Dorota Segda (52 l.) i Stanisław Radwan (79 l.) dzień ślubu do dziś wspominają z wielką radością, choć nie obyło się bez pewnych komplikacji…

Była studentką trzeciego roku szkoły teatralnej, gdy dostała etat w krakowskim Teatrze Starym. Kiedy przyszła podpisać umowę, ówczesny dyrektor placówki, Stanisław Radwan, powiedział jej: „Pani Dorotko, jak pani będzie wychodziła za mąż, to niech pani nie zmienia nazwiska, bo jest bardzo plakatowe”.

Miłość spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Jednak on miał żonę, dzieci.

„Nie byłem w stanie zdobyć się na opuszczenie domu i najbliższych mi osób. Były dramatyczne rozstania i równie dramatyczne powroty” – wspominał Radwan.

Uczucie zawładnęło nim na tyle mocno, że w końcu postawił wszystko na jedną kartę. W czasie wyjazdu z Teatrem Starym do Japonii poprosił Dorotę Segdę o rękę.

Ślub zaplanowali w urzędzie stanu cywilnego na Białym Prądniku, dzielnicy Krakowa.

Był 2001 rok. Świadkami zostali Dorota Pomykała i Zbigniew Preisner.

„Zbierają się goście, Państwa Młodych nie ma! Piętnaście minut. Dwadzieścia minut. Nie ma! Pani urzędnik zaprasza do podpisania dokumentów, omyłkowo biorąc nas, świadków, za parę” – wspominał Preisner.

Próbował udobruchać zdenerwowaną urzędniczkę. Wreszcie zziajani wpadli Dorota i Stanisław.

„W spodniach od fraka Stasia mole wygryzły dziury, no wiesz, w newralgicznym miejscu. Miałam tylko białe nici, więc czarna pasta… i cerowanie!” – tłumaczyła się przyjacielowi Dorota.

Nikt nie zauważył wpadki, spodnie wyglądały jak nowe.

Dorota Segda i Stanisław Radwan

Dorota Segda i Stanisław Radwan

Dorota Segda

źródło: pomponik.pl