„Mieszkam z teściową pod jednym dachem. Nie wiem, czy uda nam się dogadać” – Trzy historie, trzy spojrzenia

Dwie kobiety stają się nagle dla siebie matką i córką. Czasem dzieli je wszystko prócz miłości do mężczyzny. Czy się porozumieją?

Wiele nieporozumień między teściową a synową wynika niestety z błędnej interpretacji zachowań. Żadna inna relacja nie jest bowiem tak naznaczona szkodliwymi stereotypami. One sprawiają, że często z góry podświadomie zakładamy, że jej podstawą nie jest współpraca, a rywalizacja i wzajemna niechęć.

Ten układ jest jednym z najtrudniejszych w rodzinie: spotykają się dwie kobiety w różnym wieku, z różnych środowisk. Z domu wyniosły inne wzorce, mają inne przekonania. Teraz są zmuszone do kompromisu dla dobra wspólnej rodziny. Zanim jednak go osiągną, powinny się poznać, zrozumieć swoje wzajemne oczekiwania.

To wymaga elastyczności, dobrej woli i empatii z obu stron. Gotowości do zweryfikowania swoich poglądów. A także czasu. Przyjęcie perspektywy drugiej osoby pomaga w zbudowaniu zdrowej relacji.

Nie uda się to, gdy nie będziemy ze sobą rozmawiać, wyjaśniać, co czujemy, i jasno wyrażać swoje potrzeby. Nie ulegajmy też pokusie wciągania w konflikt męża i syna. Warto o tym pamiętać, zanim wstąpimy na wojenną ścieżkę.

Nie matka, ale trochę jak koleżanka
Olga, 33 lata, 8 lat po ślubie

Nigdy nie śmieszyły mnie dowcipy o teściowej. Uważam po prostu, że albo ktoś jest dobrym człowiekiem, albo nie. Może dlatego że z matką mojego męża nie mam problemów, o których opowiadają koleżanki.

Wtrącanie się? Buntowanie syna przeciwko mnie? Nic z tych rzeczy. Moja teściowa jest bardzo taktowna. Kiedy zamierza nas odwiedzić, zawsze dzwoni, chociaż mieszkamy niedaleko.

Żadnych niezapowiedzianych wizyt! Mówię, że wcale nie musi tego robić, ale ona nie chce się narzucać. Uważam, że ma klasę. Relacja z teściową to nie to samo, co z własną mamą. Tutaj obie strony muszą się dużo bardziej starać.

Naprawdę mogę na nią liczyć
Do stolicy przyjechałam na studia i tu poznałam męża. Do rodziców mam ponad 300 kilometrów, więc nie bardzo mogę liczyć na ich pomoc. Między moimi synami jest sześć lat różnicy: Bartek ma osiem lat, Kuba dwa latka.

Mąż pracuje do późna, dlatego w domu staram się sama wszystkiego dopilnować. Bez wsparcia teściowej byłoby mi trudno. To ona zostaje z małym, gdy muszę dokądś wyjść. Wystarczy poprosić. Staram się jednak nie wykorzystywać jej zbyt często.

Bycie babcią nie oznacza, że trzeba już tylko doglądać wnucząt. Ona też ma własne życie. Cenię sobie, że nie poucza mnie, jak postępować z synami. Wprawdzie często opowiada, jak radziła sobie z dziećmi, ale nie mam wrażenia, że mnie instruuje. Dzięki niej przestałam stresować się tym, że nie mam pokarmu, i bez wyrzutów sumienia przeszłam na butelkę.

„Zawsze dokarmiałam butelką! Nie ma się czym martwić!” – powiedziała i trochę mi ulżyło. Ma nowoczesne podejście do życia, nie uważa, że kobieta powinna poświęcać się rodzinie, i tutaj się zgadzamy. Myślę, że połączył nas pogląd na wiele spraw. Kiedy pomalowałam sypialnię na ciemny kolor, była jedyną, która nie kręciła nosem. W gruncie rzeczy jesteśmy podobne: energiczne, lubiące nowości, ciekawe świata.

