Ujawnione przez „Gazetę Wyborczą” nagrania z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim wzbudziły duże zainteresowanie mediów, ale i polityków. I choć w tej historii jest bardzo wiele pytań, to na jedno z nich będzie musiało odpowiedzieć samo PiS: co się stało, że Kaczyński został nagrany, a następnie nagranie to wypłynęło do mediów? Zapytaliśmy o to eksperta.

Dzisiejsza publikacja „Gazety Wyborczej” dowiodła, że nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński nie jest „odporny” na podsłuchiwanie i nagrywanie. Co zawiodło? Prywatny detektyw i były funkcjonariusz Agencji Wywiadu Michał Rybak przekonuje, że największymi przegranymi tzw. „taśm Kaczyńskiego” są ci, których na taśmach nie słychać, czyli ludzie odpowiedzialni za ochronę prezesa Kaczyńskiego.

– Poza tradycyjnymi usługami ochrony fizycznej osób i obiektów, standardem dla klientów VIP lub osób podwyższonego ryzyka są również działania osłonowe, wręcz o charakterze kontrwywiadowczym. Chodzi o szeroki wachlarz działań od polityk bezpieczeństwa, składających się w sumie z całkiem prostych zasad, szkolenia ze świadomości zagrożeń aż po zaawansowany technicznie sprzęt.

Z przekazów medialnych wiadomo, że w 2017 r. w siedzibie PIS na Nowogrodzkiej przez firmę Grom Group, odpowiedzialną za ochronę prezesa, zostały zamontowane tzw. szumidła. Nie wiemy, czy znajdują się tam nadal albo czy nie zostały wyłączone, bo utrudniały prowadzenie rozmów telefonicznych w budynku – przekonuje Rybak. Dodaje, że rejestrowanie spotkań lub rozmów przez członków rodziny to dzisiaj zjawisko „coraz popularniejsze, właściwie wchodzące do codziennych praktyk biznesowych”.

– W dobie dynamicznego rozwoju techniki można zrozumieć, że ktoś padł ofiarą członka rodziny, wspólnika lub kontrahenta i dał się nagrać, jednak dopuszczenie do tego, żeby ktoś nagrał naszego zleceniodawcę, to zdarzenie, które nie powinno mieć miejsca – dodaje detektyw. Przypomina również, że przykład Marka Chrzanowskiego i afery KNF (to właśnie Chrzanowski miał mieć zainstalowane w gabinecie „szumidła”, czyli urządzenia zagłuszające podsłuchy – przyp. red.) dowodzi, iż „wiele podmiotów oferujących podobne usługi, co firma chroniąca prezesa PiS, wykonuje je błędnie a ich klienci żyją w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa.

Dotąd prezes wydawał się „odporny” na takie działania

To pierwsze takie nagranie, jakie wypłynęło do dziennikarzy

W rozmowie z Fakt24 prywatny detektyw i były funkcjonariusz AW Michał Rybak tłumaczy, jak mogło do tego dojść

4

źródło: fakt.pl