Gandalf, Szogun i Bambuko. Przychodnia nadała pacjentom pseudonimy – przez RODO

Jedna z przychodni w województwie lubelskim znalazła swój sposób na poradzenie sobie z RODO i ochroną danych osobowych. Pacjenci mają swoje… pseudonimy. Na liście znajdziemy m.in. „Szoguna”, „Hobbita” i „Bambuko”.

RODO dla wielu instytucji było prawdziwą rewolucją. Jedna z nich, w województwie lubelskim, wymyśliła, jak wywoływać pacjentów do gabinetów bez konieczności podawania ich nazwisk. Każda godzina ma swój pseudonim, zaś listę pseudonimów wywieszono na ścianie w przychodni.

Dzięki temu lekarz nie prosi już pacjenta Kowalskiego do gabinetu, tylko zaprasza… Hana Solo. Albo Muminka. Albo Terminatora. Na liście jest też Bambuko (ostatnie wejście o 21), Briżit Bardo (pisownia oryginalna), znalazł się też wulkan w Meksyku (Popokatepetl) i enigmatyczny „Ej”.

Próbowaliśmy się skontaktować z dyrekcją przychodni w Wohyniu, ale nikt nie odbiera telefonu. Sprawa wywołuje uśmiech na twarzach samych pacjentów. Zdjęcia z przychodni na Facebooku zamieścił syn jednego z nich, mówiąc, że chory na serce ojciec dostał ksywkę „Jogi”.

Jaki pseudonim można dostać w przychodni?

Wszystko oczywiście zależy od tego, na którą godzinę uda się umówić wizytę. Pacjenci mają do wyboru pełny przegląd imion i nazw z popkultury i historii. Znajdziecie tu rzymskich i greckich bogów i bohaterów, są nawy planet, jest kilka postaci z bajek dla dzieci. Zaplątała się nawet bogini śmierci Kali, są godziny zarezerwowane dla „Gwiezdnych Wojen” i fanów „Muminków”.

W komentarzach pod postem ludzie pytają, czy „Masa” i „Szkatuła” wchodzą bez kolejki i czy „Bambuko” w ogóle zostanie obsłużony, skoro jest o tak późnej godzinie, a nazwa wskazuje, że ktoś tu może zostać zrobiony w bambuko.

Nas najbardziej intryguje „Ej”.

Można było to załatwić nudnymi numerkami, ale po co, kiedy można zrobić coś kreatywnie i z uśmiechem!

Przychodnie kontra RODO
Teoretycznie dzięki RODO w przychodni dane każdego pacjenta powinny być całkowicie bezpieczne. Nikt nie będzie wiedział, u kogo i na co się leczysz, bo masz prawo być anonimowy. Jednak nie wszystkie placówki – nie tylko medyczne! – wiedzą, jak się obchodzić z przepisami. Lista z pseudonimami jest kreatywnym rozwiązaniem palącego problemu. Niektóre przychodnie przypisują pacjentom numerki. W części szpitali problemem jest dowiedzenie się, w jakim stanie jest bliski, który jest po wypadku, bo ze względu na RODO żaden pracownik nie chce ryzykować wycieku danych osobowych.

O opinię w tej sprawie poprosiliśmy ekspertów z Panoptykonu, organizacji pozarządowej, która zajmuje się kwestiami ochrony danych osobowych w Polsce od lat:

Wywieszanie nazwisk pacjentów na tablicach wystawionych na widok innych osób nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie każdy życzy sobie, żeby inni wiedzieli, do jakich lekarzy chodzi. Wizyty u lekarzy niektórych specjalności, np. u wenerologa, mogą się wiązać ze stygmatyzacją. Warto, aby przychodnie dbały o intymność pacjentów nie tylko dlatego, że mamy teraz RODO.

Prawo o ochronie danych nie mówi, jakie konkretnie środki bezpieczeństwa mają stosować administratorzy danych, tylko pozwala przychodniom samodzielnie o tym decydować, biorąc pod uwagę ryzyko dla prywatności pacjentów. Żartobliwe pseudonimy to rozwiązanie naprawdę kreatywne, ale nie trzeba aż tak kombinować. Pacjentów można zapraszać do gabinetów np. po przypisanym numerze, czy po godzinie, na którą byli zapisani.

– napisała nam Karolina Iwańska

 

Share