Potrzebowała czasu, by pogodzić się z odejściem ojca. Wybaczyła mu, dziś widzi, ile ich łączy.

„Tak żałuję, że mój tata nie zobaczył, jak sobie poradziłam, jak zbudowałam na nowo swoje życie, jak wychowałam jego wnuczki, wróciłam do telewizji, zbudowałam firmę kosmetyczną” – napisała z okazji Dnia Ojca Kinga Rusin (48 l.) i zamieściła fotografię z dzieciństwa, którą znalazła i przekazała jej mama.

To były szczęśliwe czasy, cała rodzina razem. Na samo wspomnienie łzy wzruszenia stają jej w oczach. Wszystko skończyło się, gdy miała cztery lata. Pewnego dnia ukochany tata wyszedł i już nie wrócił.

– Moje życie było inne. Każde dziecko byłoby złe, gdyby tatuś zniknął na kilka lat – wyznała gorzko dziennikarka. Chociaż jej mama Maria robiła co w jej mocy, by dziewczynka nie odczuła braku ojca, mała Kinga podświadomie obwiniała się o jego odejście. Dlatego we wszystkim, co robiła, dawała z siebie 110 procent. Chciała zasłużyć na uznanie kolegów wytykających ją palcami (była jedynym dzieckiem w klasie, którego mama i tata się rozwiedli) i, co ważniejsze, miłość rodzica.

https://www.instagram.com/p/BzDxFUWCNtk/?utm_source=ig_embed

– W oczach moich rówieśników byłam gorsza. Zresztą sama się tak czułam. Starałam się więc całemu światu udowodnić, że jest inaczej. Musiałam być najlepsza w klasie, na pływalni, w zespole, gdzie tańczyłam. Jeśli nie występowałam w pierwszej linii, przeżywałam dramat – przyznała.

Paweł Rusin wrócił do jej życia w wielkim stylu. Miała wtedy 8 lat. – Przyniósł mi na urodziny kolczyki, bukiet orchidei, bo te kwiaty to symbol doskonałości, i książkę, żebym, jak tłumaczył, była także piękna wewnętrznie. I taki zestaw potem był już zawsze. Na każde moje święto – zdradziła gwiazda.

Jej rodzice się nie zeszli, on później związał się z inną kobietą, miał syna. Z Kingą dojrzałe, głębokie kontakty nawiązali dopiero, gdy poszła na studia. Był wówczas na każde jej wezwanie i służył jej radą i wsparciem. Spędzali długie godziny na rozmowach, opowiadał jej też o swoim niełatwym powojennym dzieciństwie.

– Miałam z nim lepszy kontakt i widziałam, że ojcostwo daje mu prawdziwą radość. Ale czy nie za późno? – pytała sama siebie. Zastanawiała się także, czy luka w ich relacjach nie położyła się cieniem na jej związkach z mężczyznami.

– Tak jakbym projektowała na nie trochę tę swoją dziecinną niepewność co do mojego ojca – zdradziła w rozmowie z Małgorzatą Ohme. Dlaczego tak wcześnie? Tak okrutnie? Tak nagle? – zadawała sobie te pytania nieskończoną liczbę razy.

Paweł Rusin odszedł w 2006 roku, miał 64 lata. Dla dziennikarki to był szok. Przechodziła wtedy wyjątkowo ciężki okres, rozstawała się z mężem, spadał na nią cios za ciosem.

Ukrywała przed chorym ojcem cierpienie, ale jest pewna, że i tak wszystko wiedział. Dlatego tak bardzo żałuje, że nie widzi jej teraz, silnej i wreszcie spełnionej na każdym polu.

Udało jej się uporać z brakiem pewności siebie i wreszcie nauczyła się ufać ukochanej osobie. 9 lat temu znalazła miłość. Znany warszawski prawnik, Marek Kujawa, udowodnił, że może na nim polegać. Razem budują życie i własny biznes.

Jej córki dorosły, wyfrunęły z gniazda. To piękne i mądre dziewczyny. Także jej firma kosmetyczna odnosi sukcesy. Chciałaby, by tata towarzyszył jej na szczęśliwym etapie życia. Zwłaszcza że ostatnio nie cichną plotki, że dziennikarka wkrótce chce stanąć na ślubnym kobiercu…

Kinga skupia się na tym, co dobre, chce pamiętać piękne wspólne chwile.

– Ktoś powiedział, że córka ojcu jest w stanie wybaczyć wszystko. Może popełnić wiele błędów, a i tak będzie kochanym tatą – tłumaczyła. Wciąż za nim tęskni, ale pomaga jej to, że głęboko w sercu czuje, że, pomimo iż popełniał błędy i nie był doskonały, kochał ją bezwarunkowo.

Cieszy się, bo widzi w sobie cząstkę ojca. – Została ze mną jego energia, ciekawość świata i wiara, że nie ma rzeczy niemożliwych, że chcieć to móc. Dziękuję – napisała z uczuciem dziennikarka.

źródło: pomponik.pl