Skandal w Sejmie. Były wiceminister przerywa zmowę milczenia

Narkotyki w Sejmie! Były wiceminister przerywa zmowę milczenia

Czy politycy ćpają?! – Na Wiejskiej towar jest najlepszy – mówi w rozmowie z „Plus Minus” były wiceminister sportu Arnold Masin. Były polityk LPR zdradza, kiedy polityków można przyłapać na gorącym uczynku.

Nikogo nie dziwi, że politycy piją alkohol. Jak ustalił Fakt24, tylko w 2017 roku partia rządząca wydała ponad 100 tys. zł na alkohol! Jednak narkotyki to wciąż tabu w polskiej polityce. A przecież nie trzeba szukać daleko. Wystarczy przypomnieć sprawę senatora Krzysztofa Piesiewicza, który został sfilmowany, gdy ubrany w sukienkę zażywał w ten sposób tajemniczą, białą substancję i sam przyznał, że w przeszłości zażywał kokainę.

O tym, że polityka nie jest wolna od narkotyków opowiada były wiceminister sportu w dodatku weekendowym „Rzeczpospolitej”. – Na Wiejskiej towar jest najlepszy. I więcej o tym ani słowa. Mimo że mam to tak bardzo daleko za sobą, to żal każdego „fałszywego dnia” – stwierdza w rozmowie z dziennikarzem Piotrem Witwickim.

– Trzeba przyjść w środę lub czwartek wieczorem do hotelu sejmowego. Za moich czasów stojąc na górnych piętrach, można było, tylko oddychając, ujarać się marihuaną – wspomina. I dodaje, że „kiedyś jakaś młodzieżówka, chyba od SLD, normalnie stała i jarała blanty”. Masin zwraca uwagę, że politycy stymulują się w najróżniejszy sposób.

Na stwierdzenie dziennikarza, że nie bardzo wierzy w te słowa, były wiceminister odpowiada, by „popatrzył, co wypisują wieczorem na Twitterze”. – Potem wstają rano i kasują te wpisy. Koks przestaje działać, a zaczynają się wyrzuty sumienia – wyjaśnia były prezes Ligi Polskich Rodzin.

Sensacyjne informacje dziennikarza

Były dziennikarz Michał Majewski w książce „Tak to się robi w polityce” ujawnia, że zna osobiście byłego polityka, którego ćpanie kompletnie wykoleiło. Historia miała miejsce w czasach, kiedy kokaina była w Polsce jeszcze narkotykiem mało znanym, ekskluzywnym i trudno dostępnym.

„Temu politykowi kokaina pozwalała się doprowadzać do używalności po alkoholowych ekscesach. Na porannego kaca wciągał kreskę i wracał do żywych” – czytamy.

Dalej dziennikarz opisuje, że politykowi latały ręce, wzrok miał coraz bardziej rozbiegany. A kiedyś niemal wpadł, bo jeden z pracowników biura przyszedł do niego do hotelu sejmowego, a tam na stole leżała karta kredytowa obsmarowana białym proszkiem.

Majewski domniema, że „być może życie uratował mu fakt, że jego partia nie weszła do Sejmu. Zniknął stres i konieczność stawiania się do pionu narkotykami po nocnych libacjach”. („Plus i Minus”)

Były wiceminister sportu Arnold Masin w rozmowie z {plus Minus” powiedział, że „na Wiejskiej towar jest najlepszy”

Były polityk LPR zdradza, kiedy polityków można przyłapać na gorącym uczynku

Share