Linie wyznaczone przez jamy związane są z azymutami wschodów i zachodów słońca oraz księżyca. Analogicznie jak w Stonehenge i Świątyni Słońca w Goodmanchester. Czym mogą być ślady ukryte w sosnowym lesie?

Na Pojezierzu Kaszubskim, kilka kilometrów od Żukowa, w rozwidleniu drogi krajowej nr 20 i drogi wojewódzkiej nr 211, w odległości kilkuset metrów od wsi Borowo, znajduje się miejsce z dużą ilością na pozór zwykłych zagłębień w ziemi. Ich lokalizacja i, jak się wydaje, nieprzypadkowe ułożenie wskazują na działalność człowieka. Lasy w okolicach Borowa, Borkowa, Babich Dołów są mi dobrze znane od dziesiątków lat. Mieszkałem tuż obok i schodziłem tu każdą ścieżkę, zwłaszcza że miejsce jest niezwykłe. Lasy przecina Jar Rzeki Raduni, krajobrazowy rezerwat przyrody z odcinkiem zwanym Przełomem Babidolskim. Jest to najcenniejszy rezerwat na Pomorzu ze względu na wybitne walory krajobrazowe, unikalne zbiorowiska roślinności, z których część ma charakter podgórski i specyficzny mikroklimat. Głębokość jaru wynosi miejscami ponad 40 m, a kąt nachylenia stromych zboczy osiąga nawet 450. Radunia płynie z prędkością górskiego potoku i jeszcze kilka lat temu była fragmentem turystycznego szlaku spływów kajakowych z odcinkiem sklasyfikowanym jako „górski”.

Nic dziwnego, że niemal każdą wolną chwilę wolałem spędzić we „własnym” lesie. Grzechem byłoby dreptać po szlakach w Polsce, nie wiedząc, jakie skarby przygotowały przyroda i historia tak blisko domu. Tuż „za płotem” czekał jar o wyjątkowym mikroklimacie, bogata flora i fauna, relikty grodzisk, kurhanów i kamiennego kręgu w Trątkownicy.

Droga widmo
Gdzieś tak na przełomie 1990 i 1991 roku, idąc torem linii kolejowej nr 201, znalazłem się w nietypowym miejscu. Torowiska linii 201 i 229 niemal się tu stykają, przy czym to pierwsze jest na wyższym poziomie terenu. Nieco dalej obydwie linie się przecinają, nie krzyżując się ze sobą – linia 201 stalowym wiaduktem bezkolizyjnie przechodzi nad linią 229. Pomiędzy torowiskami znajduje się wzgórze z zagłębieniem, którego dno stanowi małe leśne bagno. Wzgórze natomiast zostało przeorane z dwóch stron przekopami dla linii kolejowych, z których ten południowy – wykonany ok. 1928 roku – ma bardzo wysokie skarpy i dużą szerokość korony przekopu. Dwa torowiska otulające wzgórze tworzą kształt wrzeciona.

Pierwszą rzeczą, na którą wówczas zwróciłem uwagę, to przecinająca tor leśna droga, która swój koniec ma właśnie we „wrzecionie”. Droga pod bardzo łagodnym nachyleniem wije się około 600 m w górę do szosy DW211 w Borkowie niemal na sam szczyt wzniesienia, przez które przechodzi szosa (ponad 8 m przewyższenia między linią 201, a DK211). Ta leśna droga to taka droga donikąd, bo nie łączy się w lesie z żadną inną. Prowadzi z głównej drogi Kartuzy-Żukowo tylko i wyłącznie do opisywanego miejsca. Tak jakby jej stworzenie miało służyć niegdyś do jakiegoś konkretnego celu. Na myśl z miejsca przychodzi rzecz oczywista: budowa linii kolejowej. Ale co miałoby być nią dostarczane? Do transportu materiałów budowlanych wykorzystuje się głównie budowane torowisko. Są poza tym znacznie lepsze topograficznie miejsca na budowę takiej drogi. Może więc wywożono nią ścięte pnie drzew? Jednak nawet dla zrywki i wywozu kilkuset pni nie buduje się drogi o bardzo małym nachyleniu profilu podłużnego. Co dziwne, nie ma podobnych „dróg donikąd” w okolicy i na tej trasie. Archiwalne mapy ukazują drogę i więcej informacji już oddać nie chcą. Przez lata przyjmowałem, że jednak jakiś leśno-kolejowo-budowlany powód budowy „drogi donikąd” był i nie zastanawiałem się dalej nad wątpliwościami.

