Roślina, której kleszcze unikają jak ognia. Wystarczy pić specjalny napar

Liczba zachorowań na boreliozę dramatycznie rośnie. Według szacunków zarażonych jest niemal milion mieszkańców Europy. W Polsce zdiagnozowano ponad 20 tys. przypadków, ale liczba ta może być znacznie większa. Poniżej publikujemy fragment książki „Borelioza. Jak się wystrzegać. Jak rozpoznać. Jak leczyć” Małgorzaty Radomskiej.

Jak się chronić przed boreliozą?

W 2019 roku już w lutym odnotowano przypadki pokąsania przez kleszcze. Przyczyniły się do tego brak mroźnej zimy i ciepła aura, która zapanowała dość wcześnie. Entomolodzy tłumaczą, że kleszcze jako organizmy zmiennocieplne, aby być w pełni aktywne, wychodzą ze swoich kryjówek, by się wygrzać w słońcu, a przy okazji szukają możliwości żerowania. Kleszcze są mało mobilne, nie wędrują kilometrami w poszukiwaniu ofiary, tylko – jak już wspomniano – siedzą i czekają na okazję.

Larwy z reguły przebywają pod źdźbłami traw, nimfy w zaroślach, a postaci dojrzałe pod liśćmi drzew. Gdy wyczują, że zbliża się ofiara, spadają na nią i chwytają się czegoś, co pozwoli im się utrzymać – może to być ubranie albo owłosiona skóra. Następnie przemieszczają się po ciele ofiary, aby znaleźć miejsce, gdzie skóra jest cienka i dobrze ukrwiona, a jeśli jest do tego wilgotna, czują się jak w raju.

Dlatego u ludzi najchętniej wybierają obszary pod kolanami, w zgięciach łokci, pod pachami, okolice pachwin, karku czy przy nasadzie włosów. Wtedy bez ociągania przecinają tkankę skórną, wpierw ją znieczulając, i zaczynają wsysać krew. Gdyby się ograniczały tylko do ssania, nie stanowiłyby takiego zagrożenia dla ludzi czy zwierząt. Najgorsze w nich jest to, że mogą przenosić pasożyty i patogeny. Kleszczom one nie zagrażają, bo pełnią jedynie rolę nosiciela. Na razie nie wymyślono sposobu, by powstrzymać inwazję kleszczy. Można się przed nimi ochraniać, ale tak naprawdę jedyną skuteczną metodą jest unikanie ich.

Kleszcze wabi ludzki pot. Jeśli człowiek jest umyty, ale nie perfumowanym mydłem czy żelem, już sam ten fakt w pewien sposób zabezpiecza go przed atakiem.

Czystek to jest to!

Tę roślinę charakteryzuje wysoka zawartość polifenoli, czyli silnych przeciwutleniaczy. Wspierają one m.in. funkcjonowanie układu odpornościowego i walczą z drobnoustrojami oraz grzybami. Regularne spożywanie naparu z czystka może wpłynąć na woń potu i sprawić, by stał się mniej zachęcający dla kleszczy.

Przepis na herbatkę z czystka:

Jedną czubatą łyżkę ususzonych ziół wsypać do szklanki i zalać wrzątkiem. Przykryć, pozostawić do zaparzenia na 5-8 minut. Dla smaku można dodać cytrynę lub miód.

Repelenty

To środki odstraszające, dzięki zastosowaniu których możemy pozbyć się kleszczy ze swojego otoczenia. Z reguły działają nie tylko na kleszcze, lecz także na komary i różne insekty. W sklepach stacjonarnych czy internetowych jest ich bardzo duży wybór. Zanim zdecydujemy się na zakup któregoś, dobrze najpierw zapoznać się z jego składem oraz instrukcją stosowania.

Te w postaci płynów, kremów, preparatów w sztyfcie lub aerozolu, choć są naturalne, nie zawsze mogą być używane przez dzieci, kobiety w ciąży lub w okresie laktacji. Niektóre bywają też niebezpieczne dla pewnych gatunków zwierząt domowych, na przykład kotów.


Większość repelentów jest bezzapachowa i nie plami ubrań ani nie wchodzi w reakcję z tworzywami sztucznymi. Część można stosować bezpośrednio na skórę (musi być zdrowa i nieuszkodzona), pod warunkiem że przestrzegamy zaleceń producenta dotyczących liczby i częstotliwości dozowania. Innymi środkami smaruje się lub spryskuje odzież, sprzęt turystyczny czy pomieszczenia. Niektóre repelenty działają dość długo – na tkaninach utrzymują się do 3 tygodni, a na odkrytych partiach skóry – od kilku do kilkunastu godzin. Bywają wodoodporne, więc jeśli się spocimy, nadal chronią.

Częstym składnikiem repelentów jest DEET (N,N-Dietylo- m-toluamid). Największą skuteczność odnosi w stężeniu 30-50 proc. Repelenty z DEET są zalecane wyłącznie dla osób dorosłych z wyjątkiem kobiet w ciąży. Chętnie korzystają z nich pracownicy leśni. Środków zawierających DEET nie stosuje się na skórę twarzy oraz dłoni, a także na tworzywa sztuczne lub tkaniny syntetyczne.

