Kołobrzeg +18° vs. Resko +32°C. Miasta dzieli odległość 55 km. Dlaczego tak się dzieje?

Polski biegun zimna od zawsze kojarzy się z Augustowem i Suwałkami. Kiedy w kraju panuje mróz i zamarzają nam włosy w nosie, to tam zawsze jest jeszcze zimniej. Ale istnieje jeszcze jeden wyjątek. Latem biegun zimna „przenosi się” nad morze, o czym przekonali się w środę mieszkańcy Kołobrzegu. Gdy w okół panował ogromny upał, tam było dwa razy chłodniej. A my wiemy dlaczego.

Internauci zaobserwowali na środowych mapach pogodowych ciekawe zjawisko. Otóż kiedy dookoła lał się żar z nieba, mieszkańcy Kołobrzegu i jego okolic mogli cieszyć się prawie dwukrotnie niższą temperaturą. – W tych okolicach było nawet mniej niż 18 stopni Celsjusza – mówi naTemat pracownik biura prasowego IMGW.

Jeden z profili pogodowych na Twitterze jako przykład tej różnicy podał miejscowość Resko, która oddalona jest od Kołobrzegu o 55 km i panowała tam temperatura o 14 stopni Celsjusza wyższa. Wiele osób w komentarzach pod postem pytało, jak to jest możliwe. Przecież obu miejscowości nie dzieli ogromna odległość, a temperatura panująca w nich wyraźnie się różni.

Ktoś napisał, ze chodzi o „wiatr znad morza”. Niestety tezę tę obala to samo zdjęcie, które zamieszczono na Twitterze. Widać na nim, że chociażby w Redzie czy na Helu było niemal równie gorąco, co w Resku, chociaż oba miasta leżą nad samym Bałtykiem. Ale wiatr po części maczał w tym wszystkim palce, tylko nie w taki sposób, jak myśleli internauci.

Prądy morskie?
Kołobrzeg i Ustka, przy sprzyjających wiatrach zamieniają się w letnie bieguny zimna, na co wpływ ma zjawisko upwellingu, które już nie raz namieszało w pogodzie w tej części Polski. – Widać na diagramach, że wiatr wiał wzdłuż wybrzeża z północnego wschodu. W tym przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem upwellingu – taka jest moja teoria – powiedział w rozmowie z naTemat.pl Jarosław Turała, prezes „Polskich Łowców Burz”.

Najprostsze tłumaczenie tego zjawiska to wypychanie przez prądy morskie na powierzchnię zimnej wody z dna Bałtyku, która ochładza temperaturę powietrza. Tak mieszkańcy Kołobrzegu, to właśnie dzieje się u brzegów waszej części morza.

Upwelling ma związek z ruchem obrotowym ziemi napędzającym ruch wody oraz ze wspomnianym wiatrem. To właśnie on ma głównie wpływ na upwelling na Bałtyku. Zaobserwował to ponad 100 lat temu szwedzki oceanolog i to od jego nazwiska nazwano to zjawisko „spiralą Ekmana”.

Chodzi w nim o to, że woda ogrzewa się lub ochładza w zależności od kierunku wiatru. Kiedy wiatr w Polsce wieje z zachodu, a tak jest praktycznie przez ponad 30 proc. dni w roku, to sprawia, że do polskich kurortów nadmorskich napływa ciepła woda i temperatura panująca tam, nie różni się od tej w innych częściach kraju.

Wiatr ze wschodu
Wszystko zmienia się, kiedy zawieje ze wschodu, a tak właśnie wiało w środę. Wtedy właśnie swoje działanie prezentuje upwelling, czyli „spirala Ekmana” i zimna woda jest wypychana na powierzchnię z głębi morza. To z kolei powoduje znaczny spadek temperatury powietrza. Pech, lub w przypadku upałów – szczęście, chciało, że pas wybrzeża Bałtyku koło Ustki czy Kołobrzegu jest pod działaniem tych zimnych prądów.

To sprawia, że Kołobrzeg jest stolicą zimnej wody, a czasami oazą zimna w upalne dni. Z jednej strony to dobrze, bo może przyciągnąć turystów lub okolicznych mieszkańców, którzy szukają schronienia przed gorącem. Z drugiej jednak może znacznie namieszać w biznesach hotelarzy i restauratorów. Wszystko zależy od tego, czy upwelling działa tam chwilowo, czy przez całe lato. Tak było tam m. in. w 2015 roku, kiedy średnia temperatura Bałtyku przy Kołobrzegu nie przekroczyła 16 stopni.

źródło: natemat.pl