Znacznie większą ciekawostką był odkryty na szczycie wzgórza znajdującego się między torowiskami zespół dużych jam o średnicy od około 2,5 do 3 m, często stromych ścianach i głębokości od około 1,6 m do ponad 2 m i obwodzie niemal 8 m. Pierwsze skojarzenie oczywiście wiązało się z reliktami niemieckich stanowisk obronnych z 1945 roku, ale ich topograficzne umiejscowienie niemal wykluczało w południowo-wschodnią stronę. Być może jest to efekt mechanizmu pełzania podłoża spowodowanego „podcięciem” stoku przez budowę linii kolejowej i erozją boczną Raduni. Na stoku wzniesienia od strony zachodniej dojrzeć można „siatkę” (?) kolejnych jam w terenie, która z tej strony opada w bagienne zagłębienie. Teren wokół pięciokąta jest zdegradowany nie tylko przez obecność dwóch linii kolejowych, ale też związaną z nimi dużą ilością rowów przeciwpożarowych. Ów charakterystyczny pięciokąt złożony z największych zagłębień przywołuje na myśl niemieckie stanowiska obrony przeciwlotniczej złożone z baterii armat kalibru 8,8 cm. Jednak co najwyżej mogłyby pomieścić stanowisko ręcznego karabinu przeciwlotniczego na podstawie przeciwlotniczej. Nie widać też żadnych schronów ziemnych dla obsady stanowisk plot ani dla amunicji, żadnych rowów dobiegowych. Zagłębień, mocno dostrzegalnych w LiDARze i w terenie, jest w promieniu 250 m około 30. Cechą charakterystyczną jest też to, że niemal wszystkie zagłębienia w ziemi pozbawione są widocznych obwałowań. Mapa LiDAR ukazuje też pierwotny kształt „drogi donikąd”. Nie kończyła się, urywając się nad skarpą linii kolejowej, a układała się w formę pętli pod zachodnim zboczem wzniesienia z „kromlechem”. Teren na południe od „kompleksu jam” jest ograniczony Jarem Raduni. Spadek terenu od szczytu wzniesienia do poziomu rzeki, która jest w odległości 150 m wynosi ponad 50 m. Widok z poziomu rzeki na szczyt, gdzie znajduje się „obserwatorium”, przywodzi od razu na myśl określenie „świętej góry”. Przez tysiące lat musiała ulec znacznemu spłaszczeniu, ale jej dominację nad okolicą bardzo dobrze widać w Google Earth. Wzniesienie to ocaliło najważniejszą centralną część kompleksu ze śladami po „kromlechu”(?). Budowy dwóch linii kolejowych ominęły wzgórze z dwóch stron, jednak znacznie ścinając jego zbocza. 260 m na południowy zachód po drugiej stronie rzeki Radunia znajduje się grodzisko tarasowe. Tereny na wschód są przekształcone przez człowieka, znajdują się tam liczne zabudowania, pola i nieużytki, drogi gruntowe oraz przebiegają przez tę myśl. Sąsiednie zbocze góruje nad tym terenem, co taktycznie wyklucza usytuowanie w tym miejscu stanowisk obronnych. Nie widać też najmniejszych śladów transzei. Za daleko jest też do obiektów, które miałaby chronić bateria przeciwlotnicza w tym miejscu. Może więc są to pozostałości po budowniczych jednej lub drugiej linii kolejowej? Na przykład ziemianki? Tak przyjąłem i przez wiele lat nad pochodzeniem jakichś tam dziur w ziemi i jakiejś tam leśnej dróżki się nie zastanawiałem.

