„Zmiany wprowadzane w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych odczują zarówno pacjenci, jak i personel” – ocenia dyrektor ds. lecznictwa Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsk dr hab. n. med. Tomasz Stefaniak.

1 lipca wchodzi w życie rozporządzenie ministra zdrowia przewidujące m.in. zmiany w systemie zarządzania szpitalnymi oddziałami ratunkowymi i wprowadzenie ujednoliconego systemu segregacji medycznej.

Jak pana zdaniem może zmienić się SOR po wprowadzeniu systemu triażowego TOPSOR?

Tomasz Stefaniak: – W praktyce system TOPSOR jest zarysowany w projekcie bardzo konkretnie. Jest to kwestia dotycząca pewnych elementów projakościowych, w zakresie opieki nad pacjentem. Zaczynamy mierzyć czas, który pacjent spędza na SORze w oczekiwaniu na konsultację lekarską.

Wprowadzamy także zasadę triażu, która od lat na wielu SORach już funkcjonuje. Rzadko jednak można było spotkać się z zasadą retriażu. To taka ponowna skrócona ocena stanu zdrowia pacjenta w trakcie oczekiwania na konsultację. Pozwala ona na uniknięcie nagłego i niespodziewanego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, który pierwotnie został zakwalifikowany do kategorii schorzeń mniej wymagających i pilnych. Z czasem może się okazać, że u tego pacjenta występuje niespodziewane pogorszenie stanu zdrowia. Dzięki retriażowi można szybko zweryfikować, u których pacjentów doszło do konwersji kwalifikacji z grupy o niższym priorytecie na tę pilną.

Sądzi pan, że pacjenci odczują realne zmiany na SORach po wprowadzeniu systemu TOPSOR?

T.S.: – W Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku ten system triażowy funkcjonuje już od kilku lat i został stworzony, ponieważ właśnie takie są standardy światowe. Uważamy, że jest to narzędzie, które jest niezwykle ważne szczególnie dla pacjentów, u których może dojść do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia w ciągu godzin, a nawet minut.

Wiele zmieni się dla pacjentów, jakie zmiany będą dotyczyć personelu, jak zmieni się praca kadry medycznej SORów?

T.S.: – Jeżeli weźmiemy pod uwagę SOR, w którym dotychczas nie prowadzono triażu, to z pewnością będzie to wymagało personelu, który zdobędzie wiedzę, jak w sprawny sposób zakwalifikować pacjentów. To też będzie powodowało pewną reorganizację i zmianę mentalności pacjentów – ci będą obsługiwani już w innej kolejności niż jedynie kolejność przybycia na SOR.

SOR to nie poradnia, więc kolejność przyjścia do szpitala nie ma tu większego znaczenia. Z pewnością na początku może to wzbudzać emocje wśród pacjentów, którzy również będą musieli się przyzwyczaić do nowego procesu. A więc podsumowując, system będzie wymagał szkoleń pracowników. W naszym szpitalu pierwotnie była jedna osoba, która zajmowała się triażem. Później zauważyliśmy, że dla samego triażu ta jedna osoba zdecydowanie nie jest wystarczająca, bo przecież triaż z założenia powinien trwać jak najkrócej.

Okres od rejestracji do triażu musi być liczony w minutach i najlepiej gdyby nie przekraczał 10 minut. Idealnie byłoby, żeby na sam triaż pacjent w ogóle nie musiał czekać.

TOPSOR jest doskonałym systemem do triażu pacjentów?

T.S.: – Nie do końca. Obecnie jesteśmy w fazie takiego programu semipilotażowego systemu TOPSOR. Bez wątpienia wszystkim byłoby wygodniej, gdyby był to system informatyczny zintegrowany z Systemem informatycznym szpitala, tak jak zintegrowany jest z nim eWuś. Te dane, które gromadzimy w szpitalnym systemie informatycznym, byłyby automatycznie wykorzystywane w TOPSORze. Ale możliwe rozwiązania będą się pewnie ujawniać dopiero w trakcie użytkowania programu.

Czy wdrażania systemu triażowego w państwa szpitalu było to dużym wyzwaniem?

