Polscy chłopi to prymitywy, sadyści, kazirodcy i antysemici. Zdradzają swoje śmierdzące żony i kopulują ze zwierzętami. Oskarżają Żydów o mordowanie chrześcijańskich niemowląt. Nawet dzieci są degeneratami. Podpalają wiewiórkom futerka i patrzą, jak zwierzątka konają w męczarniach. Wszystkie te okrucieństwa dzieją się w czasie niemieckiej okupacji w Polsce. Ich świadkiem jest błąkający się po wsiach mały chłopiec – „uważany za cygańskiego lub żydowskiego przybłędę”. To bohater „Malowanego ptaka” – powieści Jerzego Kosińskiego. Książka przyniosła autorowi sławę. Utrwala opinie na temat Polaków, których echem są regularnie powtarzane na Zachodzie opinie o polskim udziale w Holokauście.

Jerzy Kosiński – absolwent historii i nauk politycznych łódzkiego uniwersytetu – wyjechał z komunistycznej Polski w 1957 roku na stypendium do Ameryki. Postanowił nie wracać. Dorabiał jako parkingowy i operator w kinie. Później znalazł pracę u starszej o prawie 20 lat multimilionerki. Miał tylko uporządkować bibliotekę. Został jej mężem. Kiedy bogaczka zmarła w 1968 roku, nie zostawiła mężowi ani grosza w testamencie. Ale wtedy Kosiński robił już karierę jako autor wydanego trzy lata wcześniej „Malowanego ptaka”.

Wyproszona recenzja

Książkę krytycznie ocenił Elie Wiesel – więzień Auschwitz i autor terminu Holokaust. Napisał negatywną recenzję do prestiżowego „New York Times Book Review”, ale nie zdążył jej opublikować. Z pisarzem spotkał się Kosiński. Wyznał, że „Malowany ptak” to powieść autobiograficzna.

„Ciekaw jestem, czy się długo wahał, zanim zdecydował, że trzeba Wiesela odwiedzić i go przekonać, że ta przerażająca historia czarnowłosego chłopca, ni to Żyda, ni to Cygana, w czasie wojny tułającego się samotnie przez nienawistne jasnowłose plemię prymitywnych zboczeńców i sadystów, to właściwie całkiem wierna kopia jego własnych losów” – wspominał pisarz Janusz Głowacki.

„Książka się przez to nie zrobiła nic a nic lepsza ani gorsza, ale Kosiński wiedział, co robi. Tak jak Edyp Sfinksa, tak on rozwiązał zagadkę Wiesela. Bo Wiesel recenzję chłodną podarł i napisał nową, entuzjastyczną, oficjalnie mianując Kosińskiego świadkiem, a jego książkę świadectwem Holokaustu. I to był początek wielkiej kariery Kosińskiego” – pisał Głowacki.

Skradziony Dyzma

Czytelnicy uwierzyli, że Kosiński opisał to, co przeżył. Pisarz stał się gwiazdą i ulubieńcem salonów. Wybrano go na prezesa amerykańskiego PEN-Clubu, czyli stowarzyszenia pisarzy. Był u szczytu sławy, gdy został oskarżony o plagiat.

Jego powieść „Wystarczy być” przypominała polską „Karierę Nikodema Dyzmy”. Pewien amerykański poeta ogłosił także, że razem z grupą redaktorów za pieniądze napisał za Kosińskiego „Malowanego ptaka”, gdyż pisarz nie mówił dobrze po angielsku.

Niewdzięczny pisarz

Kiedy powieść wydano po polsku, dziennikarze dotarli do ludzi, którzy w czasie wojny udzielali schronienia żydowskiej rodzinie Lewinkopfów (tak nazywali się wcześniej Kosińscy). Ojciec pisarza zatrudnił się w handlu. Matka nie pracowała, a w domowych obowiązkach wyręczała ją służąca. Pomagał im polski ksiądz. Wiele osób wiedziało o tym, że Kosińscy są Żydami, ale nikt na nich nie doniósł.

Gdy w 1989 roku pisarz przyjechał do Polski na promocję „Malowanego ptaka”, na spotkanie autorskie przyszło parę tysięcy osób. Był wśród nich syn gospodarza, w którego domu w Dąbrowie Rzeczyckiej nad Sanem Kosiński przetrwał okupację. Autor książki zbywał go i odganiał. Syn nauczyciela z Dąbrowy napisał cztery lata później do tygodnika „Polityka”: „Wieś ukrywała Kosińskich i pomagała, ile była w stanie – mam na to wielu świadków. Zasłużyła na medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Uchroniła bowiem przed śmiercią pisarza Jerzego Kosińskiego”.

źródło: fakt.pl