Choć kariera Edyty Górniak trwa od 30 lat, nawet tak doświadczona wokalistka miewa problemy ze śpiewem, kiedy jest gorąco. Tak było podczas niedawnego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, kiedy diwa zasłabła po próbie przed koncertem. Na szczęście Edyta Górniak doszła już do siebie i w niedzielę (30.06) ponownie zobaczymy ją w opolskim amfiteatrze.

Opolska scena nie może bez pani żyć. Niedawno była pani gwiazdą Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki, a teraz zaśpiewa podczas koncertu „Przebojowe Opole”. Cieszy się pani, że jest tam częstym gościem?

– Scena amfiteatru opolskiego jest pierwszą, na której zdobywałam doświadczenie zawodowe. Pierwszą, na której doświadczyłam magii bliskości z publicznością. Zawsze chętnie tu wracam. Tym razem będę gościem pana Krzysztofa Cugowskiego – absolutnej legendy polskiej sceny, który zaprosił mnie do wspólnego świętowania swojego jubileuszu. To dla mnie olbrzymi zaszczyt.

Koncerty w Opolu to pewnie znakomita okazja do spotkań z rodziną?

– Kiedy przyjeżdżam tam oficjalnie, jako gość muzyczny festiwalu, spotkania z rodziną są raczej krótkie i spontaniczne. Jestem w pracy, dlatego w pierwszej kolejności staram się być do dyspozycji producenta i reżysera koncertu. Mama zawsze to rozumie.

Pogoda ostatnio nas rozpieszcza. Za oknem panują upały. Czy w takich warunkach śpiewa się inaczej? Trudniej?

– Troszkę inaczej. Głos to oddech. Jeśli powietrze jest zbyt chłodne lub za suche, ma to oczywiście wpływ na komfort lub dyskomfort pracy głosem. Do niskich temperatur przywykłam dzięki koncertom sylwestrowym. Te wysokie stanowią rodzaj wyzwania. Myślę, że nie tylko dla mnie, ale dla większości wokalistów.

Czy koncert grany w takich warunkach wymaga specjalnych przygotowań?

– Zawsze jest tak, że ilość prób przekłada się wprost proporcjonalnie na komfort lub dyskomfort wystąpienia na żywo – przed widzami i telewidzami. Im więcej prób, tym większy spokój. Festiwale to niestety wykluczają, ponieważ ilość artystów i zmian technicznych nie pozwoliłyby czasowo na wymarzone warunki. Jednak mimo to, festiwale mają jakąś magiczną aurę.

Rozpoczęły się wakacje. Czy to będzie dla Pani pracowity czas?

– Tak. W lipcu robimy przerwę w dwóch trasach koncertowych, ale niestety nie po to, żeby odpocząć, lecz aby przygotować się do prezentacji nowego singla. Premiera zaplanowana jest na sierpień, dlatego czasu na regenerację na razie nie mam. Być może odpocznę w październiku. Wnioskuję po latach, że to co czuję do muzyki i ludzi, to musi być miłość, bo tylko ona zna i godzi się na tyle poświęcenia.

źródło: fakt.pl