Malutki Scamp pokonał 18 konkurentów i zdobył tegoroczny tytuł Najbrzydszego Psa Świata. Scamp otrzymał czek na 1500 dolarów i drugie tyle na (psi) cel charytatywny.

Historia Scampa jest niezwykła. Właścicielka uratowała go z rąk hycla. – Jechałam samochodem, w radio grali „One Love” Boba Marleya, kiedy zobaczyłam, jak Scamp podskakuje. Jakby czuł, że znalazł kochający dom już na zawsze – wspomina. Dodaje, że już w drodze do domu wiedziała, że była to najlepsza decyzja.

W wyborach wzięły udział psiaki, których urodzie daleko do ideału – wytrzeszczają oczy, wywalają jęzory, mają krzywe nogi i zęby oraz całą masę innych cech, które wyróżniają je z tłumu. A do tego – jak zaznaczają organizatorzy i właściciele psów – najwspanialsze charaktery i osobowość.

Konkurs ma długą historię, odbywa się co roku od 31 lat. I jego ideą nie jest pokazywanie „zabawnych” piesków, czy wyśmiewanie ich oryginalnej urody. Konkurs ma długą historię, odbywa się co roku od 31 lat. Organizując coroczne edycje wyborów, chcą zwrócić uwagę na potrzeby psów. Większość z kandydatów do tytułu została porzucona, uratowana przed życiem w schroniskach, czy wręcz śmiercią. Sporo jest przypadków psów, pochodzących z pseudohodowli – zauważcie, że to psy rasowe: pekinczyki, grzywacze chińskie, czy chichuachua.

Organizatorzy zaznaczają: „To, co naprawdę robimy, to pokazywanie psów, które zostały uratowane, adoptowane do kochających domów. Są rzecznikami dobrej sprawy”.


źródło: kobieta.onet.pl