Eskortująca Andrzeja Dudę łódź Straży Granicznej SG-213 zlekceważyła obowiązujące na Martwej Wiśle w Gdańsku przepisy. W efekcie uszkodzeniu uległo kilka znajdujących się w pobliżu łódek. „Bierzemy za to pełną odpowiedzialność” – przyznają sprawcy.

Wszystko wskazuje na to, że nie tylko funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, transportując i osłaniając najważniejsze osoby w państwie, lubią popisać się mocą silnika. Podobny incydent ma na koncie Straż Graniczna.

Według informacji „Newsweeka” do takiego zdarzenia doszło 10 sierpnia około godz. 18, w okolicach Wyspy Sobieszewskiej, gdy Andrzej Duda spieszył na zlot harcerzy. Łódź, na której znajdował się prezydent, była eskortowana przez należącą do Straży Granicznej jednostkę SG-213. I to właśnie ona spowodowała zniszczenia.

– Wyglądało to tak, jakby jednostka Straży Granicznej chciała ścigać się z kursującym tu stale tramwajem wodnym – mówi „Newsweekowi” Krzysztof Wąsowski, który widział zdarzenie. Silnik łodzi pracował na wysokich obrotach, co w tym miejscu jest zakazane. W opinii świadka wybrzeże jest dobrze oznakowane, a zakaz widoczny.

Konsekwencją dania przez Straż „całej na przód” były rozchodzące się za łodzią SG-213 fale, które spowodowały kolizje łódek przycumowanych w przystani na Wyspie Sobieszewskiej.

Pokazać się przed prezydentem

Według Wąsowskiego eksportujący prezydenta strażnicy graniczni zachowywali się tak, jakby chcieli pokazać swoją siłę. – Ale nie przewidzieli, że fala, którą spowodują, poruszy około 70 jednostek, które cumowały przy brzegu [duża część tych łódek należała do uczestników Zlotu, którzy przypłynęli specjalnie na spotkanie z prezydentem].

Te zaczęły uderzać o betonowy brzeg – mówi. Z kolei inny świadek, który poprosił nas o anonimowość, twierdzi, że do remontu poszło pięć łódek: uszkodzone ostało poszycie, z jednej odpadła część burty.

Jak mówi Wąsowski, łódź z Andrzejem Dudą na pokładzie znajdowała się ok. 150 m za jednostką SG i płynęła spokojnym tempem, nie wywołując fali. – Być może przez radio załoga została poinformowana, by na to uważać – wyjaśnia.

Wszystko wskazuje też na to, że ani prezydent, ani jego obstawa z łodzi nie zobaczyli zniszczeń. Po dopłynięciu do celu Andrzej Duda przesiadł się do samochodu, którym dojechał na miejsce zlotu.

Straż Graniczna: „to my zawiniliśmy”

Zapytana przez nas Komenda Miejska Policji w Gdańsku potwierdza zdarzenie. Jednak według świadków funkcjonariusze, gdy dowiedzieli, że sprawcą uszkodzeń są pracownicy innych służb, początkowo nie chcieli zająć się sprawą i zrobili to dopiero po interwencji lokalnego komendanta. Policyjny protokół był z kolei potrzebny właścicielom łódek, by mogli się ubiegać o odszkodowanie.

Natomiast Straż Graniczna poczuwa się do odpowiedzialności. Jak informuje nas kpt. SG Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku, „w ocenie załóg jednostek żeglarskich znajdujących się na przystani na Wyspie Sobieszewskiej, na skutek fali wytworzonej przez jednostkę SG-213 otarciom miało ulec kilka jachtów.

Na miejsce przybyli funkcjonariusze Policji, winę przyjął na siebie dowódca SG-213. Koszty ewentualnych napraw uszkodzonych jednostek zostaną pokryte z polisy ubezpieczeniowej funkcjonariusza Straży Granicznej”.