Dźwiękiem w kleszcza

Za granicą popularne są odstraszacze ultradźwiękowe. Emitują ultradźwięki o zmiennej częstotliwości, które blokują receptory pajęczaków. Dzięki temu osoba, która ma przy sobie takie urządzenie, staje się niewidzialna dla kleszczy oraz innych dokuczliwych owadów. Ich zasięg działania wynosi około 3 m. Gdy włączymy taki odstraszacz, pracuje non stop przez 10 miesięcy. Dostępne są wersje dla dorosłych, dzieci i zwierząt.

Numer 1 – permetryna

Jest to obecnie najskuteczniejszy z dostępnych środków na kleszcze – po zetknięciu się z nim albo giną, albo doznają paraliżu i nie mogą kąsać. Doskonale działa zarówno na dorosłe osobniki, jak i nimfy. Permetryna, pozyskiwana z ekstraktu kwiatu chryzantemy, nadaje się przede wszystkim do impregnacji odzieży, koców, namiotów, obuwia. Po spryskaniu należy zostawić daną rzecz na 2-4 godziny, by wyschła. Permetrynę można kupić w sklepach, które prowadzą sprzedaż środków owadobójczych. Kosztuje od kilkunastu do ponad 100 zł, w zależności od pojemności opakowania. W specjalistycznych sklepach dla myśliwych czy wędkarzy można nabyć gotową odzież – od razu zaimpregnowaną tym środkiem. Przed zakupem należy sprawdzić, czy posiada atesty bezpieczeństwa i jak długi jest okres gwarancji skuteczności (z reguły co najmniej 50 prań). Permetryny nie stosuje się na gołą skórę, ponieważ nie utrzymuje się na niej zbyt długo, a tym samym nie chroni nas przed kleszczami.

Nie ma gryzoni – nie ma kleszczy

Kleszcze nie chorują na boreliozę ani nie są nią obarczone dziedzicznie – samica składa jaja, nie przekazując krętka Borrelii potomstwu. Kleszcze nabywają bakterię później, w czasie żerowania na kręgowcach, np. gryzoniach, więc są wyłącznie wektorami, czyli pośrednio przenoszą choroby, którymi zakażone są inne zwierzęta. Kleszcze od razu – w pierwszej fazie rozwoju, już jako larwy – potrzebują krwi. Najchętniej wybierają wtedy myszy i inne małe gryzonie. A to właśnie myszy są nosicielami bakterii – od nich kleszcze bardzo często zarażają się boreliozą, później przekazując tę chorobę kolejnym swoim ofiarom, często ludziom.

W USA dawno zaobserwowano, że wzrost populacji myszy wpływa na wzrost zachorowalności na boreliozę. Wtedy kleszczom łatwiej znaleźć żywiciela, przeżywa więcej larw, a tym samym – więcej roznosi bakterie chorób zakaźnych, m.in. boreliozy. Pozbycie się gryzoni byłoby równoznaczne ze zmniejszeniem liczby kleszczy. Może to nastąpić niekoniecznie w wyniku zabicia myszy – pomogłoby już samo czyszczenie ich z kleszczy. Amerykanie stosują na przykład wabiki. Są to niewielkie pudełka z permetryną, jak wiemy – doskonale radzi sobie ona z kleszczami w każdej postaci. W pudełku znajduje się pokarm, który wabi myszy. Wchodząc do środka, ocierają się o gaziki nasączone permetryną – i tym sposobem rozpoczyna się proces likwidacji pajęczaków. Substancja utrzymuje się na futrze gryzoni przez kilka tygodni, nie dopuszczając do nich kleszczy lub je zabijając. Inną metodą jest rozstawianie pudełek z wacikami nasączonymi permetryną. Myszy podbierają je, by zanieść do nory, zwłaszcza gdy mają młode – chcą, by było im ciepło i wygodnie. Kleszcze giną wówczas od substancji chemicznej, która wsiąkła w futra gryzoni.

W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad szczepionką dla myszaków, małych gryzoni z rodziny chomikowatych, które występują w Ameryce Północnej i Środkowej. To właśnie one często są pierwszymi żywicielami dla larw kleszcza, a jednocześnie przenoszą wywołującą boreliozę bakterię Borrelia burgdorferi. Dawniej za szerzenie tej choroby obwiniano jelenie, ale wieloletnie obserwacje temu zaprzeczyły i wskazały na innego winowajcę – właśnie myszaka. Naukowcy chcą opracować szczepionkę, która będzie dla gryzonia atrakcyjna smakowo i zarazem skuteczna, czyli zwalczy bakterię. Ma przypominać karmę i byłaby rozsypywana w miejscach, gdzie zazwyczaj żerują myszaki. Niezakażone gryzonie nie przekazywałyby krętków bakterii kleszczom, a te w dalszej kolejności – ludziom.

źródło:  kobieta.interia.pl