LiDAR odkrywa tajemnice
Zmianę przyniosła kilka lat temu możliwość korzystania w internecie z projektu Geoportal 2 Głównego Urząd Geodezji i Kartografii. Dostępne wizualizacje (z odpowiednio dobranymi parametrami i skalą wyświetlania) danych LAS udostępnianych przez Centralny Ośrodek Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej, powszechnie zwanymi „mapami LiDAR”, dały w Polsce wysyp sensacyjnych archeologicznych (i nie tylko) odkryć. I w moim przypadku na pozór zwykłe dziury w ziemi, rzekomo chaotycznie umiejscowione „ziemianki” albo „stanowiska obronne z ostatniej wojny”, ułożyły się na wizualizacjach w geometryczne formy. Takie ułożenie, a także, o czym dalej, topograficzne umiejscowienie, nie było do ogarnięcia wzrokiem nawet w porze jesienno-zimowej. Kilka jam ze szczytu wzniesienia okazało się być pięciokątem złożonym z największych zagłębień. Nasunęło się więc pierwsze oczywiste pytanie – czy jest to pozostałość po kromlechu? Te największe w okolicy zagłębienia w ziemi są oddalone od siebie od około 20 do 26 m. Sam pięciokąt („kromlech”) ułożony z jam nie jest idealnie równy i nie wpisuje się w koło. Nie leży też na płaskim szczycie, a jest „przechylony” w południowo-wschodnią stronę. Być może jest to efekt mechanizmu pełzania podłoża spowodowanego „podcięciem” stoku przez budowę linii kolejowej i erozją boczną Raduni. Na stoku wzniesienia od strony zachodniej dojrzeć można „siatkę” (?) kolejnych jam w terenie, która z tej strony opada w bagienne zagłębienie. Teren wokół pięciokąta jest zdegradowany nie tylko przez obecność dwóch linii kolejowych, ale też związaną z nimi dużą ilością rowów przeciwpożarowych. Ów charakterystyczny pięciokąt złożony z największych zagłębień przywołuje na myśl niemieckie stanowiska obrony przeciwlotniczej złożone z baterii armat kalibru 8,8 cm. Jednak co najwyżej mogłyby pomieścić stanowisko ręcznego karabinu przeciwlotniczego na podstawie przeciwlotniczej. Nie widać też żadnych schronów ziemnych dla obsady stanowisk plot ani dla amunicji, żadnych rowów dobiegowych. Zagłębień, mocno dostrzegalnych w LiDARze i w terenie, jest w promieniu 250 m około 30. Cechą charakterystyczną jest też to, że niemal wszystkie zagłębienia w ziemi pozbawione są widocznych obwałowań. Mapa LiDAR ukazuje też pierwotny kształt „drogi donikąd”. Nie kończyła się, urywając się nad skarpą linii kolejowej, a układała się w formę pętli pod zachodnim zboczem wzniesienia z „kromlechem”.

Teren na południe od „kompleksu jam” jest ograniczony Jarem Raduni. Spadek terenu od szczytu wzniesienia do poziomu rzeki, która jest w odległości 150 m wynosi ponad 50 m. Widok z poziomu rzeki na szczyt, gdzie znajduje się „obserwatorium”, przywodzi od razu na myśl określenie „świętej góry”. Przez tysiące lat musiała ulec znacznemu spłaszczeniu, ale jej dominację nad okolicą bardzo dobrze widać w Google Earth. Wzniesienie to ocaliło najważniejszą centralną część kompleksu ze śladami po „kromlechu”(?). Budowy dwóch linii kolejowych ominęły wzgórze z dwóch stron, jednak znacznie ścinając jego zbocza. 260 m na południowy zachód po drugiej stronie rzeki Radunia znajduje się grodzisko tarasowe. Tereny na wschód są przekształcone przez człowieka, znajdują się tam liczne zabudowania, pola i nieużytki, drogi gruntowe oraz przebiegają przez nie opisane wcześnie dwie linie kolejowe. W odległości 640 m od pięciokąta znajdują się też rozkopane kurhany.

Leśne linie
„Kompleks” leśnych jam w Borowie charakteryzuje dostrzegalna liniowość. Główna oś (linia nr 1), przechodząca przez środek pięciokąta, składa się łącznie z 6 jam (nazwijmy je dla porządku „punktami”) i liczy 136 m. Trzy są bardzo widoczne (jeden należy do „kromlechu” – K2), trzy są zniszczone i tylko częściowo ich zarys widać w LiDARze. Ukierunkowana jest z północnego wschodu na południowy zachód. Równolegle do niej można odnaleźć na mapie LiDAR „linię towarzyszącą” głównej osi. Tu dodam, że „kromlech” nie jest ułożony według głównej osi. Posiada swoją własną oś ukierunkowaną „czubkiem” na południowy wschód. W odległości 225 m na północny zachód od linii nr 1 przebiega równoległa linia nr 2 składająca się z czterech punktów, przy czym odległości od nich charakteryzuje równa odległość od siebie wynosząca ok. 90 m (piąty punkt wypadałby w przebiegu drogi leśnej). Linia liczy łącznie 361 m. Linia nr 3 składa się z 6 punktów, z czego 2 są zniszczone w terenie, ale widoczne jeszcze w LiDARze. Linia ma 443 m długości. Dwa punkty są punktami „kromlechu” (K1, K5). Linia nr 4 ma 6 bardzo wyraźnych punktów, przechodzi przez południowy punkt „kromlechu” (K3) i ma 466 m. Linia nr 5 przechodzi przez dwa punkty „kromlechu” (K3, K4) i składa się z 4 linii. Liczy 201 metrów. Linia nr 6 ma 254 m, wspólny początek z linią nr 3 i przechodzi przez dwa punkty „kromlechu” (K2, K4). Linia nr 7 ma tylko 58 m i przechodzi przez dwa punkty „kromlechu” (K1, K3). Linia nr 8 przechodzi przed dwa sąsiednie punkty „kromlechu” (K4 i K5) oraz jeden punkt „zewnętrznego owalu” (48 m). Przez trzy punkty przechodzi linia nr 9 (136 m).

