Nie tak miało być! Marta Manowska jako prowadząca „The Voice Senior”? Czy ucierpi na tym jej nowa miłość?

Marta Manowska (35 l.) nie zwalnia tempa. Dziennikarka poprowadzi kolejny już program w TVP – „The Voice Senior”. Czy ucierpi na tym jej nowa miłość?

W jej przypadku doba powinna trwać przynajmniej dwa razy dłużej. Niedawno skończyła zdjęcia do „Sanatorium miłości”, a teraz odwiedza z kamerą uczestników kolejnej, szóstej już edycji programu „Rolnik szuka żony”.

Oba te programy okazały się wielkimi przebojami TVP, także za sprawą samej prowadzącej. Nic więc dziwnego, że kierownictwo stacji postanowiło zaproponować Marcie kolejną rolę.

Chodzi o teleturniej muzyczny podobny do „The Voice of Poland” i „The Voice Kids”, ale przeznaczony dla starszych uczestników. Ma się nazywać „The Voice Senior” i rządzić w nim będą takie same zasady jak w innych edycjach: uczestnicy śpiewają, jurorzy oceniają ich występy, a potem zapraszają do swoich drużyn – i tak aż do finału, który może wygrać tylko jedna osoba…

Kandydatów, którzy muszą być po sześćdziesiątce, oceniać będą ponoć sama Maryla Rodowicz (73 l.), a także zasiadający już wcześniej w obrotowych fotelach Andrzej Piaseczny (48 l.) i Marek Piekarczyk (67 l.).

– Marta jest naturalną kandydatką do roli prowadzącej, bo to przecież przed nią z taką łatwością otwierali serca samotni rolnicy, szczególnie ci w sile wieku, jak i goście słynnego sanatorium Równica w Ustroniu – mówi pracownik stacji, i dodaje:

– Nieoficjalnie mówi się, że mogłaby zarobić nawet pół miliona złotych…

Nie tak miało być
Każdy, kto śledzi perypetie Marty Manowskiej, spodziewał się widzieć ją w najbliższym czasie, czyli po nagraniach „Rolnika…”, w zupełnie innym miejscu. Choćby na romantycznym spacerze we dwoje brzegiem morza. Albo zwiedzającą któreś z urokliwych miasteczek w Hiszpanii, którą fascynuje się już od czasu studiów. Od kilku miesięcy Marta Manowska jest przecież szczęśliwie zakochana…

Dźwiękowca Adama poznała kilka miesięcy temu podczas realizacji „Sanatorium miłości”. Okazało się, że wiele ich łączy: sport, podróże, ciekawość ludzi. Marta przyznawała w rozmowach, że jest pod wrażeniem ukochanego.

– Okazało się, że są na świecie normalni mężczyźni. To facet, który jest połączeniem dobra, wsparcia, bezpieczeństwa i siły charakteru – opowiadała z uśmiechem. A to naprawdę wyjątkowe słowa, tym bardziej że wcześniej bardzo często podkreślała, że jako singielka czuje się szczęśliwa i że nie stara się znaleźć męża na siłę.

Jednocześnie zastrzegała, że rodzina była, jest i będzie dla niej bardzo ważna. Taką hierarchię wartości zawdzięcza swoim śląskim korzeniom, pochodzi bowiem z Siemianowic Śląskich. Nie ukrywała też, że chciałaby stworzyć kiedyś związek podobny do tego, jaki mieli jej dziadkowie, którzy przeżyli razem ponad pół wieku w szczęśliwym małżeństwie…

– Dla mnie najważniejsze wartości w życiu to rodzina, miłość i wiara – wylicza. – Mam to wdrukowane. Moja babcia i dziadek żyją razem pięćdziesiąt kilka lat. Patrzę na nich i wierzę w miłość. Uważam, że tyle żyjemy, ile kochamy!

źródło: pomponik.pl