Na drodze ekspresowej w Sosnowcu (woj. śląskie) doszło do wypadku, w którym zginął 42-letni motocyklista. Kierowca ciężarówki przewożącej piasek stracił panowanie nad pojazdem, przejechał przez bariery i wjechał na na przeciwległy pas ruchu. Tam ciężarówka zderzyła się m.in. z motocyklistą. Szybko okazało się, iż 42-latek był znanym i lubianym weterynarzem, który właśnie jechał do pracy.

Tragedia rozegrała się 4 czerwca tuż przed godziną 12.00 na trasie S1. W wiozącym piasek tirze strzela opona. Kierowca traci panowanie nad ciężarówką i z impetem wjeżdża nie na przeciwległy pas ruchu, przebijając się przez barierki. Olbrzymi pojazd zderza się z innymi, ostatecznie przewracając się prosto na motocyklistę. W starciu z 40 tonowym kolosem, mężczyzna nie ma żadnych szans. Ginie na miejscu. Ofiarą jest 42-letni Ignacy Winiarz – weterynarz, który właśnie jechał do pracy.

– Ignacy był naprawdę bardzo fajnym facetem, pracował z nami 16 lat. To był lekarz z powołania. Będzie nam go bardzo brakowało – tak swojego kolegę po fachu wspomina Sebastian Molicki, szef Kliniki Weterynaryjnej Molicki w Dąbrowie Górniczej. Kiedy Ignacy nie pojawił się w klinice, współpracownicy szybko zaczęli podejrzewać, że coś się stało.

– Jechał na drugą zmianę, na godz.12.00. Nigdy się nie spóźniał – jeżeli, gdzieś utknął dawał znać. Nie było go, a jego telefon milczał, więc zaczęliśmy się martwić. Po godzinie dowiedzieliśmy się, że na ekspresówce był wypadek z udziałem motocyklisty. Wtedy doszedł do nas najczarniejszy scenariusz – wspomina feralny dzień Molicki dodając, że wszyscy weterynarze w klinice jeżdżą na motocyklach.

– To wielka strata. Ignacy tak jak wszyscy mężczyźni z kliniki jeździł na motorze. Mieliśmy swój klub, niebawem odbędzie się coroczny zlot, ale jego już na nim nie będzie. To był bardzo wszechstronny człowiek. Znał świetnie hiszpański, ważył piwo, którym nas częstował. brakuje mi słów – mówi zmartwiony Molicki.

W klinice, w której pracował pan Ignacy, wiadomość o jego tragicznej śmierci rozprzestrzenia się błyskawicznie. Wszyscy klienci przesyłają kondolencie. – Gdy usypiałem mojego 14-letniego kota Kubę, pan doktor wykazał się bardzo dużą empatia, zrozumieniem i pomocą. Bardzo dobry i miły człowiek. Każdej wizycie towarzyszyła miła atmosfera, choć nie zawsze sytuacja była do śmiechu… – wspomina lekarza pan Łukasz.

Mężczyzna pozostawił 14-letniego syna i żonę. Za zgodą rodziny publikujemy jego wizerunek.

źródło: fakt.pl