O jej istnieniu świat dowiedział się, gdy w 1985 roku przebojem „Maria Magdalena” wdarła się na listy przebojów. Piosenka dała jej pierwsze miejsce na listach przebojów w 22 krajach. Wiele kobiet w Polsce ma imię na jej cześć. Jak dzisiaj wygląda życie niemieckiej piosenkarki Sandry (56 l.)?

Sandra w latach 80.

Od najmłodszych lat nie marzyła o niczym innym. I choć w jej domu nie było tradycji muzycznych (tata Francuz, prowadził sklep z winami, mama Niemka pracowała w sklepie obuwniczym), rodzice wspierali córkę na każdym kroku. A jej kariera nie od razu była pasmem sukcesów.

Mimo że jako 12-latka wygrała konkurs talentów, to jej pierwsza, profesjonalnie nagrana piosenka poniosła sromotną klęskę. Być może dzięki takim doświadczeniom, gdy wreszcie los się do niej uśmiechnął, woda sodowa nie uderzyła jej do głowy.

– Byłam zaskoczona, gdy „Maria Magdalena” stała się przebojem na wszystkich kontynentach – wspomina po latach. – Cieszyłam się, bo mogłam koncertować i podróżować.

Po sukcesie singla przeprowadziła się do Londynu, by przez pół roku pobierać lekcje śpiewu i uczyć się angielskiego. Wtedy też dojrzewała jej miłość do Michaela Cretu, rumuńskiego producenta muzycznego, który 2 lata wcześniej zaczął zajmować się jej karierą.

Pobrali się 7 stycznia 1988 roku na Ibizie, a Sandra Ann Lauer została Sandrą Cretu. Wprowadzili się do 500-letniej wiejskiej rezydencji, mieszczącej imponujące studio nagrań. Wraz z nimi zamieszkali rodzice Sandry, by opiekować się domem pod nieobecność koncertującej córki.

Wszystko układało się doskonale do czasu wypadku…

Sandra

Prowadziła biały kabriolet. Na miejscu pasażera siedział jej mąż. Zderzyli się z dwoma innymi samochodami. Sandra była w szoku i długo zmagała się z bólem pleców. Michael miał obrażenia głowy.

– Mieliśmy sporo szczęścia. Ja jednak długo nie chciałam usiąść za kierownicą. Kiedy się wreszcie odważyłam, starałam się nie przekraczać 50 kilometrów na godzinę. Bardzo się boję, żeby znowu nie wydarzyło się coś równie strasznego – mówi.

Sukcesy muzyczne na szczęście pozwoliły Sandrze zapomnieć o tych dramatycznych przeżyciach. W 1995 roku urodziła dwóch synów. Bliźniacy otrzymali imiona: Nikita i Sebastian, a ich matka postanowiła wtedy zrobić przerwę w karierze.

– Niestety, w naszej rezydencji na Ibizie czułam się bardzo samotna. Sukces, luksusy i miliony sprzedanych płyt są niewiele warte, gdy niemal co wieczór zasypiasz z dala od zapracowanego męża – mówiła ze smutkiem w wywiadzie.

– Michaela nigdy przy mnie nie było. Rozstali się w 2007 roku po niemal dwudziestu latach małżeństwa, wpisując w papiery rozwodowe różnice osobiste i zawodowe. Michael wyprowadził się do domu położonego zaledwie kilkanaście kilometrów dalej, by móc być w stałym kontakcie z synami.

Niedługo potem w życiu piosenkarki pojawił się niemiecki przedsiębiorca Olaf Menges, który dał jej to, czego nie miała w małżeństwie: swoją obecność.

Sandra i Olaf Menges pobrali się w 2010 roku. Cztery lata później piosenkarka ogłosiła separację

Pobrali się w 1 marca 2010 roku na Seszelach i od tej chwili stali się nierozłączni. Razem jeździli nawet w trasy koncertowe. I choć Sandra twierdziła, że ich relacje były wyjątkowe, szczęście nie trwało długo. Już 4 lata po ślubie byli w separacji.

W ostatnim czasie piosenkarka nie ma dobrej prasy. Media brutalnie wypominają jej, że w wieku 56 lat odbiega od swojego dawnego wyglądu.

– Denerwuje mnie, że media tak wiele piszą o mojej nadwadze. To bzdury. Brałam zastrzyki z kortyzonu na zapalenie torebki stawowej w biodrze. A przy tym wszystkim nie jestem na diecie, bo uwielbiam mięso, spaghetti, włoską kuchnię.

W Polsce, w okresie największej popularności Sandry, kilkanaście tysięcy nowonarodzonych dziewczynek dostało jej imię.

Piosenkarka nie zapomniała o naszym kraju. Koncertowała w 2008 roku w Sopocie, w 2013 w Łodzi, a na listopad tego roku sprzedawane są bilety na jej występ w Warszawie.

– Śpiewanie nigdy mi się nie znudzi – zapewnia. – W wolnych chwilach piszę bajki i być może kiedyś uda mi się je wydać. Wciąż z sentymentem najmilej wspominam lata 80. To była wyjątkowa epoka i w pewien sposób nadal w niej żyję. Choćby dlatego że uwielbiam ubierać się tak jak wtedy. Na przykład w legginsy.

Sandra podczas koncertu w Polsce

Sandra

źródło: pomponik.pl