Opisałem część najważniejszych linii mających związek z punktami „kromlechu”. Dziś poprzez zniszczenia powierzchni spowodowane gospodarką leśną nie mogę udowodnić m.in. związku z liniami, których punkty dobrze widoczne w terenie leżące ok. 26 m od siebie miały swoją kontynuację w liniach „kromlechu”. Podkreślę, że będące w osi głównej oraz liniach towarzyszących zagłębienia cechuje ich niemal idealne ułożenie bez żadnych, nawet metrowych odchyleń. Widać to po ustawieniu tyczek geodezyjnych.

I teraz najciekawsze. Najważniejsze są linie: nr 1 (oraz jej „cień” – nr 2) oraz linia nr 7. Przecinają się pod kątem ok. 800. Linia numer 1 wskazuje zjawiska związane ze wschodem i zachodem księżyca. Linia nr 3 pokazuje miejsce wschodu i zachodu słońca latem. Linia nr 9 pokazuje wschód słońca podczas przesilenia letniego i zimowego. Pozostałe linie związane są także z azymutami wschodów i zachodów słońca oraz księżyca i ich położeniem w trakcie równonocy wiosennej i jesiennej. Analogicznie jak m.in. w Stonehenge, grobowcu Newgrange, Świątyni Słońca w Goodmanchester czy obserwatorium słonecznym w Goseck w Niemczech – najstarszym i najlepiej zbadanym w Europie, datowanym na lata 4800-4900 p.n.e. Przypadek? Wyznaczenie azymutów zjawisk astronomicznych (z dokładnością do minut i sekund łuku), jakie pokazują jamy, być może pomogą określić precyzyjną datę jego powstania i określić, jakie kluczowe momenty w kalendarzu astronomicznym wyznaczają. Do sprawdzenia korelacji między azymutami wybranych linii a azymutami wyznaczającymi określone zjawiska astronomiczne konieczne jest m.in. użycie teodolitów, ale problemem może być brak widoczności horyzontu na niektórych azymutach. Linie wskazują, że „kompleks” wyznaczał moment trwającego 18,6 lat cyklu księżycowego, gdy wschodzący nad horyzontem księżyc znajdował się najdalej na północy (tzw. „lunar standstill”). To z kolei pozwalałoby przewidywać zaćmienia księżyca.

Czy to też są przypadkowe zbieżności osi głównej i linii do niemal identycznych kierunków, jakie odnajduje się w wielu megalitycznych budowlach? Wobec braku „zawartości” jam (gniazd kamiennych), czyli prawdopodobnie megalitów stanowiących „przezierniki”, trudno określić bardzo precyzyjny azymut (błąd może być rzędu nawet 1 stopnia) oraz czy występuje między nimi np. wielokrotność jakiejś jednostki miary np. metra, pręta pruskiego (co wykluczałoby neolityczne pochodzenie) albo megalitycznego jardu. Tę ostatnią miarę odkrył prof. inż. Alexander Thom, badając ponad 600 megalitycznych budowli w Anglii, Szkocji, Walii i Bretanii. On także sklasyfikował kamienne kręgi na kilka typów, w tym spłaszczone koła kilku typów. Takim właśnie symetrycznie spłaszczonym kołem jest okrąg łączący pięć wierzchołków „kromlechu” utworzonego z największych jam. Czy na pewno są to pozostałości po wyrwanych z ziemi kamiennych blokach – menhirach lub stelach kamiennych? Jak duże musiały być skoro do dziś zostały po nich tak wielkie ślady? I równie ważne pytanie: w jaki sposób je wydobyto i kiedy je zabrano? Na przykład w XIX w. wiele głazów kręgów kamiennych w woj. zachodniopomorskim po prostu wysadzono w powietrze, a odłamki wywieziono. Odrzucając teorię o domniemanym neolitycznym pochodzeniu owych linii wyznaczonych przez zagłębienia, czy może jest to tylko pozostałość po np. sieci triangulacyjnej z XIX wieku lub osnowie geodezyjnej?

