Życie pana Waldka z niewielkiego Parchowa na Dolnym Śląsku przypomina historię biblijnego Hioba. Zaczęło się niewinnie – od bólu brzucha. Kiedy w końcu udało się postawić prawidłową diagnozę jednej choroby, zaczęły dochodzić kolejne. 39-latek wie, że umiera. Marzy tylko o zapewnieniu swojej żonie i dzieciom godnego życia. Nie spodziewał się jednak tego, do czego są zdolni jego sąsiedzi.

W tej niewielkiej wiosce nie ma osoby, która nie znałaby DJ Waldiego. – Najpierw mówili do mnie DJ Krzaku – uśmiecha się pan Waldemar Rekis (39 l.). – Wzięło się to stąd, że na scenie postawili kilka brzózek i ja tak w tych krzakach grałem. Potem już zostało DJ Waldi. Odkąd pamiętam lubiłem dyskoteki i puszczanie muzyki na nich – wyjaśnia w rozmowie z Fakt24.

Teraz już nie jest w stanie tego robić. Problemy ma nawet z codziennymi czynnościami.

– Praktycznie nie mam jednego płuca, a połowę drugiego też zajęło, więc przejść mogę maksymalnie 50 metrów. Z wchodzeniem po schodach to już w ogóle jest tragedia – mówi 39-latek. Sprawy nie ułatwia stary poniemiecki, rozpadający się dom, w którym mieszka z rodzicami, żoną Paulą (27 l.) oraz dwojgiem dzieci: 5-letnią Lenką i 9-miesięcznym Kornelkiem.

Od bólu brzucha do śmiertelnej diagnozy

O pierwszej chorobie pan Waldemar dowiedział się w 2011 roku. – Z bólem brzucha pojechałem do szpitala. Wycięli mi wyrostek, ale okazało się, że to nie to. Za drugim razem zrobili mi płukanie żołądka, ale też nie pomogło. Za trzecim już zaczęli podejrzewać, że to choroba Crohna – opowiada mężczyzna. To jednak nie był koniec.

W 2013 roku, gdy tylko pogodził się i nauczył żyć z tą niezwykle uciążliwą chorobą, pan Waldek dostał martwicy palców i wylądował na oddziale angiologicznym. Podczas badań wykryto układowe zapalenie naczyń krwionośnych, krytyczną niedokrwistość i zaburzenia kłębuszków nerkowych. Mężczyzna stoczył pierwszą, lecz nie ostatnią walkę o życie. Gdy jego stan się poprawił, nadeszła kolejna druzgocąca diagnoza: ziarniniakowatość Wegenera. To nieuleczalna choroba wywołująca m.in. krwioplucie, osłabienia i duszności.

W ubiegłym roku nastąpiło kolejne zaostrzenie choroby. Zaczęła stopniowo wykańczać nerki i niezbędne jest przeprowadzenie dializ. Obecnie pan Waldemar leczony jest lekami immunosupresyjnymi. Ma bardzo słabą odporność a długotrwałe leczenie sterydami powodowało zmiany martwicze w biodrach. – Takie bakterie, które nikomu nic nie robią, u mnie wywołały sepsę. No i nagle znalazłem się na OIOMie. Potem doszło zapalenie płuc… Było naprawdę ciężko – opowiada nam pan Waldek.

Jedno marzenie: dom dla najbliższych

Rodzina pana Waldemara utrzymuje się głównie z jego renty i zasiłku opiekuńczego jego żony. Pani Paula nie może pójść do pracy, ponieważ stale musi pomagać mężowi w codziennym egzystowaniu. W starym poniemieckim domu są skazani na wieczną walkę z nieustającymi usterkami. Nie wspominając już o tym, że przez postępującą chorobę mężczyzna ma coraz większe kłopoty z poruszaniem się.

Mimo pogarszającej się choroby, 39-latek rozpoczął budowę niewielkiego domu dla swojej rodziny. – Naszym marzeniem jest budowa tego domu. Ja choruję na taką chorobę, że, nie oszukujmy się, długo nie pociągnę. Chciałbym, żeby dzieci coś po mnie miały – mówi w rozmowie z Fakt24. – I żeby Waldkowi było lepiej. Bo to miejsce zdecydowanie nie nadaje się dla osoby niepełnosprawnej. Nie mamy innych marzeń, to jest jedyne. Kiedy w domu jest choroba, zaczyna się doceniać to, co się ma – dodaje pani Paula łamiącym się głosem.

Niesamowita inicjatywa! Cała wieś za DJ Waldkiem

Pogarszający się stan zdrowia oraz wydatki na leczenie, które systematycznie rosną, oddalają ich jednak od realizacji planu. I tu z pomocą przyszła lokalna społeczność oraz Stowarzyszenie Nasz Parchów, do którego małżonkowie również należą. Do tej pory oni pomagali sąsiadom, a teraz role się odwróciły. Mieszkańcy Parchowa chcą dokończyć budowę, którą rozpoczął pan Waldek. Zbierają środki różnymi sposobami. Udało się już zgromadzić ok. 20 tysięcy złotych, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb.

O inicjatywie sąsiadów mężczyzna dowiedział się jeszcze w szpitalu. – Byłem w ciężkim szoku! Znajomi namawiali mnie, że zorganizują „malutką zbiórkę”. W końcu się zgodziłem, a oni zrobili coś takiego! W życiu bym się tego nie spodziewał. Ale oczywiście bardzo dziękuję! – mówi podekscytowany. – To wszystko ruszyło jeszcze tego samego dnia, w którym mąż trafił na OIOM. Wcześniej załatwili wszelkie formalności prawne i postawili nas w zasadzie przed faktem dokonanym – dodaje pani Paula.

– Nie chodzi o to, by wybudować Waldkowi willę. On marzy jedynie o małym domku, w którym mógłby zapewnić przyszłość swoim dzieciom – wyjaśnia nam Anna Pichała, prezes Stowarzyszenia Nasz Parchów. – W najbliższą sobotę, 22 czerwca organizujemy dyskotekę charytatywną, na którą wejść będzie można za wrzucenie datku do puszki. Mamy już nawet DJ-a, który zgodził się poprowadzić imprezę. 17 sierpnia odbędzie się też II Bieg Śladami Gacka, podczas którego będziemy organizowali zbiórkę. Bieg odbędzie się przy okazji Dni Parchowa, na które wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy – dodaje pani Ania.

Technicznymi sprawami związanymi z budową domu zajmują się panie, które w tej dziedzinie są profesjonalistami. Mieszkańcy, na tyle, na ile się da, planują działać własnymi rękami. Zdają jednak sobie sprawę, że bez pomocy specjalistów się nie obejdzie i na pewno trzeba będzie skorzystać z usług jakiejś firmy budowlanej. Wciąż poszukują takiej, która zechciałaby to zrobić charytatywnie.

19 czerwca pan Waldemar znowu trafił do szpitala. Przechodzi kolejną chemioterapię. Trwa więc wyścig z czasem!

źródło: fakt.pl