Razem w życiu, razem na scenie. Góral i poznanianka poznali się wiele lat temu na egzaminach do krakowskiej szkoły teatralnej. Piotr Cyrwus (58 l.) z żoną Mają Barełkowską (58 l.) pod koniec studiów wzięli ślub. Doczekali się trójki dzieci oraz wnuków. Często występują we wspólnych projektach. Obecnie można ich oglądać w sztuce „Dancing”, a już niebawem Piotr, który zasłynął rolą Ryśka Lubicza w „Klanie”, zadebiutuje w horrorze.

– Dość często można oglądać was razem na scenie oraz na ekranie. Lubicie ze sobą pracować?

Piotr: – Generalnie tak, ale różnie to bywa (uśmiech). Czasem mamy siebie dość, wtedy odpoczywamy przy indywidualnych projektach.

Maja: – Lubimy, ale bywa, że potrzebne nam są przerwy. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuje oddechu, by odnaleźć się z samym sobą. Zdarza się, że momentami zbyt wiele spraw zawodowych się nawarstwia i trochę nam się zaczynają mylić różne kwestie.

– Czy jako studenci marzyliście o karierach, które udało wam się zrobić?

Maja: – W latach 80. słowo „kariera” było słowem źle odbieranym, szczególnie w Krakowie, gdzie studiowaliśmy. Nie liczył się też wygląd, ale dusza i osobowość oraz posłannictwo i fakt, że mamy coś do przekazania innym ludziom.

– Doczekaliście się trójki dorosłych już dzieci. Czy któreś z nich odziedziczyło po was zamiłowanie do aktorstwa?

Maja: – Nasza córka Ania jest absolwentką szkoły teatralnej. Moim zdaniem ma talent, jednak skupiła się na życiu rodzinnym. Wychowuje trójkę dzieci. Na razie jest całkowicie im oddana swoim. Mam nadzieję, że kiedyś wróci do pracy w zawodzie, bo ma do tego jak najlepsze predyspozycje.

Piotr: – Synowie też otarli się o świat artystyczny. Działali trochę w kręgach filmowo-telewizyjnych, ale jeden i drugi doszedł do wniosku, że to nie ich świat. Obecnie prowadzą własne, bardziej przyziemne biznesy, w których się spełniają i są szczęśliwi.

– Odradzaliście dzieciom aktorstwo?

Piotr: – Ani nie zniechęcaliśmy, ani nie naciskaliśmy, by dzieci poszły w nasze ślady. Myślę, że obserwowały nasze życie i same dokonały wyborów, które ich satysfakcjonują.

Piotr: – Ten zawód i jego różnorodność oraz mnóstwo nowych ludzi na drodze sprawiają, że nigdy się nie nudzimy. Ciągle coś się u nas dzieje, więc nawet nie mamy czasu pomyśleć o rutynie.

Maja: – Każdy dzień traktuję jak nowe życie. Każdego dnia można zaczynać wszystko od nowa i cieszyć się każdą chwilą, nie myśleć ani o przeszłości, ani o przyszłości, tylko trzeba skupić się na tym, co jest tu i teraz.

– Bywacie o siebie zazdrośni?

Maja: – Myślę, że nie warto być zazdrosnym w żadnym aspekcie życia. W kwestiach zawodowych porównywanie się do innych prowadzi tylko do frustracji. Lepiej skupić się na pracy i osiąganiu własnych sukcesów. W kwestiach prywatnych także trzeba wyrzucać z głowy negatywne uczucia. Nigdy nie byłam zazdrosna o koleżanki, z którymi grał Piotr, bo to nie ma sensu. Ja też nigdy nie dawałam mu powodów do zazdrości.

– Gra pan mnóstwo spektakli, coraz częściej pojawia się w filmach, czyli po słynnym Ryśku z „Klanu” też jest życie?

Piotr: – Oczywiście i to całkiem fajne. To jest życie po życiu (śmiech). Nie żałuję decyzji o odejściu z serialu. Mam co robić. Myślę, że zrezygnowałem z serialu w dobrym momencie. Nie zostałem zaszufladkowany na tyle, żeby siedzieć w domu z założonymi rękami. Jesienią pojawiają się premiery filmów z moim udziałem. We wrześniu zapraszam na „Raz jeszcze raz” oraz „Legiony”. Przygotowuję się też do nowej roli w horrorze.

– To prawda, że mógłby pan nie zagrać Ryśka, gdyby nie skradziony samochód?

Piotr: – Jak pojechałem na zdjęcia próbne do „Klanu”, to myślałem, że chodzi o film. W sumie to zjawiłem się na nich z jeszcze jednego powodu. Ponad miesiąc wcześniej, jak byliśmy w Warszawie, to skradziono nam samochód. Później się znalazł i czekał na parkingu policyjnym, ale spieszyłem się z jego odbiorem, bo miałem ważniejsze wydatki niż bilet na pociąg, a ponieważ za udział w castingach płacili, zebrałem się i przy okazji wizyty w stolicy załatwiłem dwie sprawy.

– Podobno pani Maja była brana pod uwagę jako serialowa Grażynka?

Maja: – Przez moment może i tak, ale ktoś stwierdził, że ja do Piotra nie pasuję i szybko zaniechano tego pomysłu (śmiech).

Piotr: – Po latach dowiedziałem się, że odstąpiono od tego, bo bali się, że jak nagle całą rodziną przeprowadzimy się do Warszawy, to nasze życie wywróci się do góry nogami, że trzeba będzie pozamykać krakowskie projekty, itd… W rezultacie casting wygrała Małgosia Ostrowska, a ja przez 14 lat miałem dwie żony (śmiech).

– Podobno przed laty doradzał pan kolegom z Krakowa, ile trzeba brać za role w komercyjnych produkcjach?

Piotr: – Jak Andrzej Grabowski dostał rolę w „Kiepskich” to zadzwonił do mnie, żeby zapytać mnie o warunki pracy w serialu, bo wtedy wielu teatralnych aktorów z Krakowa, którzy dotąd brzydzili się udziałem w komercyjnych rzeczach, nie miało pojęcia, jakie należy negocjować stawki. Ja już wówczas po kilku latach grania w „Klanie” mogłem coś w tym temacie podpowiedzieć innym kolegom, chociaż do dzisiaj zastanawiam się, czy dobrze doradziłem Andrzejowi (uśmiech).

– Popularność pomaga czy raczej przeszkadza w życiu?

Piotr: – Cieszę się, że są ludzie, którzy dostrzegają mój talent, jednak popularności raczej nie lubię, nie znoszę celebryckich spędów. Cenię sobie spokój.

źródło: se.pl