Ta rodzina z Łodzi zniknęła bez śladu

To jedno z najbardziej niezwykłych zaginięć w Polsce. Jak to możliwe, by 5-osobowa rodzina przez 15 lat nie została odnaleziona? Czy zrobiono wszystko, aby rozwikłać tę zagadkę? Podobno zamierzali wyjechać do Niemiec.

Małżeństwo Bogdańskich było zameldowane w Łodzi przy ul. Sienkiewicza. Faktycznie mieszkali na przedmieściu. Na działce rodziców 44-letniej pani Bożeny jej mąż Krzysztof wybudował dom. Mieszkały z nimi ich dzieci – 16-letnia Małgorzata i 12-letni Jakub oraz matka głowy rodziny, 66-letnia pani Danuta. Częstymi gośćmi bywali rodzice pani Bożeny. Bogdańscy prowadzili przedsiębiorstwo produkcyjno-wdrożeniowo-handlowe. Produkowali i sprzedawali podzespoły komputerowe. Policja ustaliła, że firma przez dłuższy czas prosperowała dobrze, choć były przejściowe problemy ze zbytem. W 2000 r. do firmy dokonano włamania, po którym właściciele uzyskali odszkodowanie – 470 tys. zł (po ich zniknięciu wpłynęły jeszcze odsetki – 100 tys. zł).

Pan Krzysztof był znaną postacią na giełdzie elektronicznej na stadionie ŁKS w Łodzi. Uchodził za świra od elektroniki, miał u niektórych ksywę wynalazca. I nie było to gołosłowne. Był autorem m.in. sposobów na zdjęcie blokad z telefonów komórkowych i unikalnego zabezpieczania nagrań wideo. Nieźle na tym zarobił. Miał słabość do aut, marzył o luksusowej terenówce, którą chciał rzekomo przejechać Afrykę. Przed zaginięciem rodziny zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

Bogdańscy mieli kilka kont, kart debetowych i kredytowych. Krzysztof pobierał pieniądze z jednego konta i przekazywał na drugie, a potem na trzecie, czwarte i tak na okrągło. Dzięki tym operacjom zyskiwał świetną opinię w bankach, które widząc częsty obrót gotówki, przyznawały mu większe limity. Bogdańscy zaciągnęli dość znaczne kredyty w różnych bankach. Pożyczali też pieniądze od znajomych. Niezależnie od pracy w zakładzie Bogdański zajął się handlem działkami budowlanymi. Na zakup pożyczył pieniądze od znajomego. Mimo uzyskiwanych zysków nie zwrócił w umówionym terminie pieniędzy. Tajemnicą poliszynela była jego gra na giełdzie. W siedzibie firmy było włączonych na stałe 6 komputerów – do obserwacji kursów spółek. Dziennie dokonywał kilkunastu transakcji. Zarabiał po kilka tysięcy złotych.

Pożyczał też pieniądze od właściciela warsztatu. Zapewniał pożyczkodawcę o wysokich zyskach z giełdy. Tuż przed zaginięciem spotkał się z nim i powiedział, że wraz z rodziną wstąpił do sekty i wyjeżdża za granicę. Jako zapewnienie spłaty dał kartę kredytową i kazał wybierać wpływające pieniądze. Mężczyzna podjął kilka tysięcy złotych… i karta wykazała debet.

Policja ustaliła, że 10 kwietnia rano Krzysztof z rodziną jadą do znajomego swoim volvo, które było zastawem za pożyczkę. Spisują umowę sprzedaży. Krzysztof prosi, by mógł użytkować je jeszcze kilka dni. Potem cała rodzina wyjeżdża z domu. Krzysztof telefonuje do koleżanki córki i mówi, że Małgorzata nie przyjdzie na basen i angielski, bo wyjeżdża na święta do Niemiec. Cała rodzina oprócz matki posiadała paszporty i telefony komórkowe (od chwili zaginięcia telefony przestały działać). Nazajutrz Krzysztof pojawia się w domu, gdzie zastaje teściów. Na pytanie, gdzie jest reszta rodziny, odpowiada, że zawiózł ich do Wrocławia na szkolenie, bo będą otwierać firmę turystyczną. A potem jadą do Niemiec. Tydzień później zwraca właścicielowi volvo – uszkodzone. Potem już nikt Bogdańskich nie widział.

Jak to możliwe, by 5-osobowa rodzina przez 15 lat nie została odnaleziona?

 

Danuta Bogdańska  

Krzysztof Bogdański

Jakub Bogdański

Małgorzata Bogdańska   

 

źródło: fakt.pl

Share