Skandaliczna pomyłka na koncie MSZ. Lecha Kaczyńskiego pomylono z jego bratem

Błąd został już naprawiony, padły też przeprosiny, ale niesmak pozostał. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w relacji z wizyty ministra Jacka Czaputowicza w Mołdawii poinformowało, że szef polskiej dyplomacji „złożył wieniec pod tablicą upamiętniającą śp. Prezydenta Jarosława Kaczyńskiego”.

Tyle używania ostatnio miała prawica, gdy politykom PO na Twitterze zdarzały się literówki – np. zamiast „Sztab” jednemu senatorowi wyszło „Szwab”. Ta pomyłka w wykonaniu MSZ jest kalibru znacznie poważniejszego. Tu nie ma się co śmiać – to jest wręcz makabryczne.

Zanim wpis zniknął z profilu MSZ, zdążył na niego zareagować poprzednik Jacka Czaputowicza, obecny europoseł PiS Witold Waszczykowski.

„Czytam i oczom nie wierze. Dzięki Bogu Jarosław Kaczyński ma się dobrze. Natomiast czy dziś kiedy zabiegamy o nowe rozdanie w Unii Minister SZ powinien być w Mołdawii czy raczej w Brukseli lub rozgrywających stolicach Unii Europejskiej? Ot taki dylemat” – skomentował były szef dyplomacji skasowanego już tweeta.

Na profilu MSZ pojawiła się po pewnym czasie wersja z poprawionym imieniem prezydenta, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Do niej dołączono wyjaśnienie i przeprosiny.

„Przepraszamy za błąd w poprzedniej wersji tweeta. Pomyłka ta nie powinna się była zdarzyć” – napisano.

Za życia Lecha Kaczyńskiego obaj bracia myleni byli dość często, szczególnie wtedy, gdy jeszcze byli dziećmi. W końcu na ich fizycznym podobieństwie oparta była fabuła „O dwóch takich, co ukradli księżyc”.

– To były dwa czorty, które ze swoją piękną matką mieszkały w tym samym hotelu i przewracały go do góry nogami – wspominał kilkanaście lat temu Marek Kondrat, o rok młodszy od braci Kaczyńskich. Gdy Lech i Jarosław Kaczyński w łódzkim studiu przy Łąkowej nagrywali film na podstawie książki Kornela Makuszyńskiego, on grał rolę Wawrzka w innym filmie dla dzieci – „Historia żółtej ciżemki”.

MAREK KONDRAT:
Byli żywiołem nie do opanowania, problemem edukacyjnym dla wszystkich, bo – żeby zrobili coś na gwizdek – trzeba ich było najpierw spacyfikować. (…) Oni byli żywi, normalni, niezwykle inteligentni i – co ważne – wspierali się, jeden miał koło siebie drugiego. (…) to są destruktorzy. Tyle że przerzucili się na destrukcję intelektualną. Ale mają fantazję.

źródło: natemat.pl