– Z pełną odpowiedzialnością mówię: nie było żadnych wielokrotnych upomnień. TVP kłamie – powiedziała Joanna Racewicz. W ostrych słowach komentuje swoje zwolnienie z telewizji.

– Ja poleciałam osiem lat temu do Moskwy z przekonaniem, że muszę wszystkiego dopilnować sama. Obiecałam synowi, że znajdę tatę i dotrzymałam słowa” – mówi w najnowszym „Newsweeku” Joanna Racewicz. 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku straciła męża – Pawła Janeczka.

„i 94 inne ofiary”

– Od początku boli mnie, że w opowieści smoleńskiej powtarza się tylko jedno nazwisko. To prawda, najważniejszej osoby na pokładzie, z tym nie dyskutuję. Ale pan prezydent nie poleciał do Katynia sam. Wyłącznie w towarzystwie małżonki. Tymczasem o całej reszcie mówi się „i 94 inne ofiary”. Idę o zakład, że gdyby poprosić przechodniów na ulicy o wymienienie choćby pięciu osób, które zginęły 10 kwietnia 2010 roku – nikt nie byłyby w stanie tego zrobić – mówi Racewicz.

– Kto dał jednym i drugim prawo, aby szarpać pamięcią ofiar – tych, co niosą transparenty i tych, którzy w odpowiedzi wymachują białymi różami – zastanawia się.

„Byłam z Pawłem do samego końca”
Jest przeciwna ekshumacjom. Jej zdaniem „nie ma żadnego sensu, aby teraz, po ośmiu latach, fundować mnie, mojemu synowi i rodzinie ponowny pogrzeb”. Dla niej sposób, w jaki Rosjanie traktowali ciała, „nie mieści się w żadnym wyobrażeniu”. – Jeśli ktokolwiek myśli, że w trumnie kapitana Pawła Janeczka jest czyjaś ręka, noga, czy niedopałek papierosa, to się myli – przekonuje. I tłumaczy: „Byłam z Pawłem do samego końca, do zalutowania metalowego wieka i zabicia gwoździami drewnianej skrzyni”.

Opowiada także o swoim rozstaniu z TVP. – Rozstałam się z telewizją publiczną, bo postawiono mi absurdalny zarzut. – mówi.

Zarzucano jej, że dopuściła się lokowania produktu, a co za tym idzie kryptoreklamy, posługując się wizerunkiem własnym i programu. „Chodziło o posty, w których pokazywałam stosowaną przeze mnie dietę i ubrania, w których występowałam w programie. Istotnie, scenografia Pytania na śniadanie była tłem kilku zdjęć i filmów – sama wtedy tłumaczyła.

W „Newsweeku” dodaje, że wówczas przeczytała w komentarzach, że jest wdową gorszego sortu. Zgadza się w tym określeniem.

– Byłam na jednej miesięcznicy, bo chciałam spojrzeć w oczy ludziom, którzy którzy twierdzą, że chcą prawdy i pamięci – dodała.
Jej zdaniem powód zwolnienia jej z telewizji to był jedynie pretekst. Powodem miało być wielokrotne mimo upomnień publikowanie postów, które zawierały lokowanie produktów. – TVP kłamie – podkreśla Racewicz. Zastanawia się nad pozwem przeciwko telewizji.

– Mam się potknąć o pudełka z dietą. Chcą, żebym się rozbiła na nich jak Hanka z „M jak miłość”? Będę o siebie walczyć – mówi. Opowiada też, że jej syn wrócił pewnego dnia do domu, pytając czy zostaną bez dachu nad głową. – Jak na swoje niecałe 10 lat przeżył zbyt wiele – mówi.