Sfotografowała się z flagą przy pomniku smoleńskim. „Jeśli ktoś poczuł się dotknięty, to jego problem”

– Pomnik smoleński nie jest dla mnie miejscem świętym. Na pewno nie zgadzam się z tymi wszystkimi krytykami, którzy twierdzą, że nie okazałam szacunku osobom zmarłym – podkreśla w rozmowie z WP dziennikarka Renata Kim. Jej zdjęcie na Facebooku wywołało burzę w sieci.

Jednen wpis i fala hejtu. Dziennikarka „Newsweeka” na Facebooku zamieściła zdjęcie, na którym stoi uśmiechnięta z tęczową flagą przy pomniku smoleńskim. I oberwała. Pod postem pojawiło sporo krytycznych opinii. Zdjęcie było też udostępniane na Twitterze, nierzadko opatrzone negatywnym komentarzem. Co na to Renata Kim? Przepraszać nie zamierza.

W rozmowie z WP zapewniła, że nie zrobiła nic nadzwyczajnego. – Na pewno nie chciałam nikogo prowokować. Może mam zmienione granice tolerancji dla tego, co wolno, a czego nie wolno robić. To, co dla mnie jest absolutnie naturalne, dla innych ludzi być może nie jest. Ale nie będę się z tego tłumaczyć – zaznaczyła. Katastrofa smoleńska to jedno, a sprawa pomnika – drugie.

– Zawsze podkreślam, że do dziś nie pozbierałam się jeszcze całkiem po tragedii smoleńskiej. Wiele osób, które zginęły, znałam. Uwielbiałam panią prezydentową Kaczyńską. Zawsze nam, dziennikarzom, pomagała, mnie samej też – bardzo konkretnie. Byłam na pogrzebie Izabeli Jarugi-Nowackej.

Ta tragedia przeorała nasze serca, głowy, nasz kraj podzieliła na pół. Od tego się wszystko zaczęło. Ale nikt mnie nie zmusi do tego, żebym udawała sztuczny żal, którego nie czuję przy pomniku smoleńskim. To nie jest miejsce na żal. Odbywanie tej żałoby już dawno powinniśmy skończyć. Ona się przerodziła w karykaturę – podkreśliła.

Jak tłumaczyła, przed pomnikiem znalazła się, bo wracała z Placu Zamkowego, gdzie skończył się właśnie Marsz Wolności. – Moje siostry z Krakowa i ich mężowie chcieli zobaczyć pomnik smoleński, nigdy go nie widzieli.

Wybraliśmy się więc na Plac Piłsudskiego, by go obejrzeć i wszyscy po kolei robiliśmy sobie zdjęcia. Tak jak inni ludzie, którzy tam przyszli. Tyle, że ja akurat miałam tęczową flagę – mówiła.

Podkreśliła, że zdjęcie nie było żartem. – Ja zawsze wykorzystuję okazję, by robić zdjęcia z tęczową flagą. Tak się umówiłam, sama ze sobą. Wystarczy przejrzeć mój profil na Facebooku, by zobaczyć, że mam mnóstwo takich zdjęć.

Zdjęcie w tle przedstawia tęczowe przypinki ze ślubu moich przyjaciółek. Jestem sojuszniczką organizacji LGBT w Polsce, to bardzo odpowiedzialne zadanie. Rozumiem je tak, że powinnam wszędzie gdzie tylko mogę pokazywać, że popieram postulaty tych środowisk – zaznaczyła.

Jak dodała, fotografuje się wszędzie, a pomnik, który stanowił niejako tło zdjęcia, nie miał dodawać znaczenia samej fladze. – Postanowiłam sfotografować się też przed pomnikiem smoleńskim. Nie jest on dla mnie miejscem świętym.

Na pewno nie zgadzam się z tymi wszystkimi krytykami, którzy twierdzą, że nie okazałam szacunku osobom zmarłym. Ale przecież ja nie byłam na cmentarzu przy ich grobach, tylko przy pomniku. Powtarzam: wszyscy robili sobie tam zdjęcia – mówiła.

Wielu internautów uraził też podpis zdjęcia: „schody do nieba”. Kim zapewniła, że to nie była prowokacja – Pomnik wygląda jak schody do nieba. Od razu pomyślałam o piosence „Stairway to heaven”. Zaszokowało mnie, że ktoś widzi w tym coś innego – powiedziała.

(Nie)upolitycznienie

Zapytana o to, co jeśli ktoś poczuł się dotknięty, zareagowała: – To jego problem. Na pewno nie będę przepraszać za to, że z piękną tęczową flagą byłam w miejscu publicznym, że robiłam sobie z nią zdjęcia.

Przyznała, że jest już trochę uodporniona na reakcje ludzi, którzy widzą ją z flagą i hejt w sieci. – Po każdej wypowiedzi na temat uchodźców czy działalności PiS-u dostaję mnóstwo hejtu. To, co mnie naprawdę dotknęło, to popchnięcie przez mężczyznę [ kiedy szła z flagą po marszu – przyp. red.]. Było mi z tym źle. Nie byłam przerażona. On to zrobił, by pokazać, że flaga mu się nie podoba – powiedziała.