Lekarze przyznają, że wysoka temperatura w szpitalach to problem dotykający wielu polskich placówek. Jak radzą sobie z upałami w szpitalu?

Polskie szpitale prowadzą walkę z upałami, na razie jednak szala zwycięstwa przechyla się na stronę wysokiej temperatury. Pacjenci skarżą się na skwar na oddziałach, a personel rozkłada ręce – wszystkiemu winny brak pieniędzy.

– W czerwcu leżałam na oddziale neurologicznym w szpitalu im. Gabriela Narutowicza w Krakowie. W oknach były rolety, ale popołudniami i tak było bardzo gorąco – mówi w rozmowie z Gazeta.pl pani Magda.

– Okien nie dało się otworzyć, więc o wietrzeniu nie było mowy. Ratowały nas drzwi wyjściowe z oddziału, bo znajdowały się zaraz obok naszej sali i czasem wpadło trochę chłodnego powietrza – dodaje była pacjentka szpitala. Według pani Magdy szpitalne salowe miały powiedzieć pacjentom, że „tak już musi być i koniec”.

„Silne upały, które mają miejsce od dłuższego czasu, są uciążliwe zarówno w różnych miejscach miasta, jak i w Szpitalu” – przyznaje dr Agnieszka Marzęcka, Zastępca Dyrektora ds. Pielęgniarstwa i Zarządzania Jakością, rzeczniczka prasowa placówki.

Aktualnie jeszcze nie wszystkie pomieszczenia szpitala są klimatyzowane, więc uciążliwości związane ze słońcem ograniczamy na przykład przez założone rolety. Sukcesywnie w miarę możliwości montowana jest też klimatyzacja w pomieszczeniach szpitalnych
– dodaje przedstawicielka placówki.

Klimatyzację założono w krakowskim szpitalu dotychczas m.in. na blokach operacyjnych, Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii, na SOR, na sali noworodków, na sali zabiegowej Oddziału Położnictwa i Ginekologii z Onkologią, w sali zabiegowej na kardiologii.

Podobną sytuację relacjonował na Twitterze w ostatnich dniach anestezjolog Grzegorz Siwek, członek Porozumienia Rezydentów OZZL. Lekarz opublikował zdjęcie termometru, który miał znajdować się w jednej z sal zabiegowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Termometr wskazywał temperaturę 28 stopni Celsjusza.

„Przełożeni o tym wiedzą, nikt nic nie robi. Pielęgniarka na przerwy między zabiegami musi wynosić leki z tego pomieszczenia, bo się rozkładają…” – pisze Grzegorz Siwek.

Maria Włodkowska, rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, poinformowała naszą redakcję, że placówka nie będzie odnosić się do wpisu Grzegorza Siwka. Jak dodała, klimatyzacja zamontowana jest na blokach operacyjnych i „w pomieszczeniach, w których jest wymagana”, czyli np. tam, gdzie przechowuje się leki.

Wśród lekarzy rezydentów krąży też zdjęcie termometru, które według autora ma pochodzić z jednej z poradni Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Rtęć w słupku dociera do 29 stopni Celsjusza.

Wydział prasowy MSWiA w przesłanym nam oświadczeniu podkreśla, że w szpitalu klimatyzowane są m.in. bloki operacyjne, sale intensywnej terapii, apteka szpitalna oraz część zmodernizowanych oddziałów.

Tam, gdzie wymagane są odpowiednie temperatury, stosowane są również przewoźne agregaty schładzające. Szpital od kilku lat sukcesywnie remontuje kolejne oddziały i przychodnie, aby stale podnosić standard obsługi pacjentów. Należy jednak pamiętać, że jest to budynek powstały w latach 50. ubiegłego wieku, dlatego jego modernizacja jest procesem długotrwałym.
– wyjaśnia resort.

Jedna z lekarek opisuje z kolei na facebookowym forum rezydentów przypadek, w którym w gabinecie zabiegowym w szpitalu w woj. śląskim temperatura przekraczała już 30 stopni Celsjusza. Z obawy przed konsekwencjami nie chce ujawniać nam nazwy placówki.

– Sprawa się poniekąd rozwiązała, dziadkowie jednego z pacjentów w ramach wdzięczności chcieli ufundować do dyżurki lekarskiej klimatyzację, ale wiedząc, że w gabinecie zabiegowym jest gorzej, oddaliśmy ten sprzęt właśnie tam – mówi nam kobieta. – Niestety na izbie przyjęć sprawa jest wciąż aktualna. Cały szpital przechodzi remont, ale nie wiem, czy w planach jest założenie klimatyzacji – dodaje.

Grzegorz Siwek z Porozumienia Rezydentów OZZL opowiada nam historię znajomej lekarki, która rodziła w powiatowym szpitalu. – Ginekolog musiał obwiązywać sobie głowę ręcznikiem, żeby nie skapywał mu pot z czoła – mówi.

