Libijska ropa na Malcie, fundusze UE w Europie Środkowej, pralnie pieniędzy w Niemczech… Włoskie mafie nadal świetnie radzą sobie w Europie.

Dziennikarze „La Repubblica” oskarżyli przed tygodniem władze Malty o to, że – pomimo wezwań ze strony Rzymu – nadal nie przeciwdziałają przemytowi ropy z Libii do krajów Unii Europejskiej.

Sprawa znalazła się w centrum zainteresowania kilkunastu mediów z „Daphne Project”, których dziennikarze śledczy szukają winnych morderstwa maltańskiej dziennikarki Daphne Caruana Galizia zamordowanej jesienią 2017 r. Maltanka opisywała m.in. czarny biznes na libijskiej ropie, w który – zdaniem sycylijskich śledczych – jest zaangażowany jeden z mafijnych klanów Cosa Nostry z Katanii.

Skradziona ropa ma być przepompowywana między tankowcami na Morzu Śródziemnym niecałe 20 km od Malty, a potem „legalizowana” w Valetcie przez maltańsko-libijskie organizacje handlowe, które na papierze zamieniają ten trefny towar np. w ropę z Arabii Saudyjskiej. Pieniądze między kupcami z Europy a libijskimi watażkami mają być przelewane m.in. za pośrednictwem firm w raju podatkowym na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.

Włoska policja już w 2017 r. zatrzymała Maltańczyka Darrena Debono (niegdyś piłkarza maltańskiej drużyny narodowej) pod zarzutem współorganizowania przemytu ropy z Libii, ale pomimo to – jak piszą dziennikarze z „Daphne Project” – władze Malty zrobiły bardzo niewiele, by wyjaśnić i zatrzymać proceder.

Dziennikarskie badanie podejrzeń, że trwająca od paru lat bierność (a może i przyzwolenie) urzędników i polityków z Malty nie jest bezinteresowna, były jednym z niebezpieczniejszych tematów dziennikarki Daphne Caruany Galizii. Egzekucji dokonano w stylu mafii sycylijskiej (zwłaszcza z jej najbrutalniejszego okresu w latach 80. i 90. XX w.), czyli poprzez eksplozję samochodu, którym jechała dziennikarka. Jednak to tylko jeden z wątków śledztwa w sprawie jej śmierci.

Kalabryjczycy na Słowacji?

Natomiast w stylu zupełnie „niemafijnym”, czyli nie w miejscu publicznym, w prywatnym mieszkaniu i po cichu, zgładzono w lutym słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka. Włoscy eksperci przekonują, że jeśli dokonano tego na zlecenie mafii, to wykonawcami raczej byli miejscowi. Kuciak zajmował się interesami kalabryjskiej ‚Ndranghety na Słowacji (i jej domniemanymi powiązaniami z ludźmi władzy), która miałaby działać w tym kraju już od kilkunastu lat.

To byłby dowód ekspansji Włochów znacznie odleglejszej niż w przypadku – sąsiadującej z Italią – Malty. Jednak Roberto Saviano (autor „Gomorry”) pisze, że mafiosów już przed laty do niektórych krajów młodszej części UE skusiły fundusze unijne.

Ludzie włoskich mafii mają wielką praktykę w przechwytywaniu inwestycji z pieniędzy publicznych (w tym z pieniędzy unijnych), bo to ich najbardziej stabilny biznes także we Włoszech. Do niedawna w ekspansji do innych krajów Europy celowała kalabryjska ‘Ndrangheta i neapolitańska Camorra (pierwsza „kolonizuje” wybrane obszary, drugiej wystarcza ustanawianie swoistych forpoczt), ale kryzysowa zapaść m.in. na rynku budowlanym na Sycylii sprawiła, że od paru lat swych sił w Europie coraz częściej próbuje Cosa Nostra (mająca ponadstuletnie więzi z mafią w USA).

Badacze z Uniwersytetu Turyńskiego piszą w opracowaniu „La Questione delle Mafie Italiane all’Estero” o trzech ścieżkach mafijnych migracji. Pierwsza dotyczy uciekinierów przed włoskim wymiarem sprawiedliwości , którzy osiedlają się m.in. we Francji.

Druga wiąże się z obsługą szlaków przemytniczych, głównie narkotykowych (m.in. w Hiszpanii i Holandii). Trzeci ścieżka to migracja mafiosów w „białych kołnierzykach” (choć czasem z dość krwawą przeszłością) zajmujących się inwestowaniem mafijnych pieniędzy w legalne biznesy – jednym z ich ulubionych miejsc ma być Szwajcaria.

Mafia w Niemczech

Mafijne placówki w krajach UE poza Włochami pomagają też w handlu podróbkami, co jest specjalnością Camorry. Unijna agenda Eurojust podaje niedawny przykład silników kupowanych od Chińczyków za 35 euro, które pod Neapolem z zewnątrz (i w ich dokumentacji) podrasowywano na silniki sprawdzonych zachodnich firm kosztujących po ponad 1,2 tys. euro, a następnie rozprowadzano w około 20 krajach Europy po 400 euro za sztukę. Zasadniczo nie trafiały do sprzedaży detalicznej, lecz były wmontowywane do maszyn, a dopiero te sprzedawano w sklepach na terenie UE.

Bliskość do portów w Rotterdamie i Antwerpii (są bramami do Europy dla narkotyków z Ameryki Łacińskiej) oraz zamożność sprawiają, że Niemcy przyciągają i mafiosów przemycających narkotyki, i mafijnych uciekinierów, i tych piorących pieniądze oraz inwestujących w legalną gospodarkę.

Natomiast szczególnym przypadkiem był – opisywany przed dekadą – nielegalny eksport włoskich śmieci przez neapolitańską Camorrę do wschodnich landów Niemiec. Ale śmieciom zdarzało się wędrować także w przeciwnym kierunku – na wysypiska we włoskiej Kampanii bezprawnie wyrzucano niezutylizowane odpady przemysłowe prawdopodobnie także z Niemiec. Wprawdzie włoskie firmy pobierały niemałe opłaty za zneutralizowanie tych odpadów, ale potem odkupowali je biznesmeni z Camorry.

Niemiecka dziennikarka Petra Reski, autorka książek o włoskiej przestępczości zorganizowanej, pisze, że pod względem obecności mafii Niemcy są drugim krajem Europy po Włoszech. A silnym magnesem ma być mnóstwo okazji inwestycyjnych w legalną gospodarkę, co pomaga mafiom prać pieniądze. Pranie pieniędzy może być też usługą świadczoną dla innych organizacji przestępczych za prowizją szacowaną przez Europol na co najmniej 5 procent.

Drastycznym znakiem obecności mafii w Niemczech była śmierć sześciu osób w strzelaninie w Duisburgu w 2007 r., która najprawdopodobniej była wewnętrznym porachunkiem pomiędzy klanami ‘Ndranghety. W styczniu 2013 r. policja zatrzymała w Kolonii kilkunastu Niemców i Sycylijczyków w związku z mafijnymi szwindlami podatkowymi.

Inne śledztwo wykazało w 2015 r., że na spory ośrodek legalizowania pieniędzy wyrósł Erfurt, skąd kalabryjscy mafiosi zarządzali praniem funduszy w około 20 firmach i 30 restauracjach od Lipska, przez Drezno, Monachium po Münster.

Na początku tego roku policja w Niemczech i we Włoszech zatrzymała ponad 170 osób podejrzewanych m.in. o narzucanie włoskim restauracjom w Niemczech swych dostaw wina i składników na pizzę.