Jarosław Kret to znany autorytet z dziedziny meteorologii. Dlatego jego słowa trzeba brać na poważnie. A obserwacje Kreta są niepokojące. Świat zmierza ku katastrofie.

Jarosław Kret nie żartuje. Jego zdaniem świat stoi w obliczu sporej tragedii. Wykorzystując wieloletnie doświadczenie i wiedzę meteorologiczną, ten znany prezenter telewizyjny wysunął bardzo niepokojącą tezę. Pogoda, z jaką mamy teraz do czynienia, nie jest przypadkiem. I będzie tylko gorzej.

Jarosław Kret snuje ponurą wizję. Świat na progu katastrofy
Polacy przyzwyczaili się, że pogoda w ostatnich miesiącach ich nie rozpieszcza. Mamy do czynienia na zmianę z mocnymi burzami, silnym wiatrem, gradem albo skrajnymi upałami. Ostrzeżenia wydawane przez IMGW i SMS-y z alertami tak spowszedniały, że przestały spełniać swoją funkcję, gdyż nie robią żadnego wrażenia. A pogoda będzie jeszcze cięższa. Wkrótce czeka nas rekordowa fala upałów. Mieszkańcy niektórych regionów muszą przygotować się, że ich termometry wskażą nawet 40 stopni Celsjusza.

Sytuacja ta mocno niepokoi Jarosława Kreta, który jest autorytetem w kwestii pogody. Jak czytamy na portalu Fakt24, prezenter uważa, że na aktualną sytuację meteorologiczną nie możemy patrzeć bezrefleksyjnie.

– Gdy byłem dzieckiem, temperatura 31 stopni w Polsce to był już szok. W ostatnich latach mamy często 35 i wcale nas to nie dziwi. Nikt nie chce zrozumieć, że jesteśmy świadkami strasznych zmian w klimacie – mówi Faktowi zaniepokojony Kret.

Nie można ignorować zjawisk. Będzie jeszcze gorzej
Jarosław Kret jest przekonany, że anomalie nie są przypadkiem, a skutkiem postępujących zmian klimatycznych, które dosięgnęły cały glob. I jest to tylko preludium do dalszych zmian. Prezenter nie rozumie, jak światowi przywódcy mogą ignorować tak jasne sygnały. Jako przykład podał wypowiedź Donalda Trumpa, który nie mógł zrozumieć, że wszędzie słyszy o globalnym ociepleniu, a tymczasem w Stanach Zjednoczonych zanotowano rekordowe minusowe temperatury.

Kret gorzko żałuje, że w świecie wielkiej polityki ignoruje się głos naukowców. Świat żyje z dnia na dzień, ignoruje sygnały, które prowadzą do katastrofy meteorologicznej. Sceny jak ze słynnego filmu „Pojutrze” Rolanda Emmericha nie są teraz wcale odległym science-fiction.

– 15 lat temu mieszkałem w Indiach i wówczas szokiem było 46 stopni w cieniu. W tym roku w Indiach temperatura na początku czerwca sięgała 53 stopni. Z roku na rok jest coraz gorzej i nie widzę szansy, by zatrzymać ten proces. Niestety ludzkość nie chce słuchać naukowców. Dalej spalamy węgiel, ropę, tworzymy gigantyczne śmietniska. Zastanawiam się, ile czasu nam zostało do totalnej katastrofy… – mówi prezenter. Pozostaje nadzieja, że światowi przywódcy wsłuchają się w głos mądrych ludzi i zareagują. Inaczej może nie będziemy cierpieć my, ale następne pokolenia – jak najbardziej.

źródło: pikio.pl