Bożena Dykiel: Jeszcze was wszystkich zaskoczę

Bożena Dykiel (70 l.) jeszcze niedawno przechodziła trudne chwile, a wszystko przez poważne problemy z sercem, o których długo nie wiedział nawet jej mąż. Na szczęście w porę zgłosiła się do lekarza i dziś choroba jest tylko wspomnieniem, a aktorka znów cieszy się życiem.

1

Siłą charakteru przypomina najbardziej Kolędową, czyli przebojową panią naczelnik gminy z komedii „Wyjście awaryjne” z 1982 roku, która pędziła po wsi żółtą syrenką. Ale miliony telewidzów bez wątpienia pokochały Bożenę Dykiel za rolę Miećki, gospodarza Anioła w serialu „Alternatywy 4”, i Halinę w serialu „Dom”. Dla młodszego pokolenia jest zaś Marią Ziębą z „Na Wspólnej”.

Znakomita aktorka i perfekcyjna pani domu, niedościgniony wzór żony, matki i babci. We wszystkim, co robi, chce być najlepsza, a rodzina jest dla niej najważniejsza na świecie. I choć trudno w to uwierzyć, aktorka właśnie zdmuchnęła na urodzinowym torcie 70 świeczek!

– Bożenka to siła, charakter, pewność siebie, energia, trzeźwe patrzenie na świat. I wesołe iskierki w oczach – odpowiadają zgodnym chórem jej najbliżsi przyjaciele. Dla wielu była zawsze budującym przykładem, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli miała cel, potrafiła go osiągnąć. Nawet kosztem wielu wyrzeczeń…

– Tak jestem postrzegana i jest w tym troszeczkę prawdy – opowiadała jakiś czas temu w rozmowie z „Rewią”. – Jestem osobą zdecydowaną, mam mocny charakter i silny głos, który nie zdradza żadnych wątpliwości. Ale w domu o wszystkim decydujemy wspólnie z mężem, chociaż w wielu sprawach się waham i trudno jest mi podejmować decyzje. Wiem, czego potrzebuję w domu, co powinnam zrobić na obiad i jak powinny wyglądać prawdziwe święta…

Ledwo skończyła studia, upomniał się o nią film. Oglądaliśmy ją w „Weselu”, „Znachorze”, „Ziemi obiecanej”, które przyniosły jej uznanie i popularność. Na scenie Teatru Narodowego mknęła na motorze jako Goplana w niezapomnianej „Balladynie” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, odsłaniając nogi w skórzanych długich botkach, a widok ten zapierał dech w piersiach!

W 1974 roku na planie filmu spotkała kierownika produkcji Ryszarda Kirejczyka, prawnika z wykształcenia. Zdjęcia kręcono w Paryżu, dzięki czemu mogli chodzić na romantyczne spacery nad Sekwaną i spędzać wieczory w przytulnych kawiarenkach. Pół roku później zamieszkali razem.

Już wtedy aktorka wiedziała, że chce mieć z nim dzieci. Wkrótce na świat przyszły córki Marysia i Zosia. – Żeby być szczęśliwym, trzeba codziennie nad tym pracować, a o swojego mężczyznę każda kobieta musi dbać, jeśli jest tego wart. A mój mąż jest tego wart – powtarza.

Blisko 15 lat mieszkania w bloku wspomina jako czas zimnych kaloryferów, braku wody i miejsca do parkowania. Budując pierwszy własny dom, przyrzekła sobie, że będzie samowystarczalna. Własna studnia, bojler do grzania wody, piec centralnego ogrzewania i garaż to jej komfort. Pokochała też swój przydomowy ogród, gdzie spędza wiele czasu.

– Ważne jest, żeby nie tylko mieć dom, ale by był to dom szczęśliwy. Moi rodzice kochali się i szanowali. Wpoili we mnie zasady postępowania i ja biorę z nich przykład. Pilnuję, aby moje życie, męża i dzieci było szczęśliwe – mówi aktorka.

Mimo upływu czasu, chce być sprawna i samowystarczalna, na ile się da. Gdy tylko może, pomaga córkom przy wnukach. Stara się zdrowo żyć, pilnuje diety, codziennie rano ćwiczy, nawet jeśli bardzo spieszy się na plan. A spieszy się stale. Oprócz obowiązków zawodowych stale bierze na siebie jakieś zobowiązania. A to sprawia, że doba jest dla niej stanowczo za krótka…

– Postanowiłam nieco zweryfikować mój rozkład dnia – opowiadała ze śmiechem jakiś czas temu. – Przypatrzeć się dobrze, co naprawdę muszę zrobić sama, a co mogę złożyć na barki innych, a co w ogóle sobie darować. Zdecydowałam wreszcie być też dobra dla siebie. Zaczęłam od doskonalenia języka angielskiego. Kilka razy w tygodniu mam konwersacje i cieszę się, że wykroiłam na te zajęcia czas. To początek, bo mam jeszcze wiele ciekawych planów względem siebie.

Zawsze ważni byli inni, ale zrozumiałam, że nie wolno nigdy zapominać o sobie. Ale i ona musiała kiedyś powiedzieć: stop. O tym, że ma kłopoty z sercem, nie mówiła nawet mężowi. Wiedział, że żona ma jedynie zwyrodnieniową chorobę stawów i dlatego codziennie ćwiczy. Dbała przecież o siebie, stosowała diety oczyszczające, piła soki i wodę…

W końcu jednak stało się jasne, że bez operacji się nie obędzie. Przeszła ją rok temu, a pan Ryszard przez cały czas czuwał przy żonie. Dzisiaj aktorka znów może cieszyć się życiem. Wróciła na plan „Na Wspólnej” i do swego ukochanego ogrodu. Można być więc pewnym, że jeszcze nas zaskoczy!

Źródło

Share