Agnieszka Pilchowa polska jasnowidząca. Przewidziała Auschwitz i papieża Polaka.Kim była?

Był rok 1920. Cena cukru potrafiła z dnia na dzień skoczyć o połowę. Przez ulice przetaczały się demonstracje. Co rusz wybuchały strajki. Wystarczyło wyjść z domu po zmroku, by stracić życie. I wcale nie było pewne, czy za rok lub dwa cały Śląsk nie wpadnie z powrotem w łapy Niemców. Odpowiedzi na pytanie: „jak żyć?!”, ówcześni paprykarze i skołowany zamętem lud szukał u wróżów i jasnowidzów.

Agnieszka Pilchowa, znana też jako Agni P., trafiła więc na odpowiedni moment. Właśnie przeniosła się z Czech do Wisły. Skłoniły ją do tego traumatyczne doświadczenia. Ojczym znęcał się nad nią i szczerze jej nienawidził, a pierwszy mąż okazał się sadystą i gwałcicielem. – Jeszcze w dniu ślubu drżałam z rozpaczy i mdlałam z przerażenia – będzie wspominać. Gdy więc uzyskała kościelne unieważnienie małżeństwa, nic nie mogło zatrzymać jej w kraju urodzenia.

Wizje przy garach

Bolesna przeszłość zapewniała Pilchowej współczucie nowych sąsiadów. Ale dla Polaków ciekawsze od blizn młodości były nadprzyrodzone talenty 32-letniej repatriantki. Po wsi rozniosła się wieść, że Agnieszka Pilchowa z nonszalancką beztroską potrafi spojrzeć w przyszłość, nie przerywając przy tym pichcenia obiadu. Fakt, że paskudnie kaleczyła język polski i z trudem formułowała myśli, tylko dodawał jej aury tajemniczości.

Szybko pojawiły się plotki, jakoby jeszcze w 1919 r. sam prezydent Czechosłowacji, uraczony umiejętnościami Pilchowej, proponował jej zamieszkanie na Hradczanach. I chyba nie była to bujda. Fascynacja magią sięgała w międzywojniu szczytów władzy. Minie kilka lat, a talentami Pilchowej zainteresuje się w Polsce nawet marszałek Józef Piłsudski.

Czucie i wiara

– Czy chcesz pomagać bliźnim? Czy nie ugniesz się pod ciężarem pracy? – miał ją, jak twierdziła, zapytać kiedyś duch. A gdy potwierdziła, odebrała od zjawy wybitnego lekarza lekcje medycyny. W pamiętnikach Agni będzie więc podkreślać swoje zasługi jako uzdrowicielki. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się jednak, że była przede wszystkim utalentowaną bizneswoman.

Szybko wprosiła się do środowiska związanego z Polskim Towarzystwem Teozoficznym. Po kilku latach była już jedną z jego liderek. Organizacja brała sobie za cel zwalczanie kultury „szkiełka i oka” – „z całym jej aparatem techniki, mechaniki, cyrkla, miary i wagi”. Na łamach książek i czasopism motywy katolickie swobodnie mieszały się z hinduizmem, a naiwny, czerpiący z Mickiewicza romantyzm – z poszukiwaniem korzeni spirytyzmu w starożytności.

Katolicka promotorka

Zadziwiające opowieści pewnie nie wyszłyby poza polsko-czeskie pogranicze, gdyby nie Zofia Kossak-Szczucka. Lekko zdziwaczała pisarka z jednej strony była nieugiętą konserwatystką, a z drugiej wierzyła, że magia i jasnowidztwo stanowią drogę do zbliżenia z Bogiem. Kossak-Szczucka prowadziła popularną audycję radiową. Miała więc na społeczeństwo nie mniejszy wpływ niż wydawcy dzisiejszych telewizji śniadaniowych. O Pilchowej mówiła z podziwem:

– Dziedzina podwójnego wzroku, niepojęta dla nas, jest dla niej równie rzeczywistą, naturalną i bliską jak otaczające sprzęty.

Mówię, co widzę

Na fali radiowej sławy Agni P. płodziła jedną książkę po drugiej. Wprowadziła się do okazałej willi w Wiśle, miała prywatną drukarnię, a do pomocy przy składaniu tekstów zapędziła całą rodzinę. Została celebrytką. I pewnie na tym jej historia by się skończyła, gdyby nie legendy o wizji, jakiej miała doznać tuż przed wybuchem II wojny światowej.

Po latach zaprzyjaźniony z nią Stanisław Hadyna – twórca Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” – zdradzi, że Pilchowa przewidziała niemiecką inwazję, obozy koncentracyjne, wojnę amerykańsko-japońską, bombę atomową, a także wybór Polaka na papieża.

– Mówię, co widzę! – przekonywała wątpiących. Nie wykorzystała jednak swojego daru, by uchronić się przed aresztowaniem. Rozstrzelano ją w obozie koncentracyjnym Ravensbrück 4 stycznia 1945 r.

źródło: fakt.pl