. Ale to właśnie Marka zaprosiła na romantyczny masaż dla par, który był nagrodą za zdobycie tytułu kuracjuszki dnia. Po pierwszej randce otrzymała bukiet czerwonych róż. Była zachwycona – to przecież jej ulubione kwiaty!

Problemy zaczęły się, gdy zaczęły się nimi interesować media. – Nie spodziewałam się, że zajmą się moimi prywatnymi sprawami! – Małgorzata jest w trakcie rozwodu, a mąż nie życzy sobie upubliczniania jego prywatnego życia. To mogłoby bardzo utrudnić doprowadzenie sprawy do końca.

Na polepszenie ich relacji wpłynęły ostatnio narodziny bliźniaczek, dzieci ich córki Olivii. Druga córka, Patrycja, z mężem i dziećmi mieszka w USA. Zatem dzięki Olivii Małgorzata może w pełni czuć się babcią i najchętniej nie rozstawałaby się z wnuczkami. Wraz z nastaniem ciepłych, wiosennych dni, może sobie pozwolić na spacery z nimi, a pielęgnację swojego przydomowego ogródka, która zawsze zajmowała wiele czasu, powierzyć komuś innemu.

– Mam nadzieję, że pomoże mi Marek – mówi z nadzieją. – Wielokrotnie zapewniał, że wszystko potrafi!

Marek, nie dość, że przynajmniej raz w tygodniu przyjeżdża do Nadarzyna, odwiedzić Małgosię i jej pomóc, to jeszcze codziennie do niej dzwoni. Dla niego nie ma nic ważniejszego!

źródło: pomponik.pl