Córka Torzewskiego broni ojca. Przekazała też smutne informacje. Zmaga się on z chorobą nowotworową

Marek Torzewski półtora miesiąca temu, a dokładnie 26 kwietnia, został skazany za rzekome przywłaszczenie 4450 złotych. Jego córka Agata w rozmowie z Plejadą broniła ojca. – Nigdy nikomu niczego nie ukradł – powiedziała nam. Wyznała też, że zmaga się on z chorobą nowotworową.

W styczniu 2018 roku zorganizowano koncert poświęcony Bogusławowi Kaczyńskiemu. Wydarzenie przygotowało Bialskie Centrum Kultury (BCK), a za cały koncert odpowiedzialny był Witold Matulka. Jak informowały media, tenor ten otrzymał fakturę, na której miały się znaleźć dane innego, znanego muzyka, Marka Torzewskiego, który rzekomo kilka dni wcześniej występował w tym samym miejscu. Zdaniem pracowników BCK, mieli oni poprosić Marka Torzewskiego o zwrot pieniędzy, a on nie przystał na tę prośbę, dlatego sprawa trafiła do sądu. Tenor usłyszał zarzuty przywłaszczenia kwoty 4450 złotych. Inną wersję wydarzeń przedstawia córka Marka Torzewskiego, Agata.

– Mój ojciec wystąpił tylko jeden raz w BCK ze swoim autorskim koncertem dwa lata wcześniej niż odbywający się w roku 2018 festiwal im B. Kaczyńskiego. Marek Torzewski nigdy nie znał Pana Matulki i tego festiwalu. Nigdy też na nim nie wystąpił (…) Od początku są nieprawidłowości w prowadzeniu całej tej sprawy (…) Ani media, ani sąd nie dają mojemu ojcu prawa do obrony, które jest gwarantowane konstytucyjnie. Jemu to odebrano. Przez sąd został skazany wyrokiem nakazowym w składzie jednoosobowym, więc nawet nie ma możliwości przedstawić swoich racji. Każde jego zażalenie, które jest wysyłane do sądu, jest oddalane. Każda próba kontaktu jest oddalana. Wyrok został do niego wysłany bez uzasadnienia i nie było żadnego śledztwa. To jest szokujące – powiedziała nam Agata Torzewska, która nie chciała, aby umieszczać czarny pasek na oczach jej ojca.

Córka Marka Torzewskiego, Agata broni ojca
Córka Marka Torzewskiego wyznała nam, że będzie bronić swojego ojca, bo nikt nie chce go wysłuchać.

– Ja chcę bronić mojego ojca. On jest osobą szczerą; nigdy nikomu niczego nie ukradł ani nie przywłaszczył żadnych pieniędzy. Rozpętanie skandalu o taką sumę, to jest śmiech na sali. Nikt nie chce wysłuchać mojego ojca – powiedziała zrozpaczona.

Przy okazji okazało się, że Marek Torzewski zmaga się z nowotworem.

– On jest w trudnej sytuacji zdrowotnej, bo jest osłabiony chorobą nowotworową. To już jakiś czas trwa. Ojciec nie jest osobą, która o tym opowiada, ale jest w takim momencie, że powinien mieć trochę więcej spokoju. Leczenie trwa. Nie chcę wchodzić w detale, ale jest to rak złośliwy (…) Sytuacja nie jest łatwa dla niego i całej rodziny. Nikt nie jest przygotowany na taką chorobę, a to wszystko trwa już parę długich miesięcy. (…) Mój ojciec jest wrażliwym człowiekiem tak, jak każdy artysta. W normalnych warunkach, w dobrym stanie zdrowia, odznaczałby się dobrą odpornością i odwagą, ale każdy jest człowiekiem. Jego dotyka zwłaszcza to, że sprawa jest nieprawdziwa, a on nie ma prawa do obrony i każdy bierze pod uwagę tylko jedną stronę – powiedziała nam.

Jak twierdzi córka Marka Torzewskiego, jej ojciec w ogóle nie zna mężczyzny, od którego rozpoczęła się cała afera.

– Pan Matulka jest kompletnie nieznany mojemu tacie. On go w ogóle na oczy nie widział. Pan ten atakuje go bezpodstawnie; oczernia go. Najpierw żerował na karierze ś.p. Bogusława Kaczyńskiego, a teraz próbuje się lansować trochę inaczej (…) To on jednak podpisał kontrakt, na którym były nie jego dane. Jak on podpisał kontrakt nie ze swoim numerem bankowym? Każdy jak coś podpisuje, to dokładnie to czyta. Czyli co? Że zrobił to świadomie? Nie wiem, to jest tylko moje podejrzenie. Nie wiem, czy było to ukartowane z panią księgową z BCK. Numer konta to coś pierwszego, na co się patrzy. (…) Z różnych źródeł otrzymuję informacje, że pan Matulka cały czas pisze na Facebooku, że podejrzewa, że BCK celowo to zrobiło, że się pomyliło – stwierdziła.

Córka tenora Marka Torzewskiego przyznała nam, że tak naprawdę jej ojciec, ale i cała rodzina, o sprawie dowiedzieli się dopiero z mediów.

– O całej sprawie media dowiedziały się jeszcze przed moim ojcem. My z mediów otrzymaliśmy informację o tym, że on jest oskarżony. Nie wiem, jak to w ogóle można logicznie wytłumaczyć – mówiła.

Zdaniem córki tenora, sprawa teraz wygląda tak, że Marek Torzewski przez cały czas wysyła zażalenia. Sąd jednak nie powołuje świadków wskazanych przez niego.

– Obecnie mój ojciec ciągle wysyła zażalenia, ale sąd nie chce powołać żadnych świadków z jego strony. Jedyni świadkowie są ze strony BCK, a wśród nich radca prawny BCK, co jest niezgodne z prawem – powiedziała nam.

Na koniec stwierdziła, że będzie bronić swojego ojca.

– Razem koncertowaliśmy, ojciec wspierał mnie w każdym momencie mojego życia i ja też chcę go teraz wspierać. Chcę go bronić i będę to robić. (…) Człowiek jest bezradny, a jeśli się człowiekowi zamyka usta i nie pozwala bronić, to w jakim kraju my żyjemy? – zakończyła.

źródło: plejada.pl