Na teściów trzeba mieć sposób
Mam układ z mężem. To on przeprowadza z rodzicami trudne rozmowy. Oczywiście, nie krępuję się powiedzieć wprost, żeby nie kupowali dzieciom czekolady, ponieważ są na nią uczulone. Chodzi raczej o takie rzeczy, jak to, że znowu nie pojedziemy do nich na działkę, bo chcemy pójść do kina ze znajomymi lub że wolimy dostać na imieniny pieniądze niż konkretny prezent.

W ten sposób wciąż pozostaję „tą dobrą”, bo wysyłam im pozytywne komunikaty. Pewnie, że teściowie czasami nas denerwują, ale na ich wady staramy się patrzeć przez palce.

Dobrym relacjom sprzyja samodzielność. Nigdy nie uzależniliśmy się od nich finansowo, nie pożyczaliśmy pieniędzy, nie żądaliśmy opieki. Ja nie biegam na skargę do teściowej, mąż nie żali się na mnie.

Dzięki temu traktują nas jak odpowiedzialnych ludzi, którzy odcięli pępowinę. Poza tym miałam chyba szczęście, że w tej loterii trafiłam na fajną kobietę!

Co na to psycholog? Joanna Kruszyńska-Buryta: Przyjrzyjmy się relacji z własną matką

Czy możemy mieć wpływ na to, jak układają się stosunki z teściową? Czy można je pozytywnie zaprogramować?

Zanim zaczniemy budować nasze relacje, warto przyjrzeć się stosunkom z własną matką. Odbiór teściowej często jest efektem oczekiwań bazujących na tym, czego doświadczyłyśmy w domu. Jeżeli jako córki czujemy się kochane i akceptowane, prawdopodobnie będziemy spodziewały się podobnych zachowań ze strony teściowej.

Natomiast jeśli z matką byłyśmy w ciągłym konflikcie, możemy być także uprzedzone do matki męża. Na szczęście jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że możemy budować partnerskie relacje z teściową z pozycji dorosłego, a nie dziecka. Próbować nowych, odmiennych zachowań.

Przede wszystkim kierujmy się empatią, także w stosunku do samej siebie. Dbamy o własne potrzeby, ale zauważajmy potrzeby innych. Otwarcie wyrażajmy uczucia, nawet te bolesne. Jeśli coś nam nie pasuje, nie bójmy się mówić „nie”, lecz przyjmujmy także „nie” od drugiej strony. A najważniejsze, próbujmy natychmiast przegadać wszelkie nieporozumienia.

Relacje się poprawiły, gdy moja mama zachorowała
Kinga, 29 lat, 4 lata po ślubie

W sytuacji kryzysowej teściowa okazała mi dużo serdeczności i zrozumienia. Na początku małżeństwa nie układało mi się z teściową najlepiej. Była chyba zazdrosna, że nie jest już jedyną kobietą w życiu Kamila. Niby wszystko było w porządku, ale czasem słyszałam ogólne uwagi typu: „Dobra gospodyni ugotuje, upierze, uprasuje i jeszcze dobrze wygląda”. A ja wtedy jeszcze nie gotowałam, a prasowanie należało do mojego męża.

Dziś myślę, że może byłam za bardzo wyczulona i wszystko brałam do siebie. Często dąsała się na nas, że za rzadko do nich przyjeżdżamy, że ich nie zapraszamy. A to był przecież nasz pierwszy wspólny rok! Pragnęliśmy nacieszyć się sobą, dużo podróżowaliśmy, prawie nie siedzieliśmy w domu. Teściowa nalegała, żebyśmy co niedziela przychodzili na obiady, ale nam ciągle coś wypadało, w rezultacie jedliśmy u nich raz w miesiącu. Wiem, że uważała, że odsuwam od niej syna.

Nie mogłam się pozbierać To było dwa lata temu, w maju. Po południu zadzwonił tata, nie mógł wydusić z siebie słowa, płakał. Wiedziałam, że coś się stało. Moja mama miała zawał. Zawsze dużo pracowała, przejmowała się wszystkim, była nieuleczalną perfekcjonistką. Tyle razy jej mówiłam, żeby wyluzowała i wreszcie sobie odpuściła. Z pracy zabrało ją pogotowie. Byłam wtedy w czwartym miesiącu ciąży. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale to były dla mnie ciężkie dni. Jestem jedynaczką i miałam poczucie, że zostałam z tym wszystkim sama. Z tatą nie chciałam rozmawiać, żeby go nie denerwować, bo bardzo źle znosił całą sytuację.

