Nie będzie prawie 8 mld zł ze sprzedaży drewna w Lasach Państwowych, a z tego fajnych pensji, remontów leśniczówek. Nie starczy na kilkaset milionów podatków odprowadzanych do budżetu państwa. Leśnicy będą chodzić po lesie i pilnować, aby rósł, a nie produkować materiał na deski.

Tak się skończy najnowszy pomysł eurourzędników z Brukseli, polegający na drakońskim ograniczeniu wycinania lasów w całej Unii. Mają one służyć pochłanianiu dwutlenku węgla z atmosfery i przyczyniać się do osłabiania efektu cieplarnianego.

W 2021 roku lasy będą szczególnie chronione, ponieważ pochłaniają rocznie około 10 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w UE. To oznacza koniec złotych czasów Lasów Państwowych, „życia na bogato” z wycinania lasów w Polsce i sprzedaży drewna.

Polscy dyplomaci w Brukseli właśnie przegrali z urzędnikami, lobbystami i inspirującymi ich ekologami w sprawie inicjatywy nazywanej „LULUCF”. Komisja Europejska opracowała przepisy, które spowodują, że powstaną limity na wycinanie lasów, podobnie jak przed laty funkcjonowały limity na produkcję mleka od krów albo produkcję cukru.

Dokładniej, wycięcie kawałka lasu ma oznaczać, że leśnicy przyczynią się do emisji CO2 ponieważ drzewa, nie będą już pochłaniać gazu. Takie działanie zostanie rozliczone w bilansie gazów cieplarnianych dla Polski. Projekt uderza w dwa „lesiste kraje” Wspólnoty – Polskę oraz Finlandię.

Koniec złotej ery Lasów Państwowych

Pozyskanie drewna w Polsce miałoby spaść do poziomu średniej z lat 2001-2009. To o kilka milionów m3 mniej niż obecnie. To oznacza ryzyko, że Lasom Państwowym, finansującym się ze sprzedaży surowca (prawie 8 mld zł przychodu w 2017 roku), zabraknie nawet 2 mld złotych w budżecie – dowiaduje się nieoficjalnie Wirtualna Polska.

Bez tych pieniędzy trudno będzie utrzymać dotychczasowy system płac i socjal w Lasach Państwowych. Przeciętna pensja wynosi ok. 7,7 tys. zł.

Do niedawna Lasy Państwowe odprowadzały do budżetu państwa kilkaset milionów specjalnego podatku. Ostatnia rata z łącznej kwoty 1,6 mld złotych wyniosła 200 mln zł. Zysk państwowej spółki wyniósł ostatnio 432 mln zł.

Kłopoty z surowcem dotkną również branżę producentów mebli. Dotąd bardzo chwaloną przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Przegrana polskiej dyplomacji

Leśnicy wskazują, że głównym winowajcą jest ich były szef prof. Jan Szyszko. Jako minister ochrony środowiska, nie tylko nie zdusił groźnego pomysłu eurourzędników w zarodku, ale w grudniu 2017 roku zaakceptował wstępne porozumienie w sprawie LULUCF.

Wcześniej miał w swoim stylu przekonywać urzędników, że w Polsce „czynimy sobie ziemię poddaną”. Sam prof. Szyszko nie udzielił komentarza WP.

Jak mówi jeden z dyplomatów zaangażowanych w negocjacje, sprzeciw Polski trafiał w próżnię, ponieważ w tym samym czasie obciążała nas afera z wycinką Puszczy Białowieskiej. No i poszło.

W październiku ubiegłego roku Rada, przy sprzeciwie Polski i Chorwacji, przyjęła swoje stanowisko w sprawie LULUCF. Następnie 14 grudnia Maroš Šefčovič, komisarz ds. unii energetycznej mógł ogłosić pełny sukces, czyli porozumienie wszystkich krajów w sprawie tzw. „wniosku legislacyjnego” dotyczącego realizacji celów klimatycznych.

– Negocjacje między instytucjami już się zakończyły, Rada ma formalnie przyjąć przepisy w przyszłym tygodniu. Polska będzie składać oświadczenie do protokołu Rady, w którym wyrazimy niezadowolenie z ich kształtu

– mówi Martyna Bildziukiewicz z Przedstawicielstwa RP przy UE w Brukseli.