Niepewna przyszłość
Niestety zniszczenia terenu spowodowane budową linii kolejowych, gospodarka leśna i działalność rolnicza zniszczyły pozostałe zagłębienia, które potwierdziłyby pełny kształt okręgu, łuku czy wielu potencjalnie istniejących linii. Aby wykluczyć lub potwierdzić dokładnie ich istnienie w liniach potrzebne są bardzo dokładne pomiary w terenie, bo mapy numeryczne nie zdradzają wszystkiego. Weryfikacja w terenie ukazuje kolejne zagłębienia, które mogą być pozostałością po osadzonych w tym miejscu megalitach(?), a które z różnych przyczyn nie są widoczne na mapie LiDAR. Jak je odnaleźć? Czasem wystarczy linia wyznaczona np. przez tyczki geodezyjne. Potwierdzenie istnienia linii bloków kamiennych (alignmentów) odległych od „obserwatorium” o kilkaset metrów wskazywałoby, że być może w tym miejscu znajdował się megalityczny kompleks z okresu neolitu(?) mający powierzchnię co najmniej 30 ha. Potwierdzają to odkryte przeze mnie linie, dokładnie pokrywające się z liniami, jakie odnaleźć można w wielu znanych budowlach, o czym pisałem wyżej.

Przyjmując hipotezę, że kromlech istniał i był (lub nie) obserwatorium i kalendarzem astronomicznym, to pozostałe ślady układające się w linie mogły powstać niejako wtórnie, w czasach nam bliższych, i nie mieć żadnego związku z obserwatorium. Dla przykładu znajdujący się Hampton Down w Wielkiej Brytanii neolityczny kamienny krąg miał w 1908 roku 16 filarów. W 1964 roku liczył ich już… 28. Późniejsze badania wykazały, że tylko 8 z nich pochodzi z neolitu. Część jam w okolicy „kromlechu” może mieć związek z pobytem na Pomorzu germańskich Gotów, którzy wędrowali ze Skandynawii nad Morze Czarne. Tu trzeba dodać jeszcze jedną ważną informację. Wędrówki lodowców pozostawiły na Pomorzu nie tylko doliny i jeziora, których kształt często pokazuje kierunek jego przesuwania, ale też miliony kamieni i bloków skalnych różnych wielkości, także takich, które ważyły kilka ton. Zapewne i tak było na opisywanym terenie. Można założyć, że nie był potrzebny żaden transport z większych odległości i użyto kamieni, które znajdowały się na miejscu. Do dziś w okolicy m.in. w samym Borowie, znajdowane są wielotonowe głazy dla ozdoby często stawiane pionowo jak menhiry.

Gospodarka leśna powoduje, że bezpowrotnie nikną te mniejsze zagłębienia, głęboko zaorane, a w ich miejscach powstają tzw. szkółki leśne. Cięciom rębnym podlega drzewostan o wieku najczęściej 100 lat dla sosny, a taki jest tu głównie gatunek drzew i ich wiek. Nie wszędzie więc da się już w terenie przeprowadzić badania. Także na tym najbardziej ciekawym terenie właśnie zakończyła się ścinka i zrywka drewna, która spowodowała częściowe lub całkowite zatarcie mniejszych zagłębień. Trasy zrywki w kilku miejscach przebiegły wprost przez największe zagłębienia, w tym jedno w „kromlechu”. O ile największe nie znikną całkowicie, to w dalszych latach mniejsze lub bardziej zniszczone ulegną całkowitemu zatarciu. Mapy LiDAR przekazują jeszcze jedną ważną informację. Jeśli w tym miejscu znajdował się kompleks megalitów z obserwatorium astronomicznym z okresu neolitu (lub wcześniejszego), to nie tylko został on całkowicie rozebrany na materiał budowlany jak wiele kamiennych kręgów na północy Polski, ale jego ślady w postaci zagłębień po kamiennych blokach i kamieniach zostały w dużej części zniszczone w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przez gospodarkę leśną. Nie tylko badania w terenie, ale i właśnie mapy LiDAR pokazują ślady bardzo głębokiej orki, którą przeprowadzono co najmniej 70-80 lat temu przed zasadzeniem lasu, a która przyczyniła się do degradacji powierzchni mogącej nosić ślady po hipotetycznych kamiennych konstrukcjach (być może): dolmenach, menhirach i mniejszych blokach kamiennych oraz konstrukcjach ziemnych. Potwierdzenie przez naukowców i archeologów istnienia w tym miejscu śladów po dawnym megalitycznym obserwatorium astronomicznym w Borowie powinno wówczas skutkować ochroną konserwatorską gniazd kamiennych, gdyż w innym wypadku znaczna część z nich zniknie w najbliższych dziesięcioleciach.

