Słowa ministra Marka Suskiego (61 l.), który na łamach „Super Expressu” wypalił, że nauczyciel dyplomowany zarabia prawie tyle co poseł, wywołały wielką burzę, która nie cichnie. Szefowi gabinetu premiera postanowiliśmy uświadomić, czym się różni życie posła i statystycznego polskiego nauczyciela.

– Posłowie mają 8 tys. zł brutto pensji podstawowej, więc jeśli nauczyciel dyplomowany ma z kawałkiem 5 tys. zł brutto, to jest niewielka różnica między posłem a nauczycielem – stwierdził minister Suski, czym bardziej rozzłościć nauczycieli już chyba nie mógł. Bo każdy z nich o takich przywilejach, jakie mają wybrańcy narodu, nie śmie nawet marzyć, a na „skromne” 8 tys. zł poselskiej pensji chętnie zamieniłby swoje głodowe zarobki.

1

– Moja pensja wystarcza tylko na sobotnie zakupy w supermarkecie dla mnie, męża i dwójki dzieci. Nie mogę odłożyć ani na wyjazdy, ani na kino, ani na ubrania. To jest życie od pierwszego do pierwszego. Mąż musi bardzo pomagać finansowo, dzięki niemu funkcjonujemy – mówi poruszona Anna Zając (36 l.), nauczycielka języka angielskiego z Warszawy, która musi przeżyć miesiąc za nieco ponad 2,1 tys. zł na rękę.

Różnicę widać nie tylko w zarobkach. Posłowie w stolicy nie muszą martwić się o dach nad głową, bo mają darmowe mieszkanie. A jak sobie radzi stołeczna nauczycielka? – Od ośmiu miesięcy mieszkamy z mężem w mieszkaniu taty, który jest po udarze mózgu. Wcześniej przez 13 lat wynajmowaliśmy lokum i kosztowało nas to 3 tys. zł miesięcznie. To była katastrofa, musieliśmy na życie brać kredyt, który cały czas spłacamy – opowiada rozgoryczona anglistka. No to może pomógłby kredyt na zakup mieszkania, wszak posłowie w Sejmie od ręki dostają takie preferencyjne pożyczki? – Jaki kredyt? Nie mam zdolności kredytowej, to znaczy mam, ale wynosi 80 tys. zł. Nawet na jeden pokój w Warszawie by nie starczyło. Bank odmówił nam kredytu – oburza się pani Anna.

źródło: se.pl