Planujesz wyjazd do sanatorium? Lepiej uważaj – naturalne leczenie może okazać się fikcją. Borowina przechowywana w uszkodzonych workach, brak kontroli nad czystością wód leczniczych, nie stosowanie się do zaleceń lekarskich czy bałagan w papierach to tylko niektóre z rzeczy, które mogą spotkać kuracjuszy w polskich sanatoriach i uzdrowiskach.

W Polsce pacjenci mogą skorzystać z naturalnych metod leczenia w 45 miejscach, które mają status uzdrowiska. Popularne wyjazdy do sanatorium to jedna z najstarszych dziedzin medycyny. Jednak brak odpowiednich regulacji prawnych sprawia, że takie leczenie może być mało naturalne i nieopłacalne, bo… po prostu nie da żadnych efektów.

Raport NIK o leczeniu uzdrowiskowym w Polsce ujawnił, że co czwartemu pacjentowi udzielono świadczeń zdrowotnych niezgodnie z warunkami określonymi przez Ministra Zdrowia i Prezesa NFZ. Co dziesiąty pacjent nie otrzymał wymaganej ilości zabiegów, nie przeprowadzano też kontrolnych badań lekarskich, a nieprawidłowo prowadzona dokumentacja medyczna to problem niemal co trzeciego kuracjusza.

1

Leczenie z wykorzystaniem lokalnych, naturalnych surowców? W popularnym Nałęczowie nie używa się własnej własnej wody mineralnej, a np. w Dąbkach własnej borowiny. Ta ostatnia zresztą, jak wykazuje NIK, potrafi być przechowywana w dziurawych workach, na świeżym powietrzu, bez zadaszenia.

– Kontrolerzy stwierdzili także przypadki stosowania substancji, które przechowywano w nieoznakowanych opakowaniach, bez określenia nazwy, składu, ilości, pochodzenia i daty ważności. Substancje te nie były też odpowiednio zabezpieczone przed zanieczyszczeniem i wysuszeniem – ostrzega Najwyższa Izba Kontroli.

– Naturalne surowce lecznicze, po wydobyciu ze złóż i odwiertów, nie podlegają obowiązkowym badaniom zachowania właściwości leczniczych i czystości bakteriologicznej – są one badane tylko raz na 10 lat – tłumaczy NIK. – Tylko niektóre z nich są rejestrowane jako produkty lecznicze i podlegają reżimowi Prawa farmaceutycznego. Pozostałe substancje nie podlegają kontroli sanitarnej ani nadzorowi farmaceutycznemu. W tych przypadkach nie ma żadnych uregulowań prawnych dotyczących ich składu czy jakości.

Nadzór nad jakością to palący problem sanatoriów. Aż w 38 na 45 uzdrowisk nie przeprowadzano kontroli sanitarnej wód leczniczych. W 9 miejscach NIK zauważył, że nie ma nadzoru lekarzy naczelnych nad wykorzystywaniem naturalnych surowców leczniczych.

– Mimo że naczelni lekarze uzdrowisk zobowiązani są do kontroli i oceny jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych oraz monitorowania wykorzystania naturalnych surowców leczniczych, żaden nie wykonywał badań mikrobiologicznych i fizykochemicznych naturalnych surowców leczniczych stosowanych przez zakłady lecznicze. Wojewodowie, w ramach sprawowanego nadzoru nad lecznictwem uzdrowiskowym, także nie zlecali wykonania takich badań – wyjaśnia Najwyższa Izba Kontroli.

Dlatego NIK apeluje do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego, by jego resort wprowadził regulacje prawne, które określa standardy prowadzenia leczenia uzdrowiskowego, aby zapewnić odpowiednią jakość zabiegów wykonywanych w leczeniu uzdrowiskowym oraz warunków przechowywania naturalnych surowców leczniczych. W końcu do sanatorium jedzie się przede wszystkim po zdrowie.

źródło: se.pl