Nie milkną komentarze po finale „Dance, dance, dance”. „Jak można tak zakpić z widzów?”

Pierwsza edycja programu „Dance, dance, dance” już za nami. Główną wygraną otrzymali Wiktoria Gąsiewska i Adam Zdrójkowski. Od zakończenia show nie milkną jeszcze głosy krytyki. Wszystko za sprawą kontrowersyjnego głosowania widzów. „Przepraszam, ale dla mnie to jest oszustwo” – napisał nawet jeden z internautów.

Adam Zdrójkowski i Wiktoria Gąsiewska w „Dance, dance, dance”

„Dance, dance, dance” co tydzień przyciągało przed telewizory miliony widzów. Z zapartym tchem śledzili zmagania par, które musiały zatańczyć choreografie z najsłynniejszych teledysków. Cenili też jury programu: Ewę Chodakowską, Idę Nowakowską i Roberta Kupisza.

Pierwszą edycję programu „Dance, dance, dance” zwyciężyli Wiktoria Gąsiewska i Adam Zdrójkowski. Nagrodę w wysokości 100 tys. złotych przekazali na Fundację „Akogo?” i klinikę Budzik. Patricia i Viktoria Kazadi, które zajęły drugie miejsce, otrzymały 10 tys. złotych, które przeznaczyły na działalność Fundacji „Nasze dzieci”.

Mimo dobrych opinii o show TVP, po finale programu nie milkną negatywne głosy. Internauci na Instagramie nie kryją oburzenia. Nie podoba im się, że program nie był transmitowany na żywo. Wielu z nich czuje się oszukanych.

„Dance, dance, dance”: kontrowersyjny finał

Zwycięska para w „Dance, dance, dance” miała zostać wybrana głosami widzów. Program jednak nie był transmitowany na żywo chociaż mógł sprawiać takie wrażenie.

Jak wyjaśniła nam osoba z produkcji, by uniknąć oskarżeń o manipulacje, na potrzeby odcinka nagrano dwa warianty ogłaszania wyników – w jednym wygrali Adam Zdrójkowski i Wiktoria Gąsiewska, a w drugim – siostry Patricia i Victoria Kazadi.

Dzięki temu widzowie mogli oddawać głosy za pośrednictwem SMS-ów na swoich faworytów.

Widzowie szybko zorientowali się, że program nie jest na żywo. Zauważyli, że część gwiazd, które widzą w studio TVP, w mediach społecznościowych w tym samym czasie publikuje zdjęcia z zupełnie innych miejsc. Kontrowersje wzbudził też Adam Zdrójkowski, który na InstaStory wyjaśnił widzom, że zostały nagrane dwie wersje zakończenia show i pokazał, jak ogląda na domowym telewizorze właśnie finał „Dance, dance, dance”.

Internauci nie kryli oburzenia

„Przepraszam ale dla mnie to jest oszustwo, napisane jest, że występ jest na żywo, tymczasem minimum dwie osoby uczestniczące w programie są obecnie daleko poza Polską. Oszukaliście ludzi, którzy wysłali smsy. Jestem zażenowana!”, „Ten pomysł z tymi dwoma wersjami to dno, udawana radość z wygranej…” – pisali w komentarzach.

„Czemu podpisaliście odcinek jako na żywo, skoro nie był na żywo? Dwie wersje finału? Czyli emocje były udawane? Jestem rozczarowana”, „Ale ściema z występem na żywo. Marcelina z Kazadi bawi się na Coachelii, a reszta wrzuca posty na Insta, że ogląda finał w tv”, „Nagrali dwie wersje… Program ogólne super, ale czuję się oszukana jako widz. Jak można nagrać nie dwie wersje?! MASAKRA” – pisali inni.

„Jeśli nawet były nagrane dwie wersje, to jest to strasznie nieprofesjonalne z waszej strony, że tak głupio zakończyliście ten cudny serial, jeszcze z chamskim podpisem, że wszystko się dzieje na żywo. Sztuczna radość od razu się rzuca w oczy”, „Odebrało mi mowę, gdy usłyszałam, że są nagrane 2 wersje. Czegoś takiego nigdy nie słyszałam. Jak tak można zakpić z widzów? Wysłałam kilka smsów na Wiki i Adama, bo kibicuję im od początku. Jednakże przykro…” – dodali kolejni oburzeni.

Finał „Dance, dance, dance”

Pojawiły się też głosy w obronie show. Niektórym internautom nie przeszkadzało to, że zostały nagrane dwa zakończenia. Ta grupa była jednak w mniejszości.

„Uważam, że nie ma tu oszustwa… wyniki były na żywo… głosowanie podczas emocji nagranego finału. Mega występy. Bardzo fajny program”, „Spójrzcie kilka komentarzy wyżej. Gdyby rzeczywiście chcieli zrobić nas w bambuko, to uczestnicy nie wstawialiby dzisiaj na stories zdjęć z zagranicy” – napisali.

A wy co sądzicie o finale „Dance, dance, dance”? Internauci mają prawo czuć się zawiedzeni?

źródło: plejada.pl