Przesiadywałam w szpitalu, ciągle płakałam, byłam potwornie rozdrażniona. Z drugiej strony wiedziałam, że w moim stanie nie wolno się denerwować. Bardzo wspierał mnie mąż i… teściowa. Przyjeżdżała do szpitala z termosami ciepłej zupy, gotowała dla nas obiady, często odwiedzała moją mamę. Przytulała mnie jak małą dziewczynkę, dodawała otuchy. Jestem jej za to wdzięczna do dziś. Od tamtej pory wiele się między nami zmieniło. A jednak potrafimy być sobie bliskie Teraz mogę szczerze powiedzieć, że mamy bardzo dobre, serdeczne układy. Choroba mojej mamy przełamała lody. A może to była tylko kwestia czasu? Teraz wigilię spędzamy razem: my, moi rodzice i teściowie. Wcześniej najpierw jechaliśmy do jednych, potem do drugich. Jakoś poukładałyśmy sobie tę relację. Gdy moja mama wyszła ze szpitala, wróciłam do domu i pierwsze, co zrobiłam, to za dzwoniłam do teściowej. Po dziękowałam jej, że była przy mnie. Następnego dnia zjawiła się z rosołem. Był to chyba pretekst, żebyśmy mogły pogadać w cztery oczy. Wtedy wyznała, że jej syn dobrze wybrał. I cieszy się, że zostanie babcią, chociaż wcześniej miała z tym problem. To słowo nie mogło jej przejść przez gardło. Nie potrafiła pogodzić się z tym, że mimo stosunkowo młodego wieku wchodzi w kolejny etap życia. Ale gdy Julka przyszła na świat, kompletnie zwariowała. Obsypuje ją prezentami, bawią się godzinami, chodzą na spacery. A ja się cieszę, że moja córka ma superbabcię!

Co na to psycholog? Agnieszka Borowska: Nie przypisujmy złych intencji

Małżeństwo jest dużą zmianą, nie tylko dla młodych, ale również dla ich rodziców. Zwłaszcza gdy dysproporcja między marzeniami a realnością jest spora, tym większa może pojawić się frustracja.

Bohaterka i jej mąż mieli potrzeby, które były sprzeczne z oczekiwaniami teściowej. Ona chciała spędzać z nimi jak najwięcej czasu w myśl zasady, że nie straciła syna, a zyskała córkę. I nie ma w tym niczyjej winy.

Po prostu tak chciała pokazać akceptację dla tego małżeństwa. Prawdopodobnie czuła się samotna, gdy syn się wyprowadził. A Młode małżeństwo budując swój związek, potrzebuje odizolowania się na jakiś czas.

Niekoniecznie musiało dojść do choroby mamy Kingi, żeby panie mogły się do siebie zbliżyć. Przypuszczam, że w tym właśnie momencie zapomniały o swoich oczekiwaniach, skupiły się na innej osobie.

Dały sobie przyzwolenie i przestrzeń na przeżywanie sytuacji na swój specyficzny sposób. To dopiero sprawiło, że zobaczyły ludzkie oblicze w drugiej kobiecie.

A Kinga wykazała się obiektywizmem. To konieczne, by nie demonizować osoby, której z zasady i niesłusznie możemy przypisywać złe intencje. Dbanie o swoje potrzeby w relacji nie oznacza bycia egoistą.

Nie wiem, czy uda nam się dogadać
Anita, 27 lat, rok po ślubie

Mieszkanie z teściami wymagało ode mnie nauczenia się trudnej sztuki dyplomacji. Mieszkam z teściową pod jednym dachem. To chyba najgorsze rozwiązanie z możliwych. Pomimo tego, że dom jest duży, a my mieszkamy na piętrze, czuję się tak, jak bym nie była u siebie. Ona wpada do nas bez pukania, mam wrażenie, że rozgląda się po kątach. Ostatnio stwierdziła, że musimy częściej wietrzyć mieszkanie, bo jak się wda wilgoć, to przecież nie będzie robiła remontu.

