Barbara Krafftówna: Spotkało ją wiele niezwykle przykrych sytuacji. Przedstawiamy jej bolesną historię

Widzowie znają ją z małego ekranu, głównie dzięki serialowi „Czterej pancerni i pies”. Barbara Krafftówna to ikona. Jednak jej życie nie było usłane różami. Spotkało ją wiele niezwykle przykrych sytuacji. Straciła najbliższe osoby w swoim życiu. Przedstawiamy jej bolesną historię.

1

Barbara Krafftówna to polska aktorka filmowa i teatralna. Występuje również jako artystka kabaretowa w oprawie muzycznej. Jej ojciec był architektem i pracował w Łucku. Matka prowadziła dom i była bardzo uzdolniona muzycznie. Śpiewała, grała na instrumentach i tańczyła. Barbara była ich najmłodszym dzieckiem. Jej rodzina uciekła z Wołynia przed Sowietami po II wojnie światowej. Co więcej, w tym samym okresie zmarł ojciec aktorki.

Od najmłodszych lat wykazywała zainteresowanie aktorstwem i występowaniem na scenie. Już w czasach wojny uczestniczyła w zajęciach konspiracyjnego Studia Dramatycznego. Nauczyła się tam również pantomimy i tańca. Studio funkcjonowało przy Teatrze Starym w Krakowie od 1945 roku. Jednak w 1946 roku Iwo Gall, jeden z nauczycieli tego studia, wyjechał z najzdolniejszymi uczniami, w tym z Krafftówną, do Teatru Wybrzeże. Aktorka zadebiutowała swoją wyjątkową rolą Rybaczki w sztuce „Homer i Orchidea Tadeusza”. Była niezwykle piękną kobietą. Porównywano ją nawet do Audrey Hepburn.

W późniejszym czasie występowała w różnych teatrach. Były to m.in.: im. Stefana Jaracza w Łodzi, Dramatyczny we Wrocławiu, Nowa Warszawa, Komedia, Narodowy, Syrena i Współczesny. W latach 1969 – 1970 grała w serialu „Czterej pancerni i pies”, gdzie skradła serce wielu widzom. Wcieliła się wtedy w rolę Honoraty, dziewczyny z Koniakowa w Beskidzie Śląskim. Była ekranową miłością Gustlika. To nie była jej pierwsza duża rola. Wcześniej wystąpiła w takich filmach jak „Popiół i diament”, „Nikt nie woła”, „Rękopis znaleziony w Saragossie” czy „Jak być kochaną”. Na początku lat 80. wyjechała do Stanów Zjednoczonych i przebywała tam 16 lat. Pod koniec lat 90. wróciła do Polski, aby wystąpić w kilku produkcjach.

Choć wydawałoby się, że prowadziła niezwykle barwne i interesujące życie, to warto wspomnieć, że los jej nie rozpieszczał. Straciła 3 najważniejsze osoby w swoim życiu. Pochowała dwóch mężów i syna. Oto dramaty pięknej gwiazdy „Czterech pancernych i psa”.

Pierwszy mąż

Kadr z filmu „Załoga”

Pierwszym mężem aktorki był Michał Gazda. Poznali się i wzięli ślub w 1956 roku. Niezwykle uzdolniony aktor spędził z Krafftówną aż 13 lat. Niestety zginął na miejscu w wypadku samochodowym w 1969 roku.

Kadr z filmu „Jak być kochaną”

Tragiczna wiadomość

Dla aktorki to był ogromny dramat. Nie tylko z powodu utraty ukochanego, ale również przez wzgląd na sytuację, w której się znajdowała. Miała małego synka Piotra, który w chwili śmierci ojca był zdany tylko na nią.

Kadr z filmu „Skutki noszenia kapelusza w maju”

Kolejny związek po 17 latach

Z kolejnym mężczyzną związała się dopiero po 17 latach. Nie była w stanie zaangażować się na poważnie w inny związek. Gdy wprowadzono stan wojenny, postanowiła wyjechać z kraju. Wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych.

Kadr z „Ostatnia Akcja”

Jej drugi mąż

Myślała, że spotkała ją miłość do końca życia. Była szczęśliwa i wzięła ślub. Jej wybranek był dyrektorem międzynarodowego instytutu do spraw emigrantów w San Francisco. Po pół roku małżeństwa zmarł.

Zmarł po pół roku

Drugi mąż Barbary Krafftówny zmarł na zawał serca. O jego śmierci dowiedziała się przez telefon. Wspominała, że usłyszała straszny krzyk, swój własny.

Kadr z filmu „Więzy krwi”

Wróciła do Polski

Po ciężkich przeżyciach, w 1998 roku aktorka przeniosła się na stałe do Polski. Dostała wiele propozycji z telewizji i teatru. Na nowo zaczęła się udzielać. Jej syn nie wrócił z matką. Razem ze swoją rodziną pozostał w Kanadzie.

Śmierć syna

W 2009 roku jej syn Piotr Gazda zmarł w Kanadzie. Zapytana w wywiadzie przez Grzelę o swoją receptę na radzenie sobie po śmierci bliskich jej osób, odpowiedziała: „Bardzo pomagają pigułki. Najpierw przychodzi otępienie, a potem trzeba spróbować jakoś z niego wyjść. W końcu pozostaje blizna, dotkliwa, wyraźna, własna”.

źródło: pikio.pl