Przyjmując hipotezę, iż w tym miejscu znajdował się megalityczny kompleks podobny do Carnac, Avebury, Callanish, Bodmin Moor czy Wandlebury Enigma, to nasuwa się przypuszczenie, że opisana wcześniej „droga donikąd” służyła wyłącznie do tego, by wywozić nagromadzony w tej okolicy materiał budowlany w postaci kamiennych bloków, głazów i kamieni. Pętla drogi ułatwiała wyjazd, wykluczając manewrowanie wozami czy też saniami, do których zaprzęgnięto konie. Widoczny na mapie LiDAR zarys drogi wskazuje, że powstała ona przed wybudowaniem linii kolejowej 229, a więc przed 1886 rokiem. Jej bardzo niskie nachylenie ułatwiać mogło transport ciężkich ładunków. Wywożący stąd budulec najprawdopodobniej nie mieli żadnego pojęcia, czym były kamienne głazy.

Do czego i gdzie mogły zostać użyte megality?
W najbliższej okolicy, a więc do 5 km od opisywanego miejsca, mamy kilkanaście dużych budowli, w których mógł zostać zużyty pozyskany kamienny budulec. Listę można zacząć od wielkiego młyna-papierni w Żukowie, który rozpoczął funkcjonowanie już w XIII wieku. Mocno rozbudowany w XVIII wieku do dziś pokazuje, jak wielką ilość obrobionych kamiennych bloków zużyto na fundamenty obiektu. Tuż obok znajduje się infrastruktura hydrotechniczna doprowadzająca wodę do młyna pochodząca z XVII wieku. Kolejnym obiektem jest elektrownia wodna w Rutkach. Jako obiekt hydrotechniczny wraz z kanałami i zabezpieczającymi wałami, pochłonąć musiał wiele setek ton kamienia. Nie można zapomnieć o dwóch liniach kolejowych, przy których budowie (w tym wiadukcie w Rutkach), w szczególności przy umacnianiu przyczółków mostowych, potrzebowano również ilości kamienia liczonej w tysiącach metrów sześciennych. Nie można też pominąć rozbudowy lokalnych dróg bitych, która zużyła także ogromne ilości kamienia.

Świetna lokalizacja „złóż kamienia” – bliska wznoszonym konstrukcjom, idealne położenie topograficzne (zimą ze szczytu wzniesienia w Borkowie niemal bez wysiłku koni można byłoby na saniach lub prowizorycznych płozach przewieźć bloki kamienne np. do odległego o 3,5 km Żukowa) oraz ilość znajdujących się w pobliżu obiektów i zapotrzebowanie na ich budowę mogło doprowadzić do unicestwienia na przestrzeni tylko ostatnich 200 lat śladów po „darmowym kamieniołomie”. Oczywiście przy założeniu, że rzeczywiście w tym miejscu był megalityczny kompleks. Aby potwierdzić lub wykluczyć tezę o jego istnieniu w okolicy Borowa, potrzebna jest kwerenda źródłowa, a potem dalsze działania, w tym badania archeologiczne.

Podsumowując: mogę wyrazić przekonanie, że odnalezione i zidentyfikowane przeze mnie jamy mogą stanowić ślad po megalitycznym obserwatorium i kalendarzu astronomicznym opartym na rocznym pozornym ruchu Słońca i Księżyca na sferze niebieskiej. Za pomocą precyzyjnych pomiarów geodezyjnych oraz języka geometrii i astronomii być może uda się rozszyfrować pozostałe tajemnice borowskiego obserwatorium.

MARIUSZ WÓJTOWICZ-PODHORSKI

Magister inżynier architekt krajobrazu, „człowiek renesansu” o wielu umiejętnościach, talentach, zainteresowaniach i doświadczeniach nie tylko związanych z historią i militariami.

źródło: fakty.interia.pl