T.S.: – Nie chciałbym być nadmiernym optymistą, ale wydaje mi się, że każdy szpital powinien dać radę. My akurat bardzo silnie współpracujemy z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, właśnie w ramach szkolenia pielęgniarek i ratowników medycznych.

Samo triażowanie jest dosyć przejrzyste. To są pomiary parametrów życiowych, które odnotowuje się i to właśnie one prowadzą do wskazania kategorii pilności interwencji. W naszym systemie informatycznym po wpisaniu parametrów medycznych, saturacji krwi obwodowej, tętna, ciśnienia, nasilenia bólu, skali Glasgow doskonale widzimy wskazówki do przyznania pacjentowi odpowiedniej kategorii. To naprawdę są przejrzyste parametry. W obrębie naszego zespołu wystarczyło jedno szkolenie. Później doświadczeni pielęgniarze i ratownicy wprowadzali kolejne osoby.

Wielu pacjentów nie powinno w ogóle znaleźć się na SORach, zgłaszają problemy, które można by leczyć w przychodniach czy Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej. Czy ta kwestia nie wymaga zmiany?

T.S.: – Bardzo często rozmawiamy na ten temat z naszymi lekarzami, ale również lekarzami z placówek, z których pacjenci do nas trafiają. Nie wiem, czy jest jedno dobre rozwiązanie na tę sytuację, ale faktycznie coś wypadałoby zmienić. Może jakaś kampania informacyjna, jak ta dedykowana tworzeniu tuneli życia na autostradach, kiedy uczymy kierowców dobrego zachowania. Pytanie tylko, czy taka kampania będzie efektywna.

Mamy też drugi pomysł, którego jestem wielkim adwokatem. Z pewnością to akurat będzie trudne do bezdyskusyjnego wdrożenia. Zależy nam na stworzeniu na poziomie ogólnopolskim lub tylko w obrębie szpitali, standardów postępowania w oparciu o podejście objawowe. Standardowe procedury operacyjne dla pacjenta z bólem głowy, brzucha lub krwiopluciem. Idea, która mi przyświeca, to podejście w sposób jak najbardziej zoptymalizowany do stworzenie algorytmów, które nakierunkują nas na diagnostykę objawową, przy której jesteśmy w stanie powiedzieć pacjentowi, że nie poprowadzimy pacjenta na SORze, ale kierujemy go na badanie diagnostyczne w ramach poradni specjalistycznej.

Oczywiście najłatwiej do takiego specjalisty dostać się w szpitalu uniwersyteckim, dlatego u nas w poradniach wysokospecjalistycznych zawsze są kolejki i pacjenci widzą możliwość skrócenia tej kolejki właśnie poprzez zgłoszenie się na SOR, bo tam przecież badania robione są od ręki. A to z kolei utrudnia nam dotarcie do tych pacjentów, którym musimy ratować życie. Ale nie chcę też perorować, że pacjenci lubią siedzieć po nocach na SORach. To nie jest dla nich komfortowe, zwłaszcza jeśli czekają kilka godzin.

Czy pana zdaniem TOPSOR zapewni bezpieczeństwo pacjentom i kadrze medycznej?

T.S.: – Wbrew pozorom to nie jest takie proste pytanie. Trudno powiedzieć, czy TOPSOR ułatwi pracę. Wcale nie musi tego zrobić, ale ewaluacja i ocena SORów przy tym rozwiązaniu jest bardzo jasna. Czy to będzie ułatwienie, nie jestem w stanie powiedzieć. Z pewnością przysporzy pracy i emocji, a także lekki lęk przed zmianą, o czym szeroko się mówi w psychologii zarządzania. Nieważne, czy zmiana będzie zła czy dobra, zawsze będzie generowała spore emocje w trakcie wdrożenia. Odpowiedź poznamy pewnie dopiero po co najmniej kilku miesiącach. Ja trzymam kciuki. Ocena sprawności oddziałów ratunkowych z pewnością pozwoli na wyciągnięcie wniosków z ich działania. Czy ta metoda jest dobra? Na pewno obecnie nie ma dostępnej lepszej, ale nie oznacza to, że będzie ona najłatwiejsza.

źródło: fakty.interia.pl