Jacek Żalek przyszedł do protestujących z kwiatami. Wcześniej mówił o opiekunach niepełnosprawnych jako o „zwyrodniałych rodzicach”, którzy wykorzystują ich jako „żywe tarcze”. Teraz z „całego serca żałuje”.

– Chciałbym powiedzieć, że z całego serca żałuję – przeprosił polityk Prawa i Sprawiedliwości, trzymając w rękach bukiet kwiatów. – Padliśmy wszyscy ofiarą manipulacji Później przypisano mi słowa, których nie wypowiedziałem – dodał Żalek.

Jego przeprosiny nie przekonały protestujących. – Nie jesteśmy żadną „żywą tarczą” – powiedział Adrian, jeden z niepełnosprawnych nastolatków, który od czterech tygodni koczuje w Sejmie. Z kolei Iwona Hartwich przywołała dokładne słowa posła PiS. – Chyba się nie rozumiemy – skwitowała

Po gorącej wymianie zdań i argumentów protestujący w końcu przyjęli kwiaty. – Jako katolicy panu wybaczamy – powiedziała Hartwich.

„Żywe tarcze” i „mordowanie w beczkach”

Słowa Żalka o „zakładnikach” i żywych tarczach” padły we wtorek. Polityk stwierdził, że niepełnosprawnym nie można dać gotówki do ręki, bo nie wiadomo, na co je przeznaczą. Ze swoich słów próbował tłumaczyć się następnego dnia, ale tylko dolał oliwy do ognia, mówiąc, że zarówno zdrowe, jak i niepełnosprawne dzieci bywają „mordowane w beczkach”.

Z kolei posłanka Bernadeta Krynicka stwierdziła, że „znalazłaby paragraf” na rodziców, którzy „przetrzymują” swoje dzieci w Sejmie. Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

– Naprawdę, niech ci posłowie zaprzestaną mówienia bzdur i przeproszą dzisiaj osoby niepełnosprawne, bo to jest hańba. Hańba dla tego rządu – powiedziała podczas konferencji Iwona Hartwich z Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych.