W czwartek podczas uroczystego bankietu w Mansion House w Londynie doszło do skandalu. W pewnym momencie 54-letniemu Markowi Fieldowi, wicepremierowi spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, puściły nerwy. Nieoczekiwanie krewki mężczyzna rzucił się na aktywistkę Greenpeace, która protestowała przeciwko bierności polityków wobec zmian klimatu. Gdy przechodziła obok stolika Fielda, on poderwał się z miejsca, odepchnął ją, zaczął szarpać, a potem poturbowaną wyprowadził z sali. To bulwersujące zajście jeszcze tego samego dnia trafiło do sieci.

Jak podał The Guardian, wybuch agresji może bardzo drogo kosztować Marka Fielda z Partii Konserwatywnej, który od 18 lat zasiada w brytyjskim parlamencie. Niewykluczone, że przez atak na aktywistkę z Greenpeace’u będzie musiał zrezygnować z pracy w ministerstwie.

„Byliśmy zszokowani nagraniami ukazującemu ministra napadającego na jedną z naszych demonstrantek w Mansion House” – tak w specjalnym oświadczeniu napisały władze Greenpeace’u. Jego treść ujawnił The Guardian. Wiadomo już, że o możliwości popełnienia przestępstwa została już powiadomiona londyńska policja. A tak wyglądał moment ataku:

Na czwartkowym przyjęciu w Mansion House w Londynie pojawili się, oprócz polityków i biznesmenów, przedstawiciele Greenpeace’u. Jedna z aktywistek, która miała na sobie czerwoną sukienkę, próbowała podejść do stolika zajmowanego przez polityków. Na to Field nie pozwolił. Bezceremonialnie zaatakował kobietę, a potem siłą wyprowadził z budynku. Inni uczestnicy spotkania przecierali oczy ze zdumienia. Przecież polityk nigdy wcześniej tak agresywnie się nie zachowywał.

W piątek Mark Field zorientował się, że popełnił karygodny błąd. Na swoim koncie na Twitterze zamieścił oficjalne przeprosiny. Kajał się, przyznał, że nigdy nie podniósł ręki na kobietę. Wyjaśnił też, że po raz pierwszy w życiu nie zapanował nad swoimi nerwami. Przeprosił za swoje zachowanie i powiedział, że działał „instynktownie”. Myślał, że działaczka jest uzbrojona.

„Mocno żałuję tego epizodu i przepraszam panią za złapanie jej, ale czułem, że muszę działać zdecydowanie, by zminimalizować zagrożenie dla obecnych tam osób” – podał jego wypowiedź The Guardian. Polityk dodał, że oddaje się do dyspozycji swojej partii i policji. Jeśli policja będzie chciała go na tę okoliczność przesłuchać, to stawi się w dowolnym terminie. Nie skomentował swojej ewentualnej rezygnacji z funkcji ministerialnej, mimo iż incydent potępili jego koledzy z Partii Konserwatywnej.

Nie dla przemocy!

Przewodnicząca konserwatystów Brandon Lewis przyznała, że wewnątrz partii jest już prowadzone śledztwo. Niewykluczone, że Field poniesie karę za atak na aktywistkę Greenpeace. „Nie możemy tolerować przemocy. Zwłaszcza na oficjalnych spotkaniach. To niedopuszczalne” – napisała. Okazało się, że nie były to słowa rzucone na wiatr. W piątek te przypuszczenia się potwierdziły. Polityk został zawieszony. Nie wiadomo, czy będzie musiał złożył rezygnację z funkcji wiceministra.

Liberalny demokrata sir Ed Davey wezwał Fielda do rezygnacji z pełnionego urzędu. Napisał m. in. na swoim profilu na Twitterze: „Nic nie usprawiedliwia takiej reakcji polityka wobec kobiecej działaczki Greenpeace. Powinien być ukarany ku przestrodze. By inni tak nie ważyli się w przyszłości postąpić”.

źródło: fakt.pl