Często, gdy nas nie ma, wchodzi i sama otwiera okna. Prosiłam męża, by z nią o tym porozmawiał, ale na razie nie umie się na to zdobyć.

Mamy całkiem inne podejście do życia
Moja teściowa nigdy nie pracowała. Nie mam nic przeciwko temu, nie każdy musi robić karierę, ważne, żeby być w zgodzie ze sobą. Nie można jednak innym narzucać własnych poglądów. Ja jestem aktywna, nie tylko zresztą zawodowo.

Chcę spróbować wielu rzeczy, dopóki nie mamy dzieci. Po studiach zaczęłam pracować w dziale marketingu w dużym koncernie. Ta praca bardzo mnie wciągnęła: promocje, udział w imprezach, współpraca z agencjami reklamowymi, ciekawi ludzie.

Zresztą mąż też dużo pracuje i jeszcze kończy studia podyplomowe – takie czasy. Teściowa uważa, że nie rozumiem, co jest naprawdę ważne. Według niej dzieci to priorytet i właściwie już powinniśmy starać się o ciążę. „Pierwsze dziecko trzeba urodzić przed trzydziestką, a tobie zostało niewiele czasu” – mówi. Mam dość tych tekstów i uwag: „Musicie kupić to…”, „Musicie zrobić tamto…”.

Chciałabym wyprowadzić się i znaleźć własny kąt. Żałuję, że zgodziłam się przenieść do teściów. Ale wydawało się, że to idealne wyjście. Wygodne mieszkanie bez kredytu blisko centrum. Koleżanki gnieżdżące się w wynajętych kawalerkach mówiły, że jestem szczęściarą. Jak się okazuje, nie jest to takie proste.

Mąż nie widzi problemu
Mojemu mężowi nie przeszkadza to, że mama wietrzy mieszkanie podczas naszej nieobecności, bo tak robiła zawsze. Dla niego po ślubie niewiele się zmieniło, wciąż tkwi w rodzinnym systemie.

Ostatnio zaczęło mnie denerwować, że teściowa robi nam pranie. Niby nic, ale przecież podkreśla tym, jak mało dbam o Jacka. I że ona wciąż gra pierwsze skrzypce.

Gdy próbowałam z nią o tym rozmawiać, wyjaśniła, że chce tylko pomóc. Prawie się rozpłakała, a Jacek i teść zaczęli na mnie patrzeć z wyrzutem. Na mnie nie zrobiło to wrażenia, bo coraz częściej czuję się manipulowana…

Co na to psycholog? Agnieszka Szwejkowska: Postaw granice, naucz się negocjacji

Pani Anita jest w trudnej sytuacji. Mieszkanie z rodzicami sprawia, że małżonkowie nie czują się swobodnie. Dzielenie domu z teściową oznacza, że trzeba nauczyć się żyć razem.

Zaakceptować obyczaje i nawyki domowników, dostosować do reguł. W przypadku Anity teściowa chce, żeby było im u niej dobrze. Prawdopodobnie jej brak taktu nie wynika ze złych zamiarów. Jednak to „dobrze” jest zgodne wyłącznie z jej definicją. Niestety, mieszkanie z teściową oznacza zgodę na to, że jeszcze jedna osoba decyduje o życiu małżeńskim młodej pary. Kłopot zaczyna się, kiedy obie strony mają inną hierarchię wartości. Teściowe zazwyczaj myślą, że z racji doświadczenia mają prawo do podsuwania dobrych w ich mniemaniu rad.

Nadmiernie zainteresowanie życiem młodego małżeństwa może wynikać z braku własnych zajęć. To wcale nie znaczy, że musimy tolerować tę sytuację. Im wcześniej postawimy granice, im szybciej ustalimy nowe zasady, tym lepiej. Nastawmy się jednak na dłuższy proces negocjacji. Wyjaśnijmy nasz punkt widzenia, tłumaczmy, skąd bierze się nasze zachowanie, reagujmy stanowczo, ale życzliwie. I bądźmy czasem skłonni do kompromisu.

źródło: mamdziecko.interia.pl