Ksiądz Alfred Wierzbicki upomina polityków. „Jak długo będą w stanie patrzeć sobie w twarz?”

– Poseł jest wynajętym żołnierzem, ma głosować tak, jak chce partia. A tak być nie powinno. Polityka powinna być uprawiana przez ludzi samodzielnych, którzy mają własne zdanie i nie boją się go wypowiedzieć – ocenił ks. Alfred Wierzbicki. Biskupom też ma coś do zarzucenia.

– Osobiście zastanawiam się nad tym, dlaczego mój Kościół nie upomina się o niepełnosprawnych – powiedział w radiu TOK FM etyk z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. Alfred Wierzbicki. Jak podkreślił, „biskupi, którzy w znacznie bardziej błahych sprawach potrafią mówić głośno, tutaj – milczą”.

Jednocześnie przyznał, że są przedstawiciele Kościoła, którzy w tej sprawie zabierają głos. Mowa o kardynale Nyczu, siostrze Chmielewskiej czy biskupie Pieronku. – Ale uważam, że głos mojego Kościoła jest w tej sprawie zdecydowanie za cichy.

Dodam coś jeszcze. Brakuje wyobraźni miłosierdzia, czego uczył nas przecież Jan Paweł II. Wyobraźni miłosierdzia nie widzę ani po stronie państwa, ani po stronie Kościoła.

Ksiądz zaznaczył, że „bulwersuje to, że osoby publiczne, osoby zasłużone, z dużym autorytetem, które chciałyby przyjść, porozmawiać – nie są wpuszczane do parlamentu”. Sprzeciwia się też upolitycznianiu sprawy, ale przyznaje, że to nie takie proste.

– Gdy protestujący spotykają się z uporem władzy, która zdaje się lepiej wiedzieć, niż wiedzą matki niepełnosprawnych, co jest im potrzebne, wtedy właśnie sprawa staje się sprawą polityczną i obciąża rządzących – tłumaczył.

Nic nowego

Ks. Wierzbicki docenia w zachowaniu dzisiejszej władzy pewną prawidłowość. – Jestem w takim wieku, że pamiętam rozmowy toczące się przed wielu laty, gdy rodziła się Solidarność. I wtedy też przypominam sobie właśnie takie tępe, bezwzględne twarze rządzących.

Ich stanowisko też było takie jak teraz „nie, nie, nie”, ale potem to pękło. Dlatego wydaje mi się, że to jest postawa każdej władzy. Niezależnie od ideologii. Choć z punktu widzenia moralnego, ludzkiego jest to przerażające – ocenił.

Przypomniał też znaczenie określenia „parlament”. – Pochodzi od słowa „parlare”, czyli od „mówienia”. To powinno być miejsce sporu, dyskusji, ale na pewno nie miejsce restrykcji – powiedział i jednocześnie zapytał: – Czy Sejm jest dziś miejscem godności? Nie wpuszcza się dziennikarzy, gości, dzieci na wycieczkach – mówił.

– Wartości są niezniszczalne, ale rzeczywiście są okresy w dziejach określonych społeczeństw, że pewne wartości są zapominane. Solidarność też nie zrodziła się z powodu solidarności czy wolności, tylko z powodu chleba. Ale później to myślenie poszerzano, odkrywano.

Przede wszystkim zdano sobie sprawę, że nie można dłużej żyć w kłamstwie. Tym, co nam w tej chwili najbardziej dokucza, jest to podobny syndrom do tego, co było wcześniej, to jest właśnie ten wielki kokon kłamstwa, którym się nas coraz bardziej otacza – dodał.

„Jak oni długo wytrzymają”

Ks. Wierzbicki zwrócił uwagę, że nie każde dziecko objęte programem 500+ czy wyprawką szkolną 300 zł tych pieniędzy potrzebuje. – Uważam, że państwo bardzo niefrasobliwie to rozdaje. Trudno się więc dziwić rozżaleniu i smutkowi protestujących.

Gdy patrzę na to z boku, to zastanawiam się, czy nasze państwo rzeczywiście stać na rozdawanie 500+ czy 300+ wszystkim, bez wyjątku? A nie stać nas na wsparcie grupy niepełnosprawnych, która powinna być priorytetowa? – mówił.

Powiedział też słowa, nad którymi powinni zastanowić się politycy. – Jestem ciekaw, jak oni długo wytrzymają, jak długo będą w stanie patrzeć sobie w twarz. Nie tylko z tego powodu, co już zrobili z Polską, ale również z tego powodu, jak sami są upokarzani – stwierdził.

I dodał: – Oczywiście nie chcę tutaj wchodzić w duszę czy w myśli każdego indywidualnego posła, ale polityka stała się zawodem partyjnym. Poseł jest wynajętym żołnierzem, ma głosować tak, jak chce partia. A tak być nie powinno. Polityka powinna być uprawiana przez ludzi samodzielnych, którzy mają własne zdanie i nie boją się go wypowiedzieć.