„Dyrektorzy są rozsądni, po prostu brakuje pieniędzy”
Lekarze przyznają, że wysoka temperatura w szpitalach w upalne dni to problem dotykający wielu polskich placówek. – W szpitalach standardem jest klimatyzacja na salach operacyjnych, zdecydowanie rzadziej pojawia się na salach chorych – mówi w rozmowie z Gazeta.pl Damian Patecki, rezydent anestezjologii i intensywnej terapii, działacz Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Łódzkiem.

Według anestezjologa Ryszarda Kijaka z zarządu krajowego OZZL zaniedbania sięgają jeszcze czasów poprzedniego ustroju, w którym „prawie nikt nie słyszał o takim wynalazku jak klimatyzacja, traktowanym jako wyraz wyuzdania kapitalistycznego”. Twierdzi, że nawet jeśli w szpitalach zamontowana jest klimatyzacja, to bywa źle zaprojektowana.

Zamiast – tak jak w hotelach – zindywidualizować klimatyzację dla każdego pomieszczenia oddzielnie, w celach oszczędnościowych instaluje się ją segmentowo, czyli dla całych zespołów pomieszczeniowych. W takim układzie nie da się obniżyć temperatury np. w jednej sali chorych danego oddziału szpitalnego, nie angażując systemu do obniżania temperatury w innej sali, która jest nieużywana.
– wskazuje lekarz.

Szpitalny personel robi więc, co może, by ulżyć pacjentom.

Musimy odpowiednio dostosować płynoterapię pacjentów. Tym, co mogą, zalecamy nawadnianie doustne, a u tych, którzy nie są w stanie pić – kroplówki. Część lekarzy sama się składa na klimatyzatory w dyżurkach. W najgorszej sytuacji jest personel pielęgniarski i rehabilitanci, bo wykonują ciężką, fizyczną pracę, która w tych warunkach jest szczególnie trudna
– mówi Grzegorz Siwek.

Kto jest winnym takiej sytuacji? Według lekarzy diagnoza jest prosta. – Większość dyrektorów to rozsądni ludzie, starają się zapewnić pracownikom i pacjentom jak najlepsze warunki. Jeśli tego nie robią, to nie wynika z ich złej woli, tylko z tego, że większość z nich ma na karku komornika i ogromne zadłużenie. Szpitali nie stać na inwestycje – twierdzi Damian Patecki.

– Brakuje pieniędzy na bardzo wiele rzeczy, a ja zarządzam włączenie klimatyzacji kilka czy kilkanaście dni w roku, kiedy jest ona niezbędna – mówiła kilka dni temu w rozmowie z Polsat News Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.

Przepisy milczą
Choć może to wydawać się zaskakujące, pacjenci i lekarze pragnący chłodu nie mogą odwoływać się do polskiego prawa. „Nie ma przepisów jasno i precyzyjnie określających maksymalną wysokość temperatury, w jakiej może odbywać się leczenie” – wskazuje Marta Żbikowska z wielkopolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

„Przepisy BHP mówią jedynie, że temperatura w miejscu pracy nie może być niższa od 14-18 stopni C i nie wyższa niż 30 stopni C w przypadku młodocianych” – tłumaczy Bernadeta Trawka z opolskiego NFZ. Normami objęte są jedynie sale operacyjne, gdzie temperatura powinna wynosić 24 stopnie.

Rozporządzenie Ministra Zdrowia mówi jednak, że „w przypadku nadmiernego naświetlenia pokoi łóżkowych instaluje się w nich urządzenia przeciwsłoneczne”. Stąd instalowane tam rolety lub żaluzje.

Jak udało nam się dowiedzieć, do NFZ-ów m.in. w Olsztynie, Krakowie, Poznaniu, Kielcach, Łodzi i Rzeszowie nie zgłaszano w tym roku skarg w związku z wysoką temperaturą na oddziałach i w gabinetach zabiegowych.

„W 2018 roku była jedna taka sprawa” – informuje Joanna Narożniak z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie. Dotyczyła upału na salach operacyjnych jednego ze stołecznych szpitali. W placówce została przeprowadzona kontrola.

„Dyrekcja szpitala poinformowała, iż wyłącza z eksploatacji blok operacyjny B i C, a wszystkie operacje przeniesione zostały na blok A. Przyczyną zamknięcia bloków była awaria agregatu i zbyt wysokie koszty naprawy i zakupu nowego” – tłumaczy Joanna Narożniak.

„Oczywiście pacjent ma prawo złożyć skargę do NFZ, ale zgodnie z kompetencjami zostanie ona przekazana do Państwowej Inspekcji Pracy czy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej” – wyjaśnia Beata Szczepanek ze świętokrzyskiego NFZ.

źródło: wiadomosci.gazeta.pl