Książę Harry żeni się z rozwódką z USA. Teraz to już nie skandal, tylko okazja do zabawy

Brytyjska rodzina królewska znowu „wstrząsnęła” światem. Takie można przynajmniej odnieść wrażenie patrząc na media. Najpierw kolejne dziecko Williama, a teraz ślub Harry’ego. Szał. Tymczasem Brytyjczycy po prostu korzystają z okazji do imprez.

– Cieszę się ze ślubu, bo to fajne wydarzenie – mówi Wirtualnej Polsce John Beauchamp, dziennikarz polsko-brytyjski. – Jednak bardziej przeżywałem ślub księcia Williama z Kate.

To moje pokolenie i znam niektórych z tych ludzi. Kate była w równoległej klasie w szkole i razem chodziliśmy na fizykę, więc mam bardziej osobiste odniesienie.

Kluczowe znaczenie dla przyszłości księcia Harry’ego i jego ślubu z Meghan Markle, starszą od niego o 3 lata rozwódką z USA, ma fakt, że 34-letni książę jest szósty w kolejności do brytyjskiego tronu. Henryk z Walii, albo Henryk Karol Albert Dawid Windsor, bo tak oficjalnie nazywa się popularny Harry, jest młodszym synem Karola i Diany i dzięki temu może o więcej niż jego starszy brat William.

Tak się bawią brytyjskie dzieci w przedszkolu w przededniu „ślubu roku”

Jeszcze niedawno taki ślub byłby skandalem

Jeszcze na początku panowania królowej Elżbiety taka historia miłości była niemożliwa. Sama odziedziczyła koronę dlatego, że brat jej ojca, król Edward, od królestwa wolał małżeństwo z amerykańską rozwódką. Nieszczęśliwe zakończył się też romans siostry królowej, księżniczki Małgorzaty, z Peterem Townsendem.

Na szczęście dla Harry’ego i Meghan od tamtej pory minęło ponad pół wieku, a ich ślub nie jest już uważany za zagrożenie dla ustroju i porządku prawnego Zjednoczonego Królestwa.

– Trzeba też pamiętać o Brytyjczykach, których to po prostu nie interesuje – zauważa Beauchamp dodając, że takich ludzi wcale nie jest mało. – Dla innych ślub królewski jest niczym więcej, jak powodem do imprezy. Podobnie wygląda sprawa z urodzinami królowej i wszelkimi innymi świętami rodziny królewskiej. To po prostu świetna okazja do zabawy, a wiadomo, że Anglicy lubią takie rzeczy – dodaje.

Dziennikarz przyznaje, że pomimo medialnego szumu najpierw wokół następnego „royal baby”, a teraz „royal wedding”, Brytyjczycy wiedzą, że istnieją poważniejsze sprawy, niż celebryckie poczynania arystokratów. Uważa, że nie należy przeceniać zainteresowania rodziną królewską.

Cienka linia między arystokratami a celebrytami

– Poleciałem do Anglii na majówkę i wtedy wszyscy rozmawiali o Brexicie, a nie ślubie królewskim – mówi Beauchamp. – Pisma satyryczne naśmiewają się z wysokonakładowej prasy bulwarowej, która robi aferę z każdego, najdrobniejszego detalu związanego ze ślubem, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

Dla mnie aż takie zainteresowanie jest kuriozalne – rozmowa o celebryckim statusie rodziny królewskiej nie jest łatwa dla dziennikarza łączącego życie w Anglii i Polsce.

Przed dekady zarzucano królowej oderwanie od obywateli i od świata zewnętrznego. Elżbieta II jest pierwszą monarchinią, która dała Brytyjczykom wgląd w świat rodziny królewskiej.

– Może jest coś w zarzucie, że na skutek otwarcia na świat zewnętrzny i kontakty z mediami rodzina królewska staje się swego rodzaju celebryckim cyrkiem – z powściągliwością stwierdza Beauchamp. – Byłbym skłonny zgodzić się z tą tezą, ale niechętnie. Niechętnie, bo monarchia nadal stanowi trzon brytyjskości.

Myślę, że ludzie atakujący monarchię nie rozumieją, że bez niej straciliby część swojej tożsamości. Wielka Brytania ma tak długą tradycję królów, że bez nich Brytyjczykom trudno byłoby znaleźć coś, z czym mogliby się identyfikować. Rodzina królewska jest jedyną instytucją, która łączy wszystkich Brytyjczyków – podkreśla.