Paweł Adamowicz został zamordowany 14 stycznia tego roku. Od tamtej pory śledczy bez przerwy prowadzą dochodzenie dotyczące różnych wątków sprawy. Teraz okazało się, że jedna z osób skłamała, czym zmyliła funkcjonariuszy.

Paweł Adamowicz został zaatakowany przez nożownika podczas światełka do nieba na koncercie WOŚP w Gdańsku. Od stycznia przesłuchano dziesiątki osób mogących mieć coś wspólnego z tą sprawą, a teraz wyszło na jaw, że jedna z nich od początku naprowadzała śledczych na zły tor. Prawda wreszcie wyszła na jaw.

Paweł Adamowicz nie miał zapewnionego dostatecznego bezpieczeństwa
Niestety, jeśli chodzi o agresora, to dopiero we wrześniu będzie znana opinia biegłych psychiatrów w sprawie jego niepoczytalności w momencie ataku. Zadecydują, czy trafi bezpośrednio do więzienia, czy może do zakładu zamkniętego ze względu na swój stan. Tymczasem śledczy wystosowali akt oskarżenia przeciwko 35-letniemu Dariuszowi S. Mężczyzna ten był dyrektorem ds. bezpieczeństwa oraz BHP w Agencji Ochrony „Tajfun” oraz sprawował funkcję ochroniarza w czasie koncertu. Wiadomo już, że zostało naruszone wiele przepisów bezpieczeństwa, co nie zostało wcześniej ujawnione.

– Oskarżonemu zarzucono złożenie nieprawdziwych zeznań oraz podżeganie innej osoby do złożenia fałszywych zeznań w postępowaniu karnym dotyczącym zabójstwa Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformowała media rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator Grażyna Wawryniuk.

Dariusz S. namawiał pracowników, by na policji potwierdzali jego wersję wydarzeń

Napastnik wbiegł na scenę, rzekomo posługując się identyfikatorem z napisem „media”, co pozwoliło mu wejścia do stref, do których normalny uczestnik imprezy nie miałby wstępu. Dariusz S. został pierwszy raz przesłuchany dzień po ataku. Zeznał wówczas, że nic nie wie o żadnym identyfikatorze i nie dawał go policjantom jako dowód. 2 dni później zeznał to samo, tym razem mówiąc, że nie pamięta okoliczności przekazywania identyfikatora.

Okazało się, że dzień przed drugim przesłuchaniem kontaktował się ze swoimi współpracownikami, nakłaniając ich do złożenia zeznań, ale tak ubarwionych, by potwierdzały jego wersję wydarzeń. 21 stycznia Dariusz S. został tymczasowo zatrzymany i aresztowany.

– Dariusz S. początkowo nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przesłuchany ponownie, złożył wyjaśnienia przyznając się w nich do złożenia fałszywych zeznań oraz podżegania do składania fałszywych zeznań – takie też informacje przekazała prokurator Grażyna Wawryniuk.

Teraz były policjant i kurator sądowy sam stanie przed wymiarem sprawiedliwości. Będzie mu grozić do 8 lat pozbawienia wolności. Oprócz tego będzie sądzony o posiadanie broni bez zezwolenia: był właścicielem pistoletu gazowego, a także 9 naboi alarmowych, które są klasyfikowane jako amunicja do broni palnej.